Nowy polski eurodeputowany był z siebie bardzo dumny. Spotkał w pociągu siedemdziesięciokilkuleteniego Adama Michnika, włączył komórkę i wykrzyczał mu w twarz: „Pan pozdrowi brata!”. Gdy redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” milczał zakłopotany tą żenującą sytuacją, Tarczyński się zaperzał: „Zabrakło panu języka tym razem? Do posła się pan boi odezwać? Pozdrowienia pan przekaże do brata, a jak nie, to ja przekażę”.
Polityk PiS nie posiadał się z dumy. Pewnie w swoim oglądzie nie zaczepił starszego mężczyzny w pociągu, lecz pognębił komunę. Nie pyskował do człowieka, który z powodu swej walki z komuną spędził w więzieniu wiele lat, lecz pokonał smoka, zbeształ symbolicznie brata stalinowskiego zbrodniarza. „Uwielbiam poniżać zdrajców Polski. Publicznie” – pysznił się na Twitterze.