Nie zdarzyło się, by jednocześnie protestowały niezależne stacje telewizyjne, radiowe, portale internetowe, a gazety na pustych jedynkach drukowały wspólny dla całej branży tekst protestu.
To działanie o niesłychanej mocy, mające wywołać gigantyczne echo wśród konsumentów wolnych mediów. Działanie, które ma na celu zwrócenie uwagi krajowej i zagranicznej opinii publicznej. Ale też pretekst do takiej akcji jest nadzwyczajny. Oto polski rząd, bez żadnych wcześniejszych konsultacji, wyjął jak królika z kapelusza projekt represywnej dla wolnych mediów regulacji i próbuje narzucić nam zapłacenie haraczu. Ucieka się przy tym do ogólnikowych haseł o konieczności przeciwdziałania „długoterminowym konsekwencjom" pandemii Covid-19, jakby to właśnie polskie niezależne media – stacje telewizyjne, radiofonia czy prasa – były głównymi beneficjentami przemian rynkowych wywołanych przez pandemię.