fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Bukiel: lekarz powinien zadecydować, czy pracować w publicznie, czy prywatnie

Fotolia
Szef lekarskich związkowców chce zmiany zasad uprawiania zawodu. Jego pomysł wywołał burzę w środowisku.

Tylko taki zakaz mógłby być impulsem do rzeczywistej naprawy publicznego lecznictwa – pisze w felietonie na branżowym portalu medexpress.pl szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) dr Krzysztof Bukiel. Dodaje, że dziś, gdy lekarz może łączyć pracę w obu systemach, wykorzystuje swoją pozycję w publicznym szpitalu, by zarabiać pieniądze w placówce prywatnej.

Zdaniem związkowca dzieje się tak, bo wizytę w prywatnym gabinecie profesora, ordynatora czy specjalisty pracującego w szpitalu pacjenci traktują jako „przepustkę" do szpitala.

– Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie tzw. sprawa prof. Tomasza Grodzkiego, a raczej odpowiedź na pytanie, dlaczego profesor medycyny, kierownik kliniki i wybitny lekarz pracował po godzinach w prywatnym gabinecie. Odpowiedź znalazłem w sprawozdaniu majątkowym innego lekarza, byłego senatora, również profesora, kierownika kliniki i ordynatora, który w publicznym szpitalu zarabiał ok. 5,5 tys. zł miesięcznie, a w gabinecie prywatnym 90 tys. zł – mówi dr Bukiel.

Młody samorząd na tak

Głos szefa organizacji zrzeszającej kilkadziesiąt tysięcy lekarzy wywołał burzę w środowisku.

– Taką wypowiedzią szef OZZL strzela sobie w stopę, bo połowa środowiska świetnie się czuje w takim systemie i nie zamierza z niego rezygnować. Na taki ruch nigdy nie zgodzi się samorząd lekarski – mówi nam lekarz z kilkudziesięcioletnim stażem, który woli pozostać anonimowy.

Prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie dr Łukasz Jankowski, jeden z najmłodszych szefów izb w Polsce, jest zwolennikiem takiego rozwiązania:

– Lekarzowi jest wszystko jedno, kto jest właścicielem przychodni – państwo czy przedsiębiorca. Ważne są warunki pracy, w tym wynagrodzenie. Gdyby w państwowych placówkach zapewnić odpowiednie warunki, taki zakaz byłby pożądany – zapewnia.

Anna Gołębicka, strateg, ekspert Centrum im. Adama Smitha i doradca OZZL, zauważa, że zakaz łączenia pracy w obu sektorach jest korzystny dla obu stron:

– Pacjent nie musi lawirować między systemem prywatnym a państwowym, a zawód lekarza bardzo się urynkawia, gdyż zabiega o niego w 100 proc. albo system prywatny, albo państwowy – uważa Anna Gołębicka.

Jeszcze za wcześnie

Nie brakuje głosów, że polska ochrona zdrowia nie jest gotowa na tak radykalne rozwiązania. Dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego uważa, że wobec braków kadrowych w systemie nie ma miejsca na eksperymenty.

Podobne obawy ma Jerzy Przystajko, ekspert ochrony zdrowia z Partii Razem.

– Boję się, że sektor publiczny nie byłby w stanie skutecznie rywalizować z prywatnym pod względem wysokości wynagrodzeń i warunków pracy – mówi Jerzy Przystajko i przypomina, że podobny pomysł pojawił się dwa lata temu przy okazji protestu rezydentów i dotyczył rejestrowania czasu pracy lekarzy tak jak maszynistów.

– Chodziło o to, by skończyć z pracą ponad siły, bez względu na strukturę właścicielską. Bo medyk pracujący ponad 60 godzin w tygodniu jest zagrożeniem dla pacjentów – tłumaczy ekspert.

Współzałożyciel Porozumienia Rezydentów OZZL Damian Patecki zauważa, że rozwiązanie warto najpierw przetestować.

– Twardy zakaz może być problematyczny dla anestezjologów i chirurgów, którzy pracując w pełnym wymiarze godzin w szpitalu, mają niewiele czasu na prywatne operacje. To często stosunek 200 godzin w szpitalu publicznym do 20 w prywatnym. Oni nie wykorzystają swojej pozycji – argumentuje Patecki. I dodaje, że lepszym pomysłem byłyby podwyżki dla lekarzy w systemie publicznym. Bez zakazów.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

prof. Łukasz Szumowski, minister zdrowia

Niewątpliwie komentarz przewodniczącego Krzysztofa Bukiela to asumpt do szerszej dyskusji, którą jednak w pierwszej kolejności powinno przeprowadzić środowisko lekarskie. Z jednej strony mamy dość mocny i ważny głos przewodniczącego związku zawodowego lekarzy, z drugiej musimy usłyszeć, jak do tematu odnosi się samorząd lekarski. Ja jestem otwarty na prowadzenie dialogu w każdym temacie, którego celem będzie poprawa usług świadczonych na rzecz osób w systemie ochrony zdrowia najważniejszych, tj. pacjentów. Jestem więc otwarty również na rozmowy na temat, który zaproponował dr Bukiel. Chciałbym jednak, by dyskusja była jak najbardziej konstruktywna. Dlatego czekam na zdanie samorządu lekarskiego. Temat jest niezwykle delikatny i należy rozważyć wszystkie możliwe konsekwencje proponowanych rozwiązań, argumenty za i przeciw rozwiązaniom proponowanym przez dr. Bukiela.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA