fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Coldplay gra do tańca

Coldplay 2015, drugi od lewej: Chris Martin
Warner
Brytyjski zespół nową płytą ostatecznie żegna się z rockiem i wybiera optymizm w rytmach w stylu Beyoncé.

Nowe piosenki lidera zespołu Chrisa Martina opowiadają o wychodzeniu z depresji wywołanej rozstaniem z aktorką Gwyneth Paltrow po dziesięcioletnim związku, z którego narodziło się dwóch synów.

– Zależy mi na pogodzeniu się z losem, z tym, co się nam przydarza, a czego często nie potrafimy zaakceptować. Można powiedzieć, że to hipisowska płyta – powiedział muzyk „The Wall Street Journal". W przejściu przez trudny okres pomogły mu książki podarowane przez przyjaciela. To dzienniki żydowskiego psychiatry Viktora Frankla, który uratował się z Holokaustu, oraz tom wierszy Rumiego, perskiego poety z XIII wieku.

– Dzięki lekturom zrozumiałem, że cokolwiek zdarza się w naszym życiu, ostatecznie jest doświadczeniem pozytywnym, które pozwala osiągnąć harmonię – uważa Martin.

Nauczył się cieszyć z prostych rzeczy. Raz w tygodniu pości całą dobę. Wtedy nawet płatki musli sprawiają przyjemność, pozwalają spojrzeć na świat z optymizmem.

Znaczącym sygnałem była obecność w studiu norweskiego duetu producenckiego Stargate, firmującego przeboje Rihanny i Beyoncé.

Taneczne rytmy

Współpraca Coldplay ze Stargate rozpoczęła się przy okazji nagrywania piosenki do filmu „Unbroken" w reżyserii Angeliny Jolie.

– Obawiałem się, że najbardziej konserwatywni członkowie zespołu nie będą chcieli współpracować z producentami Rihanny, ale się pomyliłem – opowiada Martin. – Nasi producenci nie są ludźmi do wynajęcia. Mają zasady i są dumni z tego, co osiągnęli, dlatego musiałem przejść pomyślnie przesłuchanie.

Ulubionym utworem Martina jest „X Marks the Spot". – Większość instrumentów, jakich użyliśmy w nagraniu, nie istniała w czasie, kiedy powstał nasz pierwszy album – mówi lider. – Fani, którzy chcieliby, żebyśmy byli zespołem rockowym, mogą się czuć zawiedzeni. Chcieliśmy pożenić wszystkie rodzaje muzyki, które lubimy, poczynając od Oasis, a kończąc na Drake'u. Czuję się komfortowo, mając świadomość, że nasza muzyka nie jest dla każdego.

Popowy kierunek zespół przyjął już w przełomowym, jeśli chodzi o brzmienie, albumie „Viva la Vida", a kolejny krok w stronę popu wykonał, pracując nad „Mylo Xyloto". Poprzedni krążek „Ghost Stories" był tego potwierdzeniem. Teraz jeszcze mocniej dawna art-rockowa stylistyka zespołu – porównywana z Genesis, Pink Floyd czy U2 – została przekreślona tanecznymi rytmami.

– Zależało nam na muzyce barwnej, która sprawi, że słuchaczom nogi same ruszą do tańca – tłumaczy wokalista. Taką piosenką jest „Adventure of a Lifetime" z dyskotekowym wręcz beatem. Znamienne że przypomina hity idola obecnych nastolatków The Weeknda, którego mistrzem jest Michael Jackson.

Dość zabawnie brzmi anegdota Martina o tym, że od wielu lat prosił gitarzystę zespołu Jonny'ego Bucklanda o stworzenie riffu na miarę „Sweet Child O'Mine" Guns N' Roses. Martin twierdzi, że taki riff powstał.

Każdy jednak, kto słyszał piosenkę „Adventure of a Lifetime" i cienko plumkającą gitarkę, umrze ze śmiechu: Coldplay i Guns N'Roses to dwie różne muzyczne historie. A właśnie „Adventure of a Lifetime" jest kluczem do zrozumienia nowej muzyki zespołu.

– Przynosi nam szczęście, jakie chcielibyśmy wyrazić wszystkimi piosenkami – deklaruje Martin.

Piosence towarzyszy bezpretensjonalny teledysk, manifest powrotu do pierwotnej idylli. Oglądamy dżunglę, w której cztery małpy znajdują odtwarzacz emitujący przebój Coldplay. Małpy zaczynają śpiewać. Radości, podskokom i tańcom nie ma końca. W małpy wcielili się muzycy.

Na płycie pojawiła się też Beyoncé. Zaśpiewała w „Hymn for the Weekend". Martin tym utworem spełnił marzenie o napisaniu klubowej piosenki opowiadającej o facecie, który siedzi przy barze i stawia wszystkim drinki, w zamian domagając się tylko spełnienia toastu za jego zdrowie.

Koncert w Polsce

W kompozycji „Kaleidoscope" Coldplay dał wyraz przywiązaniu do obrony praw człowieka i zacytował fragment wypowiedzi pastora Clementa C. Pinckney'a. Niespodzianką jest udział w nagraniach Noela Gallaghera, byłego muzyka Oasis, który zagrał na gitarze w „Up&Up".

Największe jednak zaskoczenie wywołają chórki w pożegnalnej balladzie „Everglow", które zaśpiewała była żona Martina, Gwyneth Paltrow. Na płycie śpiewają też synowie muzyka oraz jego nowa miłość, aktorka Annabelle Wallis.

Gdyby wierzyć słowom Chrisa Martina, najnowszy album jest jednocześnie ostatni w dorobku Coldplay.

– Cykl o Harrym Potterze zamknął się na siódmym tomie, nasza siódma płyta może być czymś w tym rodzaju – powiedział. – Nie twierdzę, że nigdy już nic nie nagramy. Będzie to jednak zupełnie inna historia. Dlatego mamy poczucie konieczności zamknięcia obecnego etapu. Nie da się robić wszystkiego pod jednym szyldem.

Jednocześnie Martin zapowiedział tournée w 2016 roku, które będzie promować albumy najnowszy oraz poprzedni – „Ghost Stories". Nieoficjalnie wiemy, że jeden z koncertów odbędzie się w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA