fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Marek Dusza rekomenduje nowe płyty na weekend

materiały prasowe
Jak co tydzień Marek Dusza przedstawia płyty, których warto posłuchać korzystając z wolnych dni.

Muzyka filmowa

„AMY - The Original Soundtrack”, Island/Universal, CD, 2015
 
- Amy Winehouse była jazzową wokalistką na miarę Billie Holiday - powiedział „Rzeczpospolitej” Tony Bennett, który ze zmarłą przedwcześnie gwiazdą nagrał standard „Body and Soul” na swój album duetów. Scena z tego nagrania jest jedną z ważniejszych w biograficznym filmie „Amy”, który miał swoją premierę 3 lipca 2015 r. Pokazuje talent wokalistki, ale i jej nieśmiałość w spotkaniu z wielkim Bennettem.


Muzykę oryginalną do filmu napisał Brazylijczyk Antonio Pinto, laureat World Soundtrack Award, nominowany do nagrody Golden Globe. Jego nastrojowe tematy są znakomitym kontrastem do emocjonalnych interpretacji Amy Winehouse. Znajdziemy tu jedenaście piosenek i dwanaście utworów instrumentalnych.
- Powinieneś być silniejszy ode mnie, jesteś tu siedem lat dłużej niż ja – śpiewała we własnym utworze „Stronger Then Me”. To jedna z kluczowych piosenek pokazująca słabość charakteru artystki. O jej problemach z mężczyznami opowiada piosenka „What is it About Man” nagrana na żywo podczas North Sea Jazz Festiwal w Hadze. Chyba nikt z widzów nie zdawał sobie wtedy jeszcze sprawy jaką slawę zdobędzie wokalistka. A śpiewała rzeczywiście w jazzowym stylu z soulowym zabarwieniem i  akompaniamentem jazzującego zespołu, co podkreśla solówka fortepianu elektrycznego. W podobnym stylu zaśpiewała „Some Unholy War”.


Zmianę stylu na r’n’b zwiastuje utwór „Tears Dry On Their Own” w ciekawej aranżacji z udziałem chórku i instrumentów dętych. To był jeden z hitów albumu „Back to Black”, drugiego i ostatniego w karierze artystki. Tytułowy utwór z tej płyty Amy śpiewa najpierw a capella, co pokazuje, jak oryginalny miała głos.


Album ten otwierała piosenka „Rehab” opisująca jej problemy z narkotykami i nieudany pobyt w ośrodku odwykowym. Żywiołem były dla niej koncerty i nagrane na żywo ballady „We’re Still Friends” oraz „Love is a Loosing Game” wykorzystane w filmie. Nie mogło zabraknąć nastrojowego standardu „Body and Soul” nagranego z Tonym Bennettem śpiewającego tak czule, jakby chciał otoczyć ją opieką. Amy Winehouse śpiewa z chrypką i rzeczywiście w jazzowym stylu. Album zamyka nagranie radiowe „Valerie” ze studia BBC, swingowo-bluesowo-soulowa, nastrojowa piosenka, która nie znalazła się na żadnej z dwóch jej studyjnych płyt.



 
Muzyka filmowa


John Williams Conducts John Williams „The Star Wars Trilogy”, Sony Classical, CD, 2015
 
Zanim amerykański kompozytor John Williams napisał zapadające w pamięć tematy do serii „Gwiezdne wojny” był już laureatem Oscara za adaptację muzyki do kinowej wersji „Skrzypka na dachu” (1971, reż. Norman Jewison). Akademia nominowała go aż 49 razy, a statuetki dostał jeszcze za muzykę oryginalną do filmów: „Szczęki”, „Gwiezdne wojny: część IV – Nowa nadzieja”, „E.T.” i „Lista Schindlera”. Ma też kolekcję 22 nagród Grammy.


Największą popularność zyskał dzięki spektakularnej muzyce do serii „Gwiezdne wojny” zapoczątkowanej w 1977 r. Premiera siódmego filmu „Gwiezdne wojny – Przebudzenie Mocy” planowana jest 18 grudnia 2015 r. Wszystkie odcinki kosmicznej epopei słynęły z efektów dźwiękowych, a od części trzeciej „Powrót Jedi” obowiązuje kina system certyfikacji sprzętu i instalacji reprodukujących dźwięk o nazwie THX. Zyskuje na tym soundtrack i to nie tylko w kinie, ale i słuchany w domu.


Przed premierą nowego filmu, do którego muzykę także napisał John Williams, ukazała się kompilacja najciekawszych tematów z tzw. „Trylogii” czyli części od IV do VI, które wyprodukowano w latach 1977 – 1983. Album otwiera najlepiej rozpoznawalny „Main Theme from Star Wars”, utwór o niesamowitej dynamice. Są tu fragmenty mrożące krew w żyłach i chwile wytchnienia w lirycznych fragmentach czy takie emocjonalne zmiany, do jakich przyzwyczaiły kinomanów filmy. Przy temacie tytułowym utwór „Księżniczka Leia” wydaje się sielanką. Tajemnice Planety Małych Ludzi odkrywamy w utworze „The Little People from Star Wars”, w którym kompozytor zastosował efekty humorystyczne i jak najbardziej poważne. Natomiast „The Imperial March” pokazuje potęgę kosmicznej armii.


Muzyka Johna Williamsa z „Gwiezdnych wojen” nigdy wcześniej nie brzmiała tak efektownie, jak na tym albumie.


 
Rock/Jazz/Soul
 
Marc Ribot & The Young Philadelphians „Live in Tokyo”, Yellow Bird/GiGi Distribution, CD, 2015
 
Amerykański kwartet The Young Philadelphians gitarzysty Marka Ribota wystąpi w sobotę 14 listopada w gdańskim Klubie Żak na festiwalu Jazz Jantar. Słuchając albumu „Live in Tokyo” można przypuszczać, że będzie to wydarzenie obfitujące w niespodzianki. Bo nawet jeśli ktoś dobrze pamięta występy Ribota z Johnem Zornem czy jego solowe projekty, to rockowe wcielenie gitarzysty jest nam nieznane. Znawcy jego biografii wiedzą jednak, że występował i nagrywał z Tomem Waitsem i Elvisem Costello, więc ten rodzaj muzyki nie jest mu obcy. Ciekawostką są jego wokalne skłonności. Na festiwalu Saalfelden 2014 dał solowy recital śpiewając protest-songi.


Właśnie wokalny utwór „Love Epidemic” otworzył koncert zespołu w tokijskim klubie Quattro. Obok lidera na scenie stanęli: basista Jamaaladeen Tacuma, perkusista G. Calvin Weston i młoda gitarzystka Mary Halvorson. Muzycy składają hołd harmolodycznej muzyce Ornette’a Colemana i jego zespołu Prime Time z początku lat 70. XX w. Ekstatyczny punk-funk-free-jazz miesza się z soulem, jaki dominował w Filadelfii w tamtym czasie.


Jeśli zespół nie może wystąpić ze smyczkami, używa sampli przywołując stare brzmienie soulu. Słodkie melodie mieszają się z odważnymi solówkami gitar, a Mary Halvorson nie pozostaje wcale z tyłu za Markiem Ribotem. Fani jej talentu, a jest ich w Polsce niemało, będą zachwyceni. Kluczowym utworem koncertu w Tokio był utwór „TSOP (The Sound of Philadelphia)”, w którym zespół gra w stylu p-funk (psychodelic funk) George’a Clintona. Słychać, że muzycy wpadli w trans i razem publicznością doskonale się bawią. I tak będzie z pewnością w sobotę w Klubie Żak.
 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA