W połowie lat 90. byłem wraz z grupą dziennikarzy ze Wschodu w Stuttgarcie na zaproszenie gospodarzy. – Do tej pory żyłam w przekonaniu, że to my wygraliśmy wojnę – zwierzyła mi się rosyjska Żydówka przytłoczona bogactwem zachodnich Niemiec, które miała szansę zobaczyć pierwszy raz w życiu, w czasie gdy przechodziła już na emeryturę.
Ja, urodzony ponad 20 lat po wojnie, podziwiając w mojej warszawskiej dzielnicy nieliczne, ale piękne wille, tak różne od dominujących wokół klockowatych bloków, nie mogłem się uwolnić od myśli: Ostały się, bo w czasie okupacji mieszkali w nich Niemcy.