fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Dlaczego lekarze wstrzymują planowe przyjęcia pacjentów

Fotolia.com
W obawie przed przekroczeniem ryczałtu dyrektorzy lecznic wstrzymują przyjęcia planowe. Pacjenci przepisywani są na następny rok.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu już tydzień temu wstrzymał przyjęcia na planowe zabiegi na oddziałach internistycznych. Podobnie jest w dużych szpitalach warszawskich, wojewódzkich i powiatowych.

– Dziś podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu przyjęć planowych na chirurgii i ortopedii, bo nie zmieścimy się w budżecie. Stabilne stawy biodrowe zaczekają do przyszłego roku – tłumaczy dyrektor dużej lecznicy w zachodniej Polsce.

Biodro poczeka rok

Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu konieczność wstrzymania przyjęć na internę tłumaczy nadmierną liczbą pacjentów ostrych. Szefowie pozostałych klinik w anonimowych rozmowach przyznają, że chodzi o budżet. Właśnie kończy się pierwszy okres finansowania szpitali, a poziom realizacji świadczeń zdecyduje o tym, ile pieniędzy dostaną na kolejne miesiące.

Najbardziej opłaca się wykonać od 90 do 102 proc. ryczałtu. Wówczas szpital dostaje najwyższą cenę za wykonany punkt rozliczeniowy. Żeby jednak zmieścić się w tych widełkach, trzeba pilnować, by nie przekroczyć ryczałtu. A to może być trudne, bo dotychczas zarządzający szpitalami byli przyzwyczajeni do zwrotów za tzw. nadwykonania, czyli procedury, na które nie podpisali kontraktu z NFZ. Fundusz nie płacił wprawdzie za wszystkie – zwykle dochodziło do ugody, czasem już w sądzie – ale placówka odzyskiwała pieniądze. Wprowadzone przez ustawę o sieci szpitali finansowanie ryczałtowe sprawia, że dziś nie mogą liczyć na zapłatę za nadwykonania.

Stąd przesuwanie planowych operacji, np. wycięcia woreczka żółciowego, czy reoperacji, czyli poprawek po nieudanych zabiegach, na kolejny rok. Powoduje to w niektórych wypadkach znaczne wydłużenie kolejek. W szpitalu w zachodniej Polsce kolejka do reoperacji stawu biodrowego wydłuży się dwukrotnie – zamiast sześciu miesięcy pacjenci zaczekają rok.

Zdaniem gen. prof. Grzegorza Gieleraka, dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego, taka sytuacja wynika z nieprawidłowego gospodarowania środkami z ryczałtu.

– Podejrzewam, że nie wszyscy radzą sobie z analizą wykonania świadczeń i pamiętają, że pewne zakresy zostały wymieszane. To daje możliwość przesuwania pieniędzy, na co dawniej trzeba było uzyskać zgodę NFZ – mówi Gielerak, który dzięki przesunięciom znalazł milion złotych na oddział kardiologiczny.

Nieopłacalny, bo drogi

Zdaniem Gieleraka nieznajomość przepisów stoi również za odsyłaniem „drogich" pacjentów wymagających opieki na oddziale intensywnej terapii (OIT). O tym, że szpitale wyłączają część takich oddziałów, by uniknąć nieopłacalnego leczenia ciężko chorych, „Rz" pisała już w październiku. Gielerak zauważa, że odsyłanie chorych wynika z niezrozumienia systemu. Rozporządzenie ryczałtowe premiuje placówki, które wykonują świadczenia bardziej złożone, jak leczenie na OIT. Wyższa średnia wartość świadczenia powoduje, że w kolejnym okresie szpital dostanie budżet wyższy o 5 proc.

OPINIA

Marcin Pakulski, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia

Odsyłanie pacjentów to mechanizm znany z czasu kas chorych, gdy również mieliśmy budżetowy system finansowania. Kiedy szpital wykona liczbę świadczeń przewidzianą w ryczałcie, każdy dodatkowy pacjent jest dla niego – brutalnie mówiąc – kosztem. Dyrektorzy, którzy nie chcą generować długów, ograniczają więc pacjentom dostęp do szpitala w sposób administracyjny. Ponieważ nie można tak po prostu wywiesić tabliczki: „Pacjentów nie wpuszczamy", zaczynają się „zaplanowane wcześniej" remonty, z funkcjonowania wyłączane są całe oddziały, a lekarze w izbach przyjęć przestają przyjmować pacjentów na zabiegi planowe, wyznaczając termin na kolejny okres. Sytuację dodatkowo utrudniają skomplikowane zasady obliczania ryczałtu. Wzór nie jest przejrzysty i wielu dyrektorów może mieć kłopot z jego obliczaniem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA