fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Kredyty frankowe: zwrot świadczeń, a nie ich rozliczenie

123RF
W sprawach konsumenckich powinna mieć zastosowanie teoria dwóch kondykcji. Umowa nieważna, nawet po jej częściowym wykonaniu, nie może się bowiem okazać „umową skuteczną" – pisze adwokat.

Temat kredytów frankowych nie znika z debaty publicznej od dwóch dekad. Każdy ma znajomych, którzy takie umowy z bankami zawarli. Jednak wiedza na temat roszczeń przysługujących wobec banków wciąż jest znikoma.

Ostatnio pojawiły się opinie i orzeczenia, w świetle których znaczna część frankowiczów może liczyć na pozytywne rozstrzygnięcia sądów. Zaczyna dominować pogląd, że po tzw. całkowitym odfrankowieniu kredytu po kursie z dnia jego zaciągnięcia (wtedy kurs CHF wynosił ok. 2 zł) dalsza spłata powinna następować przy zachowaniu oprocentowania według stawki LIBOR CHF, średnio ok. 40 proc. niższej niż WIBOR. Potwierdził to pośrednio rzecznik generalny TSUE w opinii z 14 maja 2019 r. w sprawie Dziubak. Podobne stanowisko wyraziło też biuro analiz Sądu Najwyższego w opracowaniu „Kredyty walutowe. Węzłowe zagadnienia", jak i SN w wyrokach: z 24 października 2018 r. (II CSK 632/17), z 27 lutego 2019 r. (II CSK 19/18), z 4 kwietnia 2019 r. (III CSK 159/17) oraz z 9 maja 2019 r. (I CSK 242/18).

Zainteresowanie tą problematyką wynikało ze wzrostu kursu CHF do 4 zł. Tym bardziej że obiecane ustawy (z 26 sierpnia 2001 r. tzw. antyspreadowa oraz z 9 października 2015 r. o wsparciu niektórych kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, znowelizowana 22 lipca 2019 r.), poza umożliwieniem spłaty kredytu bezpośrednio w CHF i ubiegania się o pożyczkę do 2 tys. zł miesięcznie (skorzystało z niej 833 osób), w żaden znaczący sposób nie poprawiły sytuacji frankowiczów. Jedynym skutecznym sposobem odzyskania kwot nadpłaconych bankowi jest więc droga sądowa.

By zrozumieć skalę zjawiska, wystarczy podać, że ponad połowa ogółu udzielonych kredytów mieszkaniowych, których suma przekracza 330 mld zł, to kredyty walutowe. Dla przykładu tylko w 2008 r. aż 192,1 tys., tj. 69 proc. ogółu kredytów hipotecznych, udzielono w CHF, średnio ok. 760 umów dziennie. Na koniec 2018 r. w portfelach banków było nadal 457,3 tys. kredytów frankowych o łącznej wartości 104,8 mld zł.

Powoli, ale systematycznie, sądy są zasypywane kolejnymi pozwami. O ile według szacunków mec. Jacka Czabańskiego w 2016 r. tylko 25,93 proc. orzeczeń sądowych było korzystnych dla frankowiczów, o tyle w I półroczu 2019 r. było ich już ok. 87,50 proc. Warto więc przedstawić, z jakimi roszczeniami najczęściej występują frankowicze.

Abuzywność klauzul indeksacyjnych

W początkowej fazie sporów z bankami występowano z pozwami o uznanie postanowień wzorca umownego za niedozwolone. Przed warszawskim Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumenta przetoczyły się liczne sprawy o uznanie klauzul waloryzacyjnych za abuzywne, czyli sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszające interes konsumenta, a więc naruszające dyrektywę Rady 93/13 z 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich i art. 3851 § 1 k.c. Wykaz postanowień uznanych za niedozwolone można znaleźć na stronach internetowych UOKiK. Rejestr jest publiczny, nie ma zatem potrzeby prowadzenia kolejnych spraw. Decyzja ma skutek w stosunku do przedsiębiorcy, który ją stosował, oraz wobec wszystkich konsumentów, którzy zawarli z nim umowę na postawie takiej klauzuli.

Wśród zakazanych postanowień są zapisy upoważniające banki do przeliczania kursów walut według własnych tabel oraz dotyczące braku określenia sposobu ustalania kursów przeliczenia salda zadłużenia na walutę obcą, a także przeliczenia na złote kwot kolejnych rat kredytu.

Nieuczciwość klauzul waloryzacyjnych może prowadzić do dwóch zasadniczych skutków: bezwzględnej nieważności całej umowy kredytowej albo bezskuteczności klauzuli indeksacyjnej.

Roszczenia oparte na nieważności umowy kredytowej (z uwagi na sprzeczność z art. 69 ust. 1 prawa bankowego oraz art. 3581 § 5 k.c.) uzasadniane są zazwyczaj niedopuszczalnością waloryzacji umownej części kapitałowej kredytu i nieokreślonością świadczenia. Kredytobiorca obowiązany był oddać inną kwotę kapitału w złotych, niż otrzymał od banku. To sprzeczne z istotą umowy kredytu, która przewiduje obowiązek zwrotu kwoty otrzymanej. Postanowienia umowne pozwalające na dowolne i w zasadzie jednostronne kształtowanie wysokości zobowiązania kredytobiorcy powodują nieważność całej umowy kredytowej, podobnie jak to, że bez zapewnienia skutecznego mechanizmu waloryzacji strony nie zawarłyby takiej umowy (art. 58 § 3 k.c.).

Z kolei roszczenia oparte na zarzucie abuzywności klauzuli indeksacyjnej powodują jej bezskuteczność, tak jakby jej od początku nie było. Klauzula nie wiąże więc powoda, ale strony wiąże umowa w pozostałym zakresie (art. 3851 § 1 i 2 k.c.). W miejsce bezskutecznych klauzul indeksacyjnych nie wejdą inne normy dotyczące indeksacji, ponieważ ich brak. Kredyt powinien być od początku traktowany jako złotowy z oprocentowaniem według stopy LIBOR.

Zazwyczaj sądy akceptują ten drugi skutek. Zasądzają wówczas od banków zwrot nadpłaconych rat kredytu, tj. różnicę między rzeczywiście spłaconą kwotą a tą należną przy przyjęciu stawek LIBOR do kredytów wyrażonych de facto w złotych.

Ważny rodzaj

Tzw. czysty kredyt walutowy to taki, którego wysokość została wyrażona w tej walucie, został wypłacony i jest spłacany w tej samej walucie obcej. Kredyty te nie zawierają klauzuli waloryzacyjnej. Tego typu kredyty w Polsce w zasadzie nie występowały, aczkolwiek pojawiły się po uchwaleniu ustawy antyspreadowej. SN w sprawie I CSK 242/18 wyjaśnił, że kredytobiorca, który zgodził się na zmianę kredytu indeksowanego na czysto walutowy, może dochodzić roszczenia o zwrot wcześniej nadpłaconych rat i żądać ponownego przeliczenia.

W przypadku kredytów indeksowanych i denominowanych kredytobiorca spłaca kwotę kapitału w walucie polskiej. Co istotne, zwykle im dłużej kredyt jest spłacany, tym więcej kapitału pozostaje do oddania. Oczywiste jest, że takie zjawisko narusza interesy konsumenta.

Kredyty denominowane to te, w których wartość kredytu wyrażono we frankach (czyli był denominowany w CHF), co jak wyjaśniono w opracowaniu biura analiz SN, służyło jedynie „ukryciu" rzeczywistego ustalenia jego wysokości w PLN. Od razu był przeliczany i wypłacany kredytobiorcy w złotych. Kredyt ten jest spłacany w walucie krajowej, która jedynie matematycznie zostaje przeliczona na CHF w momencie spłaty. Banki w tego typu kredytach zarabiały dodatkowo na tzw. spreadach.

Z kolei w przypadku kredytu indeksowanego (waloryzowanego) kwota kredytu była wyrażana i wypłacana w PLN, harmonogram spłat wyrażany był w CHF, ale spłata dokonywana była również w PLN po kursie ustalanym przez bank.

W orzecznictwie przeważają sprawy kredytów indeksowanych (według szacunków to 60–80 proc. spraw).

W opinii biura analiz SN brak jest zasadniczej różnicy między sytuacją prawną kredytobiorców obu rodzajów kredytów. Są to bowiem faktycznie kredyty złotówkowe zawierające niedozwolone klauzule waloryzacyjne. Powinno to skutkować ich odwalutowieniem po kursie z dnia ich udzielenia, przy jednoczesnym pozostawieniu oprocentowania według stawki LIBOR.

Mimo to w orzecznictwie dotyczącym kredytów denominowanych twierdzi się, że po wyeliminowaniu z umowy klauzuli przeliczeniowej niemożliwe jest jej dalsze wykonywanie, co musi skutkować nieważnością całej umowy. Powstaje wówczas obowiązek obu stron umowy zwrotu tego, co sobie wzajemnie świadczyły w ramach nieważnej umowy (art. 496 i 497 k.c.). Dochodzi wtedy jednak do rozjechania się terminów przedawnienia.

O ile kredytobiorcy będący konsumentami mogą dochodzić kwot za okres ostatnich dziesięciu lat (nowelizacja z 9 sierpnia 2018 r. skracająca ten termin do sześciu lat nie znajdzie zastosowania w tych sprawach), o tyle bank byłby tego roszczenia pozbawiony z uwagi na trzyletni termin przedawnienia (art. 118 k.c.). Termin ten należy liczyć od daty płatności. Ostatnia nowelizacja k.p.c. nakazuje sądom w sprawach konsumentów upływ przedawnienia uwzględniać z urzędu.

Reasumując tę część rozważań, można twierdzić, że w sprawach kredytów indeksowanych orzecznictwo wykształciło już dominującą i korzystną dla frankowiczów linię orzecznictwa, podczas gdy w odniesieniu do umów denominowanych pozostaje ono w fazie dalszego uzgadniania stanowisk. Sytuacja powinna diametralnie zmienić się po rozstrzygnięciu TSUE w sprawie państwa Dziubak.

Zasądzenie nadpłaconych rat

Najczęściej kredytobiorcy dochodzą roszczeń o zapłatę kwot wynikających z nienależnie pobranych świadczeń (art.  410 § 2 k.c.). W przypadku odfrankowienia kredytu klienci żądają zasądzenia zwrotu nadpłaconych rat kredytowych lub niesłusznie pobranych opłat z tytułu ubezpieczenia tzw. niskiego wkładu własnego, a w przypadku uznania nieważności całej umowy kredytowej – zwrotu wszystkich zapłaconych bankowi kwot (rat, prowizji, opłat i składek ubezpieczeniowych). W praktyce powstał jednak problem wyliczenia kwoty należnej kredytobiorcy w razie uznania umowy za bezwzględnie nieważną.

W świetle teorii dwóch kondykcji na rzecz każdej ze stron powstaje odrębne i samodzielne roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. Z kolei zgodnie z teorią salda powstaje tylko jedno roszczenie, którego przedmiotem jest różnica wartości wzajemnych roszczeń.

W sprawach konsumenckich powinna mieć zastosowanie teoria dwu kondykcji. Umowa nieważna – nawet po jej częściowym wykonaniu – nie może bowiem okazać się „umową skuteczną", zwłaszcza w świetle w orzecznictwa TSUE na tle dyrektywy 93/13/EWG. Kredytobiorcy ponoszą wtedy koszty przygotowania pozwu i profesjonalnego zastępstwa procesowego w toku procesu. Ponadto muszą uiścić opłatę od pozwu w wysokości nie wyższej niż 1000 zł (art. 31a ustawy o kosztach sądowych) i ponieść koszty opinii biegłego z zakresu rachunkowości, który wyliczy kwotę nadpłaconą bankowi. W przypadku wygrania sprawy koszty te pokrywa strona przegrywająca, z tym że koszty zastępstwa procesowego jedynie w części wynikającej z rozporządzenia.

Pozwy w postępowaniu zwykłym lub upominawczym należy kierować w zależności od wartości przedmiotu sporu albo do sądów rejonowych, albo do sądów okręgowych –gdy wartość żądanej kwoty przekroczy 75 tys. zł.

Pozbawienie wykonalności

Po wypowiedzeniu umowy przez bank zwykle wystawiane są bankowe tytuły egzekucyjne, tzw. BTE. Tam, gdzie to jest niemożliwe, banki uzyskują nakazy zapłaty w oparciu o wyciągi z ksiąg bankowych. Można je zwalczać, wytaczając powództwa przeciwegzekucyjne na podstawie art. 840 § 1 pkt 1 k.p.c., jeżeli kwestionuje się istnienie obowiązku zapłaty kwoty określonej w takim tytule.

Ostatnio SN w dwóch wyrokach w sprawach III CSK 159/17 i I CSK 242/18 potwierdził, że w tych przypadkach powództwo frankowiczów może być zasadne, a sąd prowadzący taką sprawę jest uprawniony do działania z urzędu (art. 232 zd. drugie k.p.c.) w celu dopuszczenia dowodu z opinii biegłego sądowego ds. rachunkowości, celem wyliczenia różnicy między kwotami rzeczywiście zapłaconymi przez kredytobiorcę a kwotą należną bankowi.

Nieważność wstecz lub na przyszłość

Różne są skutki temporalne orzeczeń sądowych. Jeżeli przyjąć obecnie dominujący pogląd – zwłaszcza w przypadku kredytów denominowanych – że ze względu na istnienie w chwili zawierania umów kredytowych abuzywności klauzul, umowy te są bezwzględnie nieważne ze skutkiem od daty ich zawarcia (ex tunc), to strony powinny sobie zwrócić wzajemne świadczenia. Jednak wbrew twierdzeniom prof. E. Łętowskiej nie znajdzie tu zastosowania „teoria salda", ponieważ umowa kredytowa ma charakter umowy wzajemnej i kwestię tę wprost reguluje art. 497 w zw. z art. 496 k.c., nakazujący „zwrot świadczeń wzajemnych", a nie ich rozliczenie. Podobny pogląd wyraził niedawno prof. J. Pisuliński.

Oczywiście przy tej okazji powstanie problem rozejścia się terminów przedawnienia roszczeń. Jest to jednak problem ustawodawcy, który inaczej uregulował kwestię roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej (w tym bankowej), a nie problem sądów stosujących prawo.

W przypadku unieważnienia umowy frankowej przez sąd w wyroku o charakterze konstytutywnym, ze skutkiem na przyszłość (ex nunc), strony również będą zobowiązane do zwrotu wzajemnych świadczeń. Nie będzie już jednak problemu związanego ani z przedawnieniem, ani z kwestią dalszego oprocentowania kredytu. Umowa kredytowa przestanie bowiem wiązać strony.

Oczywiście zupełnie niezasadne są twierdzenia banków o możliwości dochodzenia roszczeń o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, chociażby z tych prostych powodów, że w okresie poprzedzającym wyrok konstytutywny banki nie były właścicielami przekazanego kredytobiorcy kapitału. Abstrahując bowiem od sporu prawnego, czy pieniądze są rzeczami w rozumieniu prawa cywilnego, to z chwilą uruchomienia kredytu stają się one własnością kredytobiorcy. Ponadto kredytobiorcy korzystali z kapitału w dobrej wierze, a podmiotem odpowiedzialnym za abuzywność postanowień, a w konsekwencji nieważność umowy, jest wyłącznie bank.

Pogląd o unieważnialności ze skutkiem ex nunc powoli przedostaje się do orzecznictwa sądowego. Ostatecznie spór ten rozstrzygnie Sąd Najwyższy w powiększonym składzie.

Autor jest partnerem zarządzającym w kancelarii Forystek & Partnerzy

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA