fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Igrzyska wątpliwości

AFP
Japończycy przestają wierzyć, że przełożone o rok igrzyska się odbędą, choć popierająca je Yuriko Koike pozostanie gubernatorem Tokio.

67-letnia Koike, która w 2016 r. została pierwszą kobietą na stanowisku gubernatora japońskiej stolicy, walkę o reelekcję wygrała w cuglach. Doświadczona polityk zdobyła blisko 60 proc. głosów i pokonała 21 rywali.

Jej główni przeciwnicy – adwokat Kenji Utsunomiya i były aktor Taro Yamamoto – wynieśli na sztandary swoich kampanii postulat odwołania igrzysk. Nie brakowało też kandydatów, którzy obiecywali kolejne przełożenie imprezy, na 2022 lub nawet 2024 r.

Yuriko Koike
AFP

Koike cztery lata temu, podczas ceremonii zamknięcia igrzysk w Rio, otrzymała olimpijską flagę jako gospodarz kolejnych. Wynik wyborów to zarówno wyraz zaufania dla jej polityki, jak i wiara mieszkańców w to, że dotychczasowa gubernator jest dziś najlepszą osobą do zarządzania kryzysem związanym z pandemią koronawirusa oraz rocznym opóźnieniem imprezy, która powoli staje się dla miasta nie przywilejem, lecz ciężarem.

Tokijczycy ufają Koike, choć wiara w sukces igrzysk w narodzie ginie. 77 proc. osób pytanych przez Japan News Network (JNN) obawia się, że impreza nie dojdzie do skutku.

Alarmujące są też wyniki badań agencji Kyodo News i telewizji Tokio MX, które pokazują, że co czwarty mieszkaniec stolicy chciałby przesunięcia igrzysk o kolejny rok, a 27,7 proc. – to najpewniej elektorat Utsunomiyi i Yamamoto, którzy zajęli w wyborach drugie i trzecie miejsce – domaga się ich odwołania.

Kolejna zmiana terminu nie wchodzi w grę, o czym zapewniał przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach. Jeśli igrzyska nie odbędą się za rok, to zostaną odwołane, choć na przykład inny wyborczy rywal Koike Taiuke Ono, rzucił pomysł organizacji zawodów w 2024 wspólnie z Paryżem.

Wiadomo już, że tokijska impreza będzie inna. – Analizujemy ponad 200 obszarów, w których można wprowadzić uproszczenia. Na pewno będzie inaczej, bez wielkiego splendoru – zapowiada szef komitetu organizacyjnego Toshiro Muto.

Koike przyznaje z kolei, że przeprowadzenie zawodów może wymagać międzynarodowego porozumienia dotyczącego przemieszania się sportowców oraz kibiców w erze koronawirusa, bo zawodów bez widzów wciąż nikt w Tokio sobie nie wyobraża.

Pozytywną informacją jest to, że 80 proc. obiektów będzie wciąż dostępnych w terminie igrzysk za rok. Problem jest z wioską olimpijską, bo tamtejsze apartamenty miały trafić po imprezie do prywatnych najemców, więc organizatorzy negocjują w tej sprawie z 11 deweloperami.

– Przed nami gigantyczne wyzwanie. Prowadzimy negocjacje w sprawie stadionów, hoteli oraz wioski i w każdym przypadku robimy postępy – Christophe Dubi, odpowiedzialny w MKOl za tokijską imprezę.

Nie wiadomo, co z budżetem, bo Muto z dziennikarzami o pieniądzach rozmawiać nie chce. Koszty przełożenia igrzysk oszacować trudno (mówi się nawet o kilku miliardach dolarów), a według badań telewizji NHK dwóch na trzech lokalnych sponsorów nie ma pewności, czy przedłuży kontrakt na kolejny rok.

Premier Japonii Shinzo Abe zapowiada, że w celu organizacji imprezy będzie „jeszcze mocniej współpracował z władzami Tokio”. Uwagę Koike na razie ogniskuje kryzys zdrowotny, bo na początku lipca dzienna liczba nowych przypadków zachorowań na koronawirusa w mieście znowu przekroczyła setkę.

Gubernator rezonu jednak nie traci i zapowiada: – Będę razem z rządem stanowczo walczyć z pandemią i poprowadzę nas do igrzysk, które staną się dowodem zwycięstwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA