„Dając rozkaz do ataku na syryjską bazę rządową, Trump stanął na czele świata zachodniego, nie bacząc na gniew Moskwy” – pisze na drugiej stronie „Rzeczpospolitej” Jerzy Haszczyński. „Trump się przekonał, że Putin nie zamierza mu nic poważnego zaoferować za nowy moskiewsko-waszyngtoński reset” – to jeden z czterech powodów tego zwrotu w polityce prezydenta, jakie wymienia publicysta „Rz”.
Szef warszawskiego biura think tanku GMF Michał Baranowski zastanawia się zaś w dużym publicystycznym tekście w „Rzeczpospolitej”, czy „wraca policjant świata” i przekonuje, że po Syrii Trumpowi trudno będzie trzymać się wizji polityki izolacjonistycznej, która w jego administracji rywalizowała z tradycyjną wizją Ameryki zaangażowanej.
„Największym ryzykiem, przed jakim stanął świat po wyborach w USA, nie jest perspektywa skumania się Trumpa i Putina. Bardziej prawdopodobne i niebezpieczne jest to, że dwaj ambitni egocentrycy wezmą się za łby” – prognozuje w „Gazecie Wyborczej” Wacław Radziwinowicz. A Dawid Warszawski na tych samych łamach zauważa, że „dla Trumpa podstawowe zagrożenie dla amerykańskich interesów jest na Dalekim Wschodzie, nie na Bliskim. To Chińczycy muszą wiedzieć, że nowy lokator Białego Domu potrafi być i groźny, i nieprzewidywalny”.