fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Kodeks budowlany a ochrona środowiska: Fetor brojlerów i lisów ma być ujarzmiony

Ferma kur niosek
Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Fermy na tysiące kurcząt czy norek będzie można budować, tylko gdy zezwoli na to miejscowy plan – tak przewiduje projekt kodeksu budowlanego.

Fermy hodujące zwierzęta na przemysłową skalę są wielkim utrapieniem dla osób mieszkających w ich pobliżu. Drażniący wszechobecny odór to podstawowy, aczkolwiek niejedyny mankament takich hodowli. Niewłaściwe magazynowanie, wylewanie i utylizowanie powstających w fermach ogromnych ilości nieczystości (gnojowicy, obornika) prowadzi bowiem do poważnych zagrożeń dla środowiska naturalnego oraz zdrowia człowieka.

Tymczasem obowiązujące przepisy są bardzo liberalne i nie zabezpieczają wystarczająco interesów mieszkańców. To jednak ma się zmienić.

Bez planu ani rusz

– Proponujemy, by inwestycje drażliwe społecznie, a do takich niewątpliwie należą tego rodzaju hodowle, można było prowadzić tylko tam, gdzie zezwoli na to miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego – tłumaczy Tomasz Żuchowski, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Uregulowanie tej sprawy znajduje się w projekcie kodeksu urbanistyczno-budowlanego, nad którym obecni pracuje ten resort.

– Liczba skarg, jakie do nas wpływają, świadczy o tym, że problem uciążliwego sąsiedztwa istnieje – tłumaczy wiceminister Żuchowski. – Dziś brakuje zaś jednoznacznych przepisów w tej sprawie.

Pomysł podoba się Bogdanowi Dąbrowskiemu, radcy prawnemu.

– Jedynie miejscowym planem można spowodować, że to uciążliwe sąsiedztwo będzie mniej dokuczliwe – mówi mec. Dąbrowski. – Wprowadzanie np. zakazów lokowania ferm w odległości mniejszej niż 2 km od zabudowań ludzkich byłoby pozbawione sensu. W Polsce bowiem zabudowa jest rozproszona i trudno znaleźć całkowite odludzie – dodaje.

O tym, że problem istnieje, świadczy również raport Najwyższej Izby Kontroli z 2015 r. dotyczący ferm wielkoprzemysłowych. Wynika z niego, że nadzór nad nimi jest dziurawy, bo wyznaczone do kontroli instytucje nie współpracują tak, jak powinny: mają rozbieżne dane i nie wymieniają się informacjami.

Zdaniem NIK brakuje również przepisów antyodorowych. Wpływające do władz i inspekcji lokalnych skargi na działalność ferm wielkoprzemysłowych dotyczą głównie wytwarzanego przez nie odoru i hałasu. Tymczasem ustalenia kontrolerów NIK wykazały, że wciąż nie wypracowano skutecznego sposobu przeciwdziałania uciążliwości zapachowej, mimo że Ministerstwo Środowiska pracowało nad odpowiednią ustawą pięć lat.

Budowanie na warunkach

Problem ferm to także spadek po starych miejscowych planach. Przed laty traciły one masowo swoją ważność, choć jednak niektóre ich uregulowania pozostały w mocy.

– Chodzi o te zapisy starych planów, które przewidywały dla danego terenu przeznaczenie przemysłowe – wyjaśnia Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana. – I choć nie ma dla tych obszarów obowiązującego planu, to można na nich realizować inwestycje takie jak fermy wielkoprzemysłowe. Wystarczy uzyskać warunki zabudowy – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA