Co pana skłoniło do tego, żeby startować w wyborach prezydenckich? Z góry było wiadomo, że prezydentem pan nie zostanie.
Przede wszystkim brak sprawczości. Moją misją w działalności związkowej jest uzyskanie wpływu na to, co się dzieje na rynku pracy, na politykę społeczną, na jakość administracji państwowej i samorządowej. Po wyborach w 2023 roku liczyłem na to, że moja sprawczość się zwiększy. Że wraz z moimi związkowcami będę miał większy wpływ na to, jak są kształtowane płace, jakie jest ustawodawstwo regulujące działalność związków zawodowych, że dialog społeczny będzie na wyższym poziomie niż za rządów PiS. Niestety, spotkało mnie spore rozczarowanie.