fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Ryszard Ćwirlej: Przypadek jest motorem dziejów

fot. Adam Ciereszko
- Kryminał traktuję jak literaturę rozrywkową, a nie taką, która stara się być drogowskazem dla ludzi, mówi im, jak powinni żyć i jak przyzwoicie się zachować - mówi w rozmowie z rp.pl, Ryszard Ćwirlej. Autor powieści kryminalnych powróci już 5 czerwca z książką pt. „Ostra jazda”.

Stephenie Meyer w „Zmierzchu” pisała: „Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze”. Jak te słowa pasują do autora kryminałów?

Ryszard Ćwirlej: Śmierć jako granica, którą każdy musi przejść, zwyczajna, powszednia i cicha – to ta, z którą mamy do czynienia na co dzień. Śmierć transcendentalna, której nie sposób ogarnąć rozumem, ale dająca nadzieję – taką przedstawiają nam religie. Śmierć odarta z godności i niemająca w sobie nic z majestatu, brudna, bolesna, często brutalna – to śmierć z powieści kryminalnych. Ale to także śmierć ze świata, którego nie dostrzegamy na co dzień, który jest obok nas jak rzeczywistość równoległa. Boimy się jej, nie wierzymy, że może się nam przydarzyć, ale mamy świadomość tego, że może czyhać gdzieś w ciemnym zaułku. Dlatego unikamy tych podejrzanych miejsc. Ale lubimy się bać w komfortowych warunkach na własnej kanapie. Taki komfort z dreszczem emocji daje dobrze napisany kryminał, w którym śmierć skrojona jest na potrzeby użytkownika. O tej prostej śmierci nikt nie chciałby czytać, dlatego w kryminale musi być niecodzienna, nadzwyczajna, widowiskowa.

Już od 5 czerwca w księgarniach będzie można nabyć najnowsze pana dzieło zatytułowane „Ostra jazda”. Po spisaniu dwudziestu jeden fabuł, jak zmieniło się pana podejście do dnia, w którym debiutuje pana książka?

- Mam wrażenie, że te pierwsze książki pisał ktoś inny, że mnie przy tym pisaniu w ogóle nie było. Zdaje się, że wówczas zwyczajnie przelewałem myśli na papier, starając się jak najszybciej i jak najlepiej opowiedzieć o zbrodni i śledztwie. Teraz bardziej ważę słowa, narracja zwolniła, a tło, które wcześniej było jak teatralna dekoracja, stało się równorzędnym bohaterem. W pewnym momencie, zdałem sobie sprawę, że kryminał to suma śladów, które w końcu muszą stworzyć harmonijny obraz. Nie ma w nim miejsca na niepotrzebne sceny które mogą być ozdobnikami. Tu każda sekwencja, każde wypowiedziane w niej zdanie muszą w konsekwencji prowadzić do finału. Wcześniej tylko to przeczuwałem, a teraz to już wiem. Szkoda tylko, że straciłem sporo czasu, by to odkryć. Nikt mi o tym wcześniej nie powiedział, bo gdy zaczynałem pisać nikt nawet nie słyszał o jakichś szkołach pisania kryminału.

Jedną z głównych postaci w „Ostrej jeździe” będzie Aneta Nowak, policjantka i jednocześnie studentka prawa. Jak zrodził się pomysł na to, by w takiej roli obsadzić studentkę, a nie np. policjantkę ze stażem?

Najpierw policjantka. Po szkole średniej poszła do policji. Teraz jest już sierżantem z kilkuletnim doświadczeniem i ze zgodą przełożonych na zaoczne studia prawnicze. Jest inteligentna, bystra i przebojowa, więc pewnie będzie robić w policji karierę. Ale jako osoba, która zna policyjne realia, wie dobrze, że z samą matura niewiele zdziała w tej instytucji. Jeśli chce mieć na coś wpływ, musi być oficerem. I dlatego studiuje. Takich policjantek w policji są setki. Ona jest tylko jedną z nich. Postawiłem na młoda policjantkę, żeby choć raz w życiu zrobić coś po kolei. Obie moje wcześniejsze serie kryminalne, zarówno milicyjna, jak i międzywojenna pisane były bez zachowania chronologii. Tym razem postanowiłem, że będzie inaczej, a czytelnicy nie dostaną pomieszania zmysłów od moich podróży w czasie.

„Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki” – odnosząc się do słów Krystyny Siesickiej i jej dzieła „Zapałka na zakręcie”, Anetą Nowak również będą dyrygować przypadki?

Kieślowski pokazał już dawno, czym w naszym życiu może być przypadek. Najprościej rzecz ujmując, można by powiedzieć, że jest on motorem dziejów. Rządzi wydarzeniami historycznymi i poczynaniami zwykłych ludzi. Ile razy każdy z nas zastanawiając się nad swoimi wyborami, mówił sam do siebie: Po co to zrobiłem? Dlaczego tam poszedłem? Gdybym mógł cofnąć czas i dostał jeszcze jedną szansę…

Bohaterowie kryminałów nie mają czasu na takie refleksje. Oni już przekroczyli Rubikon i muszą iść przed siebie. Często ich wyborami kieruje właśnie przypadek, który uruchamia całą lawinę zdarzeń. Więc dla mnie jest on siłą sprawczą, która powoduje, że akcja powieści rusza do przodu. A czytelnik drapie się po głowie, i kręcąc nią z niedowierzaniem, myśli: „Po co ten gość w tej książce to zrobił? Przecież gdyby zachował się inaczej…”. Gdyby zachował się inaczej, nie byłoby kryminału.

„Na stare lata przynajmniej nie śpię w zimnym łóżku” – jest to jedna z sentencji z „Ostrej jazdy”, która ma pokazać czytelnikowi, co w życiu jest najważniejsze?

- Pewnie gdybym wiedział, co w życiu jest najważniejsze, to bym tylko o tym pisał. Ale nie byłby to kryminał. Ja kryminał traktuję jak literaturę rozrywkową, a nie taką, która stara się być drogowskazem dla ludzi, mówi im, jak powinni żyć i jak przyzwoicie się zachować. W powieściach kryminalnych dobro walczy ze złem i ten schemat zaczerpnięty jest wprost z biblijnych przypowieści. Tyle że w kryminale nie zawsze dobro triumfuje, a zło przegrywa. Niekiedy dzieje się zupełnie inaczej i wtedy kryminał jest najciekawszy, bo nie jest zwykłym moralitetem, ale staje się pośrednio opowieścią o prawdziwym życiu, w którym zwykłym ludziom chodzi o to, żeby najeść się do syta, napić się i wyspać się w ciepłym łóżku. Żeby to osiągnąć, potrafią zdobyć się na wiele. Niektórzy broniąc tych prostych wartości, zostają bohaterami, inni, próbując je zdobyć, łajdakami.

Carlos Ruiz Zafón w „Cieniu wiatru” pisał: „Ludzie są gotowi wierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę”. W „Ostrej jeździe” również najtrudniej będzie uwierzyć w prawdę?

- Powiedziałbym, że ilu ludzi, tyle prawd. Każdy niesie swoją i ma do niej pełne prawo. Dopóki się z nią nie obnosi, wszystko jest w porządku. Pewien problem rodzi się, gdy umieszcza ją na sztandarach i wymachuje nią innym przed nosem, będąc przekonanym że tylko ona jest słuszna i prawdziwa. Ale gdy zaczyna do niej przekonywać siłą, wtedy rodzi się zło. A przecież zło to istota kryminału. Bo tak naprawdę lubimy się w nim zanurzyć choć na chwilę, lubimy lubić dobrych bohaterów i jeszcze bardziej lubimy nie lubić tych złych. A wszystko to w granicach przyzwoitości z książką w dłoni. Na wszystko to pozwala nam właśnie powieść kryminalna, którą po przeczytaniu wystarczy zamknąć, odłożyć na stół, a spojrzawszy za okno, pomyśleć: „Jak dobrze, że to tylko książka”. Bo przecież tego, że sąsiad właśnie ostrzy kuchenny nóż, nie słychać.

Rozmawiał Kamil Piłaszewicz

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA