- Twardość polega na tym, że człowiek zna swoje słabości i się ich nie wstydzi, potrafi z nimi walczyć i z nich wychodzić. A nie stwarzanie fasad, uśmiechniętej miny, lub też granie twardziela, kiedy cię wszystko łamie i nie radzisz sobie. Trzeba się przyznawać do tego, co cię boli - mówił "Lipa" Lipiński tłumacząc, dlaczego nie boi się mówić o problemach z depresją.
- Depresja nie bierze się z jakiegoś jednego impulsu. To choroba, która potrafi zacząć się w dzieciństwie i przybierać na sile. To jest zdradliwa rzecz - dodał.
- Nieuctwo i chamstwo ma dziś poklask. Nie przejmuję się tym, to przejdzie - mówił z kolei pytany o deklaracje polityków partii rządzącej, którzy deklarują, że nie czytają i nie zamierzają czytać książek noblistki, Olgi Tokarczuk.
- Nie da się utrzymać takiej polityki Dyzmów - dodał.
- Wydaje mi się, że społeczeństwo jest durne. No niestety. Jeżeli robi to co robi i nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, to jest durne. A jeżeli zdaje sobie sprawę to znaczy, że chce wrócić do socjalizmu, żyć w innym systemie. Ja uważam, że w większości jest durne - stwierdził na uwagę, że PiS wygrywa kolejne wybory, a Andrzej Duda jest faworytem wyborów prezydenckich.
- Żeby coś się zmieniło, musi być ocet na półkach, albo musimy się zacząć mordować - stwierdził również w dalszej części rozmowy.
- Wszystko psieje, jest na tyle letnio, że da się wytrzymać. Płyniemy sobie tym środeczkiem i dopóki nas to nie dotyczy, jest ok. Rządzący też o tym doskonale wiedzą - dodał.