fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Nie doczekali się mieszkania, zażądali pieniędzy i wygrali

Mieszkanie deweloper
Mieszkanie deweloper
AdobeStock
Deweloper ma zapłacić odszkodowanie, bo przez dwa lata nie podpisał umowy, a ceny poszły w górę.

Klienci Robyga wygrali spór w Sądzie Okręgowym w Warszawie o 137 tys. zł odszkodowania. Dwa lata czekali bowiem na zawarcie umowy deweloperskiej na mieszkanie na osiedlu Yung City 2 na warszawskim Bemowie. I się nie doczekali.

W tym czasie cena mkw. w Warszawie poszła w górę o ponad 3 tys. zł. Teraz za te same pieniądze nie kupią już mieszkania o tej samej powierzchni u innego dewelopera. Zażądali więc zwrotu różnicy między ceną za metr kwadratowy z daty zawarcia umów rezerwacyjnych, a tą z daty jej rozwiązania.

Wyrok jest precedensowy. To pierwsza taka wygrana. W kolejce na rozstrzygnięcie czekają kolejne sprawy przeciwko deweloperowi.

Umów się dotrzymuje

W 2019 r. deweloper oświadczył, że nie zamierza kontynuować umów, ponieważ nie otrzymał pozwolenia na budowę. W tym samym jednak czasie trwała budowa na innym etapie osiedla.

– Deweloper proponował moim klientom nabycie innego lokalu po cenach rynkowych, czyli już dużo wyższych niż te umówione. Gdy odmówili, zerwał umowę. Powództwo wywodzi, że ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego nakłada na dewelopera obowiązki, które mają chronić potencjalnego nabywcę lokalu już od momentu ogłoszenia zamiaru sprzedaży lokali przez dewelopera, czyli nawet kiedy jeszcze nie podpisano żadnej umowy. Pozwoliło to moim klientom domagać się odszkodowania za niezrealizowanie umowy – wyjaśnia adwokat Tomasz Gołembiewski z Kancelarii Prawnej Krynicki, Dajczer, Kamiński, Heromiński. I dodaje: – Wysokość odszkodowania uwzględniała wzrost ceny mkw. mieszkań w Warszawie, który nastąpił między 2017 r. a październikiem 2019 r., kiedy doszło o zerwania umowy.

Wyrok wydano w trybie zaocznym, ponieważ deweloper nie odpowiedział na pozew. Sąd uwzględnił powództwo w całości. Wyrok ma rygor natychmiastowej wykonalności i obecnie czeka na rozpoznanie wniosku o nadanie klauzuli wykonalności. Na wcześniejszym bowiem etapie sąd uwzględnił wniosek o zabezpieczenie roszczenia poprzez wpis hipoteki przymusowej na nieruchomości dewelopera.

To nie nasza wina

Robyg wniósł od wyroku sprzeciw. I uważa, że wygra w Sądzie Apelacyjnym, bo racja jest po jego stronie.

– Rozwiązanie umowy rezerwacyjnej wynikało z niemożności zawarcia umowy deweloperskiej, ponieważ nie dało się uzyskać pozwolenia na budowę ze względu na okoliczności niezależne – tłumaczy Zbigniew Wojciech Okoński, prezes zarządu Robyg SA. – Klienci nie otrzymali propozycji zapłaty wyższej ceny za mieszkanie objęte umową rezerwacyjną. Nieprawdą jest, jakoby nasza spółka skontaktowała się z klientami i postawiła im ultimatum: albo oni zgodzą się na wyższe ceny mieszkań, albo on zrywa z nimi umowę – zaprzecza.

I dodaje, że spółka nie zażądała uiszczenia dopłaty ze względu na wzrost cen.

– Proponowaliśmy kupno mieszkania w dowolnej, innej inwestycji w obniżonej cenie, z czego skorzystało wielu klientów, lub rozwiązanie umowy rezerwacyjnej i zwrot wpłaconych kwot. Jest to potwierdzone pisemną korespondencją z klientami. Zwróciliśmy klientowi opłatę rezerwacyjną wraz z odsetkami ustawowymi, bo nie ma obecnie możliwości uzyskania pozwolenia na budowę ze względu na realizację linii metra – wyjaśnia prezes Okoński.

Zdaniem firmy Robyg sąd nie rozpatrywał merytorycznie argumentów żadnej ze stron. Postępowanie jest w toku. Wyrok zaoczny został zaskarżony i nie stanowi rozstrzygnięcia w sprawie – nie ma statusu orzeczenia kończącego postępowanie, choćby w pierwszej instancji. Wyrok zaoczny wydaje się, gdy zaistnieją okoliczności o charakterze formalnym i jego wydanie następuje zawsze, gdy sąd nie zapozna się ze stanowiskiem pozwanego.

Szanse w II instancji

Pytani przez „Rz" eksperci również uważają, że wyrok nie obroni się w sądzie apelacyjnym. By dostać odszkodowanie, musi dojść do szkody, a w tym wypadku jej nie ma.

– Nie sądzę, by wyrok się obronił, szczególnie że sprawa nie została w pełni rozpoznana merytorycznie, bo zabrakło udziału i stanowiska pozwanego. Umowa rezerwacyjna nie zobowiązuje dewelopera do sprzedaży lokalu. Zawiera się ją tylko po to, by dać klientom czas na zastanowienie się, czy chcą kupić konkretnie mieszkanie. Taka umowa blokuje sprzedaż danego mieszkania na jakiś czas. Deweloper zobowiązuje się w niej do zawarcia właściwej umowy przedwstępnej, tj. deweloperskiej. W tym wypadku trudno mówić o szkodzie, tym bardziej że inwestor nie uzyskał pozwolenia na budowę. Dlatego moim zdaniem wyrok nie ma charakteru precedensowego – uważa adwokat Maciej Górski z Instytutu Badań nad Prawem do Nieruchomości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA