Komentarze

Szczepłek o finale Ligi Mistrzów: Długa historia chamstwa

AFP
Po finale Ligi Mistrzów wiemy jedno: Real Madryt świetnie gra w piłkę, a na swego kapitana Sergio Ramosa zawsze może liczyć.

Ten wybitny piłkarz, mistrz świata i Europy, idol hiszpańskiej młodzieży, kochający dzieci ojciec, miłośnik zwierząt zrobi wszystko dla swojej drużyny. Czasem nawet więcej niż wszystko.

Ramos sfaulował napastnika Liverpoolu Mohameda Salaha w sposób chamski i perfidny. Popularne niegdyś metody wykluczenia najgroźniejszego zawodnika poprzez złamanie mu nogi odeszły w przeszłość. W czasach telewizji i czerwonych kartek stosuje się bardziej wyrafinowane sposoby i Ramos jest tu mistrzem. On dobrze wiedział, że zakładając Salahowi chwyt ze sztuk walki, może nie tylko wyeliminować go z gry, ale też wyrządzić mu poważniejszą krzywdę i nie ponieść za to kary.

Trenerzy w takich sytuacjach nabierają wody w usta, bo każdy chciałby mieć w drużynie Ramosa. O takich mówi się, że mają charakter, nie dopuszczają do głowy porażki, wpływają na drużynę, wywierają presję na sędziów. Charyzmatyczny typ macho, koniecznie z widocznymi tatuażami, propagującymi miłość.

Niewykluczone, że teraz Ramos napisze na Twitterze, że jest całym sercem z Salahem w jego walce o powrót do zdrowia. Jak to wrażliwy kolega z boiska.

Z bardzo dobrego finału zapamiętamy tę sytuację, dwie fenomenalne bramki Garetha Bale'a, którego trener widział w roli zaledwie rezerwowego, i dramat bramkarza Liverpoolu Lorisa Kariusa, który popełnił bolesne błędy. Miał mieć wieczór życia, a będzie miał traumę na całe życie. Jak po czymś takim wrócić do równowagi?

We wtorek minie 50. rocznica finału Pucharu Mistrzów Manchester United – Benfica Lizbona. To była magia na Wembley. Finał rozgrywano dziesięć lat po katastrofie lotniczej, w której zginęło ośmiu zawodników Manchesteru, a menedżer Matt Busby i Bobby Charlton cudem uniknęli śmierci. Zwycięstwo MU po dogrywce 4:1 pokazywało światu, że „Dzieci Busby'ego" jeszcze żyją.

Jeśli ktoś uważa, że starsi kibice i dziennikarze demonizują dawne gwiazdy, niech sobie obejrzy akcje fenomenalnego George'a Besta lub Eusebio z tego finału. Sędziował go najlepszy wówczas na świecie arbiter Concetto Lo Bello z Włoch. I nawet on patrzył przez palce na ordynarne faule mistrza świata Nobby Stilesa na Eusebio i portugalskich obrońców na Beście. Sergio Ramos nie jest pierwszy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL