fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Donbas: Przełom czy kapitulacja?

Prezydent Wołodymyr Zełenski i były prezydent Leonid Kuczma szukają pomysłu na Donbas.
AFP
Rozmowy w Mińsku na temat zakończenia wojny ruszyły z miejsca. Ukraina robi ryzykowny pierwszy krok.

Ponad dwadzieścia razy ogłaszano zawieszenie broni, odkąd w 2014 roku w Donbasie zaczęła grzmieć artyleria. Przed żniwami zazwyczaj wprowadzano rozejm „chlebny", przed 1 września „szkolny", było też kilka rozejmów wielkanocnych i bożonarodzeniowych. Żaden z nich nie był przestrzegany i często pociski spadały już w dzień ogłoszenia zawieszenia broni. Codziennie rano ukraińskie media informują o sytuacji na froncie, od początku tygodnia zginęło czterech ukraińskich żołnierzy.

Następna próba zawieszenia broni zostanie podjęta 19 czerwca podczas spotkania grupy kontaktowej ds. uregulowania sytuacji na wschodzie Ukrainy. Rozmowy w tej grupie ruszyły z miejsca w środę za sprawą byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, który w Mińsku reprezentuje Kijów. 80-latek zaproponował mapę drogową, która ma być receptą na wyjście z impasu.

Pieniądze nie śmierdzą

Do białoruskiej stolicy Kuczma udał się z nieoczekiwaną propozycją. Chodzi o zdjęcie blokady handlowej nałożonej przez Kijów na samozwańcze republiki doniecką i ługańską. Temat ten ma zostać omówiony już podczas następnego spotkania grupy kontaktowej.

Oprócz Kuczmy w Mińsku zasiadają też przedstawiciele „republik Donbasu", wysłannik Rosji Borys Gryzłow (były wieloletni przewodniczący Dumy) oraz przedstawiciel OBWE Martin Sajdik. Ten ostatni, cytowany przez ukraińskie media, oświadczył, że zdjęcie przez Kijów blokady byłoby „wielkim przełomem". Można się jedynie domyślać, co Ukraina miałaby dostać w zamian. Przed spotkaniem w Mińsku w Kijowie dużo się mówiło o uwolnieniu ponad 100 ukraińskich jeńców przetrzymywanych w Doniecku i Ługańsku. Mówiło się też o uwolnieniu ukraińskich marynarzy od miesięcy znajdujących się w rosyjskim areszcie po nieudanej próbie przepłynięcia przez Cieśninę Kerczeńską.

Wyciągając rękę, nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ryzykuje, że nie dostanie nic w zamian. Zresztą jeszcze podczas swojej inauguracji oświadczył, że jest gotów „zaryzykować stanowisko", byle zakończyć wojnę w Donbasie.

Decyzja o zerwaniu relacji handlowych z samozwańczymi republikami doniecką i ługańską zapadła w Kijowie, gdy separatyści „znacjonalizowali" wszystkie przedsiębiorstwa i przejęli cały majątek należący do państwa ukraińskiego. Zaważyło również to, że w Doniecku i Ługańsku zaczął obowiązywać wyłącznie rubel rosyjski. Podatki, rzecz jasna, również już nie trafiały do budżetu ukraińskiego. Co ciekawe, blokada została wprowadzona dopiero po trzech latach wojny i po licznych protestach aktywistów społecznych na linii frontu, którzy blokowali m.in. wyjeżdżające stamtąd pociągi z węglem.

– Po zniesieniu tej blokady pociągi i ciężarówki ruszyłyby w obie strony. Problem polega na tym, że w świetle ukraińskiego prawa liderzy tych pseudorepublik są terrorystami. Obowiązuje całkowity zakaz jakiejkolwiek współpracy gospodarczej z nimi. Poza tym, jak można handlować z ludźmi, z którymi prowadzi się wojnę? – pyta retorycznie „Rzeczpospolitą" Mychajło Paszkow, ekspert ds. polityki międzynarodowej kijowskiego Centrum Razumkowa.

– To koliduje z całym szeregiem przyjętych w ostatnich latach przez parlament ustaw. Leonid Kuczma jest mądrym i doświadczonym politykiem. Mam nadzieję, że wie, co i po co robi – dodaje.

Strzelać czy nie?

Petro Poroszenko, który zakończył niedawno urzędowanie w pałacu prezydenckim, zwołał nawet konferencję prasową i oświadczył, że w Donbasie jest realizowany „rosyjski scenariusz" i że zdjęcie blokady byłoby „kapitulacją Ukrainy". Wypowiedziami Poroszenki Zełenski się nie przejmuje. Poinformował jedynie, że w czerwcu będzie prowadził rozmowy „ze wszystkimi ukraińskimi oligarchami" o „odbudowie Donbasu".

Tymczasem były rzecznik sztabu generalnego ukraińskiej armii płk Władysław Sielezniew twierdzi, że blokada wprowadzona przez Poroszenkę w 2017 roku nie działała tak, jak powinna. – Ukraińskie towary wciąż są na półkach w sklepach w Doniecku i Ługańsku. Powstał cały system kontrabandy i to za wiedzą ludzi siedzących w najważniejszych gabinetach – mówi „Rzeczpospolitej" Sielezniew. – Na trwającej obecnie blokadzie niektórzy bardzo dobrze zarabiają. Czy warto to jakoś uregulować? Pewnie tak, ale trzeba rozmawiać z żołnierzami znajdującymi się na froncie i zaczynać od panującej tam sytuacji. Handel z wrogiem nie jest zbyt moralny. Wojna jednak nie ma wiele wspólnego z moralnością, jest cyniczna, niesprawiedliwa i brudna – dodaje.

To nie jest jedyna propozycja, którą wstępnie Kuczma już złożył w Mińsku. Zaproponował też, by podczas następnego spotkania, podpisując porozumienie o zawieszeniu broni, uwzględnić to, że w razie naruszenia rozejmu druga strona nie będzie na to odpowiadać. – To już zrobił Poroszenko w 2014 roku. Pamiętamy, czym się skończyło, prorosyjscy bojówkarze przesunęli się do przodu, a nasze siły poniosły liczne straty. Zginęło też wielu cywilów. Reakcja na działania przeciwnika zawsze powinna być adekwatna. To byłaby zła decyzja – twierdzi.

Moskwa poczeka

Rosja od ponad miesiąca rozdaje swoje paszporty mieszkańcom Donbasu i do dzisiaj nie pogratulowała prezydentowi Zełenskiemu wygranej w wyborach. Przestała natomiast eksportować paliwo na Ukrainę i sugeruje, że niebawem zerwie współpracę z Kijowem, jeżeli chodzi o tranzyt gazu. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow oświadczył w czwartek, że na razie „nie widzi powodów" do spotkania Putina z Zełenskim. – Rosja najpierw wykręca ręce, a później usadza za stołem – mówi Paszkow.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA