Szef Rady Europejskiej wszedł do gmachu Prokuratury Krajowej tuż przed godz. 10, wyszedł po godz. 18. Został przesłuchany w śledztwie dotyczącym zaniedbania obowiązków przez prokuratorów wojskowych, którzy w kwietniu 2010 r. nie wzięli udziału w sekcjach 95 ofiar katastrofy Tu-154 w Rosji. Ponadto – choć mogli nadrobić zaniedbanie – nie przeprowadzili sekcji również po przewiezieniu ciał ofiar do kraju. Zaspawane trumny nie zostały otwarte.
Zdaniem Zespołu Śledczego Nr 1 Prokuratury Krajowej brak rzetelnych sekcji i identyfikacji był ewidentnym zaniedbaniem.
„Zaniechanie sekcji ofiar katastrofy bezpośrednio po przewiezieniu ich ciał do Polski, wbrew obowiązującym w Polsce przepisom kodeksu postępowania karnego, doprowadziło do szeregu błędów ujawnionych w trakcie prowadzonych obecnie ekshumacji" – uważa prokuratura.
Zaniedbania sprzed lat się zemściły – konieczne były późniejsze ekshumacje. Do czerwca 2017 r. przeprowadzono ich 33, wykrywając nieprawidłowości już w ponad połowie przypadków – w 13 znaleziono w trumnach części ciał innych osób, dwa ciała zostały zamienione. Nieprawidłowości ujawniono m.in. w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Donald Tusk, ówczesny szef rządu, jest jednym z najważniejszych świadków w śledztwie dotyczącym zaniedbań.
Jak wynika z informacji „Rzeczpospolitej", postawiono mu kilkadziesiąt pytań – poczynając od tego, dlaczego śledztwo oddano Rosjanom, a rząd nie skorzystał z polsko-rosyjskiego porozumienia z 7 lipca 1993 r., które umożliwia wspólne badanie katastrof lotniczych (dokument przewiduje współpracę obu krajów w takich przypadkach). Śledczych interesowało także m.in., jakie działania podjął rząd Donalda Tuska, aby sprowadzić do kraju czarne skrzynki i wrak Tu-154 (do dziś są w Rosji). Inne: czy wydawał jakieś zalecenia ówczesnym wojskowym prokuratorom.