fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Memches: Kim są dziś pożyteczni idioci

Fotorzepa/Robert
Kto bardziej realizuje interesy Kremla: KOD czy PiS

Andrzej Zybertowicz włożył kij w mrowisko. W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie TVN 24 stwierdził, że ujawnienie zawartości szafy Czesława Kiszczaka i demonstracje KOD w obronie Lecha Wałęsy to elementy wojny hybrydowej, którą Rosja prowadzi z Polską.

Reakcje były do przewidzenia. Bartłomiej Sienkiewicz i Aleksander Kwaśniewski zarzucili doradcy prezydenta RP snucie teorii spiskowych. Nie zawiódł też na łamach „Gazety Wyborczej" Wojciech Maziarski, który usiłował wyśmiać opinię Zybertowicza, po raz kolejny powtarzając mantrę, że Kremlowi zależy na rozbiciu Unii Europejskiej, więc popiera w niej dążące do tego samego celu ugrupowania skrajnej prawicy.

Metody KGB

Takie próby obalenia hipotezy (bo przecież nie tezy!) Zybertowicza świadczą o intelektualnej bezradności adwersarzy z opozycji lub rutynowym dezawuowaniu przez nich każdej wypowiedzi przedstawiciela obozu władzy.

Przypomnijmy zatem, co powiedział toruński socjolog. Przede wszystkim wyraził wątpliwość, że Kiszczak mógł trzymać esbeckie dokumenty w swoim domu, ponieważ przechowywanie ich w takim miejscu mogłoby go i jego żonę Marię narazić na brutalną napaść „nieznanych sprawców".

Zybertowicz przywołał w tym kontekście wydarzenie z roku 1992 – bestialskie zamordowanie Piotra i Alicji Jaroszewiczów, motywowane przypuszczalnie chęcią wykradzenia z ich willi zgromadzonych przez gospodarza materiałów kompromitujących różnych polityków.

Z tego wynikałoby – kontynuował swoje rozważania gość Rymanowskiego – że sprawa szafy Kiszczaka mogła być po prostu czyjąś prowokacją, której narzędziem byłaby wdowa po generale.

I tu dochodzimy do kwestii wojny hybrydowej. Zdaniem Zybertowicza istota takiej wojny polega na tym, że w jej ramach nie robi się na początku rzeczy niedopuszczalnych, takich jak zabijanie ludzi czy zatruwanie wody w wodociągach. „Ale zatruwanie umysłów już jest dopuszczalne" – dodał doradca prezydenta, a następnie rozwinął swoją myśl: „KOD demonstruje w obronie donosiciela, płatnego kapusia, który niszczył ludzi. Co to znaczy, gdy wzywamy tysiące ludzi do solidarności z kimś, kto łamał i łamie podstawowe zasady moralne i logiki? Wzywamy ludzi do solidarności ze złem i kłamstwem, a to może powodować nieodwracalne szkody psychiczne".

Skądinąd Zybertowicz zwrócił uwagę na to, że w zaangażowaniu KOD w spór wokół Trybunału Konstytucyjnego nie było jeszcze niczego demoralizującego, mieściło się ono w granicach demokratycznej debaty. Jednak według socjologa obrona Wałęsy oznacza po prostu udział w demoralizacji polskiego społeczeństwa.

Oczywiście Polska to nie Ukraina czy inne państwo postsowieckie, zamieszkiwane przez duże skupisko ludności rosyjskojęzycznej i z tej przyczyny traktowane przez Moskwę jako jej „strefa uprzywilejowanych interesów". Niemniej jeśli już się zastanawiamy nad udziałem rosyjskich służb specjalnych w polskich wydarzeniach, to trzeba wyjaśnić pewne nieporozumienia, które powielają środowiska opozycyjne, dorabiające PiS gębę partii prokremlowskiej.

Warto więc sięgnąć po książki zmarłego w roku 2005 pisarza, a zarazem oficera wywiadu francuskiego Vladimira Volkoffa, który w swoich powieściach szpiegowskich oraz pracach na temat technik dezinformacyjnych scharakteryzował metody KGB.

Rzecz jasna, formalnie rzecz biorąc, tej instytucji już nie ma, ale to nie oznacza, że jej funkcjonariusze rozpłynęli się w powietrzu. W Rosji nie doszło do desowietyzacji (to słowo lepiej oddaje problem niż termin „dekomunizacja"). W tym sensie obecne służby rosyjskie są spadkobiercami sowieckich, chociaż po upadku ZSRR przyszło im funkcjonować w nowych okolicznościach.

W słynnej powieści „Montaż" z roku 1982 Volkoff wskazuje ważne źródło inspiracji, którym posiłkują się sowieccy agenci. To „Sztuka wojny" Sun Tzu. Jednym z ważnych zaleceń, które prezentuje autor tego starożytnego chińskiego traktatu, jest inicjowanie działań skutkujących demoralizacją społeczeństwa w państwie wroga.

Obecnie europejski lewicowo-liberalny establishment lansuje pogląd, że dzisiaj Kreml kieruje się ideologią konserwatywną – że potępiając „Gejropę", „liberastów", „tolerastów", optuje za moralnym rygoryzmem na Starym Kontynencie. Stąd – wyciągają wniosek – Moskwa popiera ugrupowania, które upatrują w Rosji tradycjonalistycznej arkadii.

Owszem, formacje polityczne, które deklarują opcję prokremlowską, są mile widziane przez Moskwę. Zresztą wśród nich znajdują się nie tylko partie skrajnej prawicy, ale i takie jak grecka Syriza czy słowacki SMER, czyli ugrupowania już mainstreamowe, a jednocześnie antyamerykańskie i postkomunistyczne. Ale ich zamiary są jawne i czytelne. Kontrolowanie takich formacji nie powinno być dla służb specjalnych krajów UE trudne.

Tu warto przywołać pojęcie „pożyteczny idiota", przypisywane prominentnym sowieckim politykom, a odnoszące się do opiniotwórczych osób na Zachodzie, które wychwalając publicznie ZSRR, przynosiły temu państwu propagandową korzyść. Pozostaje ono aktualne i teraz, lecz bynajmniej nie jest zarezerwowane wyłącznie dla środowisk otwarcie deklarujących poparcie dla Rosji.

„Pożyteczni idioci" nie muszą być wcale sympatykami polityki rosyjskiej. Mogą być jej nawet zdecydowanymi antagonistami, uznając za drogowskaz teksty Wojciecha Maziarskiego i innych publicystów „Gazety Wyborczej". Wygląda to na sprzeczność tylko z pozoru. Strategia Sun Tzu, której przypuszczalnie nadal hołduje Moskwa, polega między innymi na obracaniu siły i zamiarów wroga przeciwko niemu samemu. To bardziej zarządzanie procesami niż ludźmi.

Osłabić Polskę

Kiedy Andrzej Zybertowicz mówił w TVN 24 o demonstracjach KOD, to podkreślał, że wielu ich uczestników kieruje się jak najbardziej pozytywnymi intencjami – troszczą się o dobro wspólne czy przestrzeganie prawa. Ale to nie wyklucza tego, że aktywność takich osób może być przedmiotem czyjejś manipulacji.

Poza tym esbeckie teczki wciąż pozwalają siać polityczny ferment nad Wisłą. Stanowią one poręczne narzędzie wywoływania w Polsce konfliktów politycznych i społecznych. A przecież nie można abstrahować od tego, że PRL był satelitą Związku Sowieckiego, więc istniała też zależność służb peerelowskich od sowieckich. Dlatego jeśli dzisiaj Rosja, działając przeciwko Polsce, miałaby grać swoją wiedzą na temat jej komunistycznej przeszłości, to nie powinno to nikogo dziwić.

Bo przecież Kremlowi nie chodzi o moralne odrodzenie III RP, lecz o jej osłabienie jako państwa należącego do zachodnich struktur politycznych i gospodarczych. A skoro tak, to oprócz utrwalania społecznych podziałów w Polsce nic tak temu nie służy jak demoralizacja Polaków poprzez zacieranie w ich umysłach granicy między dobrem a złem, prawdą a fałszem. Demoralizujące okazuje się w tym kontekście przekonywanie człowieka, który przeszedł do historii jako narodowy bohater, że uczciwe konfrontowanie się przez niego z ciemnymi kartami jego biografii jest przyznawaniem racji „ludziom chorym z nienawiści", więc powinien on iść w zaparte.

Znamienne zatem, że w sprawie szafy Kiszczaka bardzo powściągliwie zachowują się Jarosław Kaczyński i inni czołowi politycy PiS. Być może dlatego, że mają świadomość, iż chodzi o grę, w której i dla nich napisano jakieś role, lecz bynajmniej nie po to, by wygrała Polska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA