fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ławrentij Beria: Czerwony Prometeusz

Od lewej: Mołotow, Stalin, Woroszyłow, Malenkow i Beria (w ciemnym płaszczu). Moskwa, 1941 r.
Getty Images
Gruzin, który stał na czele sowieckiej bezpieki, trafił do ruchu bolszewickiego jako agent prowokator. Później utrzymywał bliskie relacje z obcymi tajnymi służbami, przyczynił się do klęski ZSRR w 1941 r. i... zabił Stalina.

Co ja widzę, odwiedził nas dziś aniołek! – Ławrientij Pawłowicz Beria z uśmiechem wpatrywał się w rudą 15-latkę, która w reakcji na komplement zarumieniła się i skromnie uśmiechnęła. Nina Gegeczkori przyszła odwiedzić w więziennej celi swojego wuja Saszę Gegeczkoriego, znanego działacza bolszewickiego. Było lato 1920 r., a mieńszewicki rząd niepodległej Gruzji prewencyjnie aresztował bolszewików. Drugi wuj Niny, Ewgeni Gegeczkori, był w tym gabinecie ministrem spraw zagranicznych. Jej krewny, Noe Żordania, był prezydentem wolnej Gruzji. Nina przyniosła do celi kosz z wiktuałami, a wychodząc, poprosiła wujka, by się podzielił jedzeniem z wychudzonym współlokatorem z celi. Za kilkanaście miesięcy będzie żoną Ławrientija Berii. Według świadectwa ich syna, Sergo Berii, Nina była nastawiona bardzo antyrosyjsko i wpajała mężowi patriotyzm gruzińskiej szlachty. Zresztą Beria miał arystokratyczne korzenie ze strony matki, która pochodziła z rodu książąt Dżakeli panującego na południowej Gruzji od XII do XVII w.

Natura prowokatora

Do bolszewików Ławrientija Berię przyciągnęły prawdopodobnie koleżeńskie więzy. Należał do socjaldemokratycznego kółka na Politechnice w Baku, a różnice między bolszewikami a mieńszewikami były w takich środowiskach płynne. Na jesieni 1917 r. został na krótko aresztowany przez mieńszewickie władze Gruzji za wywrotową działalność. Potem wrócił do Baku, gdzie był świadkiem upadku komunistycznych władz i zajęcia miasta przez Brytyjczyków. Widział pierwszą pieriestrojkę: kiedy czerwoni doprowadzili gospodarkę miasta do upadku, została ona szybko postawiona na nogi przez brytyjskich kapitalistów. Prawdopodobnie wtedy Beria stracił ostatnie złudzenia dotyczące komunizmu. Od jesieni 1919 r. do wiosny 1920 r. był funkcjonariuszem służb specjalnych azerskiej nacjonalistycznej partii Musawat. Później tłumaczył się, że wysłali go tam bolszewicy jako podwójnego agenta, a jego wersję wsparł Anastas Mikojan, dygnitarz, który przesiedział w KC od czasów Lenina do Breżniewa (Mikojan w 1918 r. popierał zajęcie Baku przez Brytyjczyków i Musawat, obawiając się, że w innym wypadku do miasta wejdzie armia turecka i zabije wszystkich Ormian).

Beria był wówczas bardzo zasłużonym łowcą bolszewików, członkiem tzw. komisji likwidacyjnej. Służby Musawatu były kontrolowane przez brytyjską MI6. Wiosną 1920 r. Beria trafił znów do Gruzji i został aresztowany. Wypuszczono go, mimo że przyznał się do bycia bolszewickim agentem. W archiwach MSW niepodległej Gruzji znaleziono później teczkę, z której wynikało, że Beria był agentem gruzińskiego kontrwywiadu. Według Noe Ramiszwilego, szefa gruzińskiego MSW, wydał całą bolszewicką siatkę. Są też relacje o tym, że Beria już w 1918 r. pracował dla gruzińskich tajnych służb i to przez nie został wysłany do Baku z misją infiltracji komunistycznych struktur.

W 1921 r. Beria wstąpił do Czeka w Azerbejdżanie, gdzie jego protektorem był Dżafar Bagirow, miejscowy szef bezpieki, późniejszy sekretarz azerskiej partii komunistycznej Mir, dawny komisarz rządu tymczasowego na Kaukazie Południowym, a później musawatysta. Berię chronił również Sergo Ordżonikidze, współpracownik Stalina i zarazem pierwszy sekretarz partii w Zakaukaskiej SSR. Jego karierze patronował też Sasza Gegeczkori. Jan Berzin, szef moskiewskiej Czeka, opowiadał później synowi, że w grudniu 1921 r. dostał polecenie aresztowania Berii. Inspekcja dokonana przez funkcjonariusza M.S. Kiedrowa wykazała, że Beria miał powiązania z Musawatem i chronił „wrogów ludu". Mikojan poprosił jednak Stalina o interwencję i rozkaz został cofnięty.

Stanisław Redens, zięć Stalina i zarazem jeden z przełożonych Berii w bezpiece, oskarżał Berię o wywołanie mieńszewickiego powstania w Gruzji w 1924 r. Był w błędzie, gdyż Beria ostrzegał przywódców gruzińskiej emigracji, by nie wywoływali rebelii, ponieważ było na nią za wcześnie. Gdy powstanie zostało stłumione, pomógł jego przywódcom uciec. Podejrzeń wobec niego nabrało trzech funkcjonariuszy zakuakaskiej bezpieki: Miasnikow, Artabekow i Mogilewski. Zginęli w katastrofie lotniczej w sierpniu 1925 r. Dochodzenie w tej sprawie prowadził Beria. I oczywiście nie znalazł niczego podejrzanego.

Francuska sowietolog Françoise Thom w swojej znakomitej książce „Beria. Oprawca bez skazy" drobiazgowo udowadnia, że Ławrientij Beria od czasu pracy w gruzińskiej Czeka aż do faktycznego kierowania ZSRR w 1953 r., chronił i wspierał gruzińską antykomunistyczną emigrację. Robiąc to, wiele ryzykował. Dlatego np. w  1926 r. w Berlinie jeden z agentów gruzińskiego OGPU zastrzelił agenta podległego zakaukaskiej centrali OGPU, która zbytnio węszyła wokół kontaktów Berii z gruzińską emigracją.

Kontakty zagraniczne

Kontakty z gruzińskimi emigrantami były o tyle ułatwione, że bazowały na związkach rodzinnych. Noe Żordania i Ewgeni Gegeczkori to wszak krewni jego żony i zarazem przywódcy gruzińskiej emigracji w Paryżu. Byli oni w dobrych stosunkach z władzami Francji: wolnomularz Gegeczkori przyjaźnił się z socjalistycznym premierem Léonem Blumem. Jednocześnie ściśle współpracował z polskimi tajnymi służbami i marszałkiem Piłsudskim. Od 1926 r. gruzińscy mieńszewicy byli finansowani przez polski Oddział II Sztabu Generalnego. Gegeczkori był zaś jednym z głównych rozgrywających w stworzonym przez Oddział II Ruchu Prometejskim. Beria utrzymywał z tymi ludźmi kontakty przy pomocy swoich osobistych agentów, takich jak np. szef rezydentury w Paryżu Aleksandr Orłow czy G. Gegelia, znany działacz gruzińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej, choć od lat 30. cała emigracja doskonale wiedziała, że był agentem NKWD. Punkt kontaktowy znajdował się m.in. w stambulskim klasztorze Notre Dames de Lourdes należącym do gruzińskich katolików meschetyńskich. Jego przeor o. Szałwa Wardidze był w czasie I wojny światowej członkiem Komitetu Wyzwolenia Gruzji, a później łącznikiem między gruzińską emigracją a Stolicą Apostolską, a także działaczem faszystowskiego, wspieranego przez Włochy, ruchu Tetri Giorgi. W tym klasztorze ludzie Berii spotykali się z przedstawicielami gruzińskiej emigracji oraz funkcjonariuszami tureckich i niemieckich tajnych służb.

Beria utrzymywał również bezpośrednie kanały tajnej komunikacji z polskimi służbami. Prof. Thom opisała jeden z nich, Apollona Uruszadze. Był on naczelnikiem policji w jednej z dzielnic Piotrogrodu za czasów Kiereńskiego, a później zasłużonym w zwalczaniu bolszewików naczelnikiem policji w Tyflisie (od 1936 r. Tbilisi) rządzonym przez gruzińskich mieńszewików. Beria uczynił go tam dyrektorem Instytutu Stomatologicznego i swoim osobistym dentystą. W 1936 r. wysłał go z misją do polskiego konsula w Tbilisi Ksawerego Zalewskiego. Przekazywał od tej pory polskim służbom raporty dotyczące sytuacji na szczytach władzy w ZSRR oraz zamiarów Berii. Sugerowano w nich w 1937 r., że Beria trafi do Moskwy, do centrali bezpieki i będzie... następcą Stalina.

Beria wykorzystywał jako osobiste agentki również tabuny swoich kochanek. Jego sekretarka Wardo Maksimeliszwili spotykała się na jego polecenie z Gegelią w stambulskim klasztorze o. Wardidze. Rudowłosa Nino Kikodze w 1940 r. została wysłana do Warszawy, gdzie pracowała dla polskiego wywiadu i gruzińskiej siatki Abwehry.

Przyszły szef NKWD posiadał też swoje kanały kontaktowe z japońskimi tajnymi służbami. W 1905 r. Piłsudski zaproponował Japończykom wykorzystanie do dywersji przeciwko Rosji przedstawicieli mniejszości zamieszkujących Mandżurię i Syberię. Tak się akurat złożyło, że Gruzini zmonopolizowali bufety na stacjach kolei mandżurskiej. I w tej społeczności Japończycy zwerbowali wielu agentów. Mieli też po 1917 r. swoich agentów w Gruzji i blisko współpracowali z emigracyjnym rządem Żordanii. Jegor Dżakeli, wuj Berii, prowadził dworcowy bufet w Charbinie i od 1910 r. pracował dla japońskich tajnych służb. Jego syn Giorgi służył w rosyjskojęzycznej japońskiej jednostce dywersyjnej Asano.

Gruzińska autonomia

Na początku lat 30. Beria zwrócił na siebie uwagę Stalina. Napisał raport wskazujący, w jak katastrofalny sposób została przeprowadzona kolektywizacja na Kaukazie Północnym. Stalin uznał, że Beria może posłużyć mu do przetrzebienia starych bolszewików i mianował go szefem partii w Gruzji, a potem na Zakaukaziu. Wiedział o jego przeszłości w Musawacie i uważał, że dzięki temu ma Berię w garści. Beria wkupiał się zaś w łaski Stalina, przekazując mu rozproszone po kaukaskich archiwach dokumenty świadczące o pracy sowieckiego przywódcy dla ochrany, carskiej tajnej policji.

Sposób, w jaki Beria zarządzał swoją kaukaską domeną, był daleki od komunistycznej ortodoksji. Obronił Gruzję przed kolektywizacją, stawiając na takie specjalistyczne uprawy, jak tytoń, mandarynki czy winorośl. Sowieccy żołnierze stacjonujący w Gruzji w latach 30. i 40. bywali zszokowani istniejącą tam ogromną tolerancją dla inicjatywy prywatnej oraz tym, że... żaden Rosjanin nie może tam dostać pracy. Jeden z włoskich dziennikarzy przebywający w Tbilisi w drugiej połowie lat 30. ze zdziwieniem zauważył, że żyją sobie tam spokojnie dawni gruzińscy arystokraci i są w dobrej komitywie z czekistami. Jeden z arystokratów wyjaśnił mu: „Za czasów caratu oni mogli się zawsze schronić w naszych pałacach przed rosyjską policją. Teraz więc, gdy nam się gorzej wiedzie, oni odwzajemniają przysługi". Więźniowie polityczni w Gruzji zazwyczaj pracowali w otwartych, niemal niepilnowanych obozach. W partyjnej prasie gruzińskiej roiło się od antyrosyjskich aluzji, a kadry akademii nauk były obsadzone nacjonalistami, mieńszewikami i antykomunistami. Beria chronił też gruziński Kościół prawosławny i dbał o to, by nie wyburzano świątyń. Dochodziło do absurdalnych sytuacji: matka Berii codziennie, wczesnym rankiem, boso udawała się do kościoła modlić się za syna. Towarzyszyły jej zawsze dwa samochody z ochroniarzami z bezpieki.

Ogromną plamą na życiorysie Berii było jednak to, że w 1937 r. z nadmierną gorliwością przeprowadzał czystki na Kaukazie. Jego żona groziła mu z tego powodu rozwodem. Beria starał się wówczas przede wszystkim przetrwać w paranoicznym stalinowskim systemie i zacierać ślady swojej antykomunistycznej przeszłości. Sam o mały włos nie stał się ofiarą czystek. Szef NKWD Nikołaj Jeżow szykował się do jego aresztowania, o czym Berii doniósł jeden z zaufanych ludzi z gruzińskiej bezpieki. Z pomocą Bagirowa umknął pogoni i dotarł do Moskwy przed oblicze Stalina. Dyktator uznał już w tym czasie, że Jeżow za bardzo urósł w siłę i poznał zbyt wiele tajemnic. W sierpniu 1938 r. mianował więc Berię zastępcą ludowego komisarza ds. wewnętrznych. Już 25 listopada tego samego roku Beria został mianowany ludowym komisarzem ds. wewnętrznych i zaczął czystkę wśród ludzi Jeżowa.

Przed 22 czerwca 1941 r.

Rosyjski historyk Władimir Karpow napisał: „Prawdziwą zbrodnią, za którą należałoby rozstrzelać Berię zaraz na początku wojny, była dezinformacja, jakiej się dopuścił w odniesieniu do zamiarów i sił hitlerowskich Niemiec. Oficjalnie Beria nie był niemieckim szpiegiem, ale przysługi, jakie oddał Niemcom, i krzywda, jaką wyrządził naszej armii, są równe temu, co mogłaby przynieść wielka organizacja szpiegostwa i sabotażu". Nie ma w tym przesady. Beria rozpoczął rządy w NKWD od odwołania i aresztowania sporej części zagranicznych rezydentów. Wielu z nich rozstrzelano. Podobne czystki zostały przeprowadzone w GRU. W kluczowych ambasadach zabrakło attaché wojskowych. W Berlinie nie było rezydenta aż do września 1939 r. Z dwóch funkcjonariuszy NKWD w ambasadzie jeden nie znał niemieckiego. Później rezydentem został mianowany znany z niekompetencji Ajmak Kobułow. Rezydentura w Londynie została zlikwidowana w lutym 1940 r. i reaktywowana dopiero pod koniec roku. Przerwano kontakty z siatką z Cambridge, a szczególnie kazano ich unikać z „kretem" w MI6 Kimem Philbym. Aż do 1944 r. ciążyły na tym sowieckim superszpiegu podejrzenia, że zaprzedał się Brytyjczykom i Niemcom. Richard Sorge, sowiecki superagent w Japonii, nagle stał się w oczach centrali zdrajcą. Jego meldunki dotyczące niemieckich przygotowań do wojny z ZSRR, w tym ten mówiący, że atak nastąpi 22 czerwca 1941 r., zignorowano.

Siatka Czerwonej Orkiestry w Niemczech została potraktowana w lekceważący sposób. Beria zabronił Kobułowowi kontaktowania się z jej szefem Arvidem Harnackiem. Siatce kazano się skupić na zapewnieniu bezpieczeństwa sowieckim placówkom dyplomatycznym i zbieraniu informacji dotyczących niemieckiej opozycji. Storpedowano plan wykradzenia z sejfu Göringa tajnych dokumentów dotyczących przygotowań do wojny z Sowietami. Raporty o niemieckich planach militarnych albo trafiały do kosza w centrali na Łubiance, albo były przeinaczane i w ocenzurowanej wersji przedstawiane Stalinowi, który na jednym z takich meldunków dopisał: „Tow. Mierkułow. Możecie odesłać swoje źródło w sztabie generalnym niemieckiego lotnictwa do dupy. To nie źródło, to dezinformator. J. St.".

Jeden z agentów o pseudonimie Carmen pisał do centrali: „Dlaczego nikt nie reaguje na moje apele? Co się dzieje? Żądam, aby moje komunikaty były przekazywane najwyższej władzy". Beria zanotował 21 czerwca 1941 r. w jednym z dokumentów: „Ostatnimi czasy wielu pracowników kadrowych dopuszcza się skrajnych prowokacji i sieją panikę. Agenci: Sokół, Carmen i Wierny, winni systematycznej dezinformacji, powinni zgnić w obozach jako wspólnicy międzynarodowych prowokatorów pragnących poróżnić nas z Niemcami. Inni agenci powinni otrzymać poważne ostrzeżenie". Tego samego dnia sowiecki ambasador w Berlinie Władimir Diekanozow, bliski współpracownik Berii, pisał: „I. Achmedow otrzymał od naszego agenta informację, według której jutro, w niedzielę 22 czerwca, Niemcy zaatakują ZSRR. Powiedziałem mu, a także jego przełożonemu Kobułowowi, żeby nie zwracali uwagi na podobne bujdy i poradziłem naszym dyplomatom, żeby wybrali się jutro na piknik".

Bardzo podejrzane było również zachowanie Berii w trakcie niemieckiej ofensywy na Kaukaz w 1942 r. W tym czasie Beria poprzez swoje gruzińskie siatki w Berlinie i Paryżu prowadził ożywione negocjacje z Niemcami. Tymczasem w Gruzji wypuszczono na wolność więźniów politycznych, powstały rady narodowe, a na ulicach Tbilisi słychać było, że ze strony Niemców nie należy się niczego obawiać, bo Hitler chce zjednoczyć cały Kaukaz. Utworzono kaukaskie narodowe jednostki wojskowe w Armii Czerwonej, w których rugowano język rosyjski. Gdy dowódca 46. Armii gen. Sergackow chciał przesunąć dywizje strzelców górskich z nad południowej granicy na kaukaskie przełęcze, został spoliczkowany przez Berię, który powiedział mu: „Chcesz wydać Batumi Turkom?!". Sergackow został wkrótce potem zastąpiony znajomym Berii, generałem Leslidze. Przełęcze obsadziły gruzińskie jednostki, które we wrześniu 1942 r. oddały je bez walki Niemcom. Przygotowywano w Tbilisi rząd kolaboracyjny z prof. Konstantinem Gamsachurdią na czele. W sierpniu wybuchło w Czeczenii powstanie, za którym oficjalnie stała Narodowo-Socjalistyczna Partia Braci Kaukaskich. Sultan Albogaczew, szef czeczeńsko-inguskiej NKWD, pisał wówczas do dowódcy powstania Tierłojewa, że rozpoczął walkę zbyt wcześnie i radził mu się dobrze ukryć. Pisał, że dla niepoznaki każe spalić jego dom i aresztować rodzinę. Spora część czeczeńsko-inguskiego NKWD, w tym kierownik wydziału ds. walki z „bandytyzmem", przeszła na stronę powstańców.

Protektor Andersa

Beria jest w Polsce postrzegany głównie jako morderca naszych oficerów w Katyniu. Z relacji Sergo Berii oraz poszlak zebranych przez prof. Thom wynika jednak, że ostro sprzeciwiał się decyzji Stalina o rozstrzelaniu polskich oficerów. Argumentował, że to znakomici wojskowi, którzy mogą przydać się Armii Czerwonej w planowanej wojnie przeciwko Niemcom. Opętanego silnym antypolskim kompleksem Stalina nie dało się jednak przekonać racjonalnymi argumentami. Gdy Beria jako jedyny zagłosował na posiedzeniu Politbiura przeciwko rozstrzelaniu polskich oficerów, wywołał wściekłość sowieckiego dyktatora, który zagroził, że na jego miejsce mianuje Andrieja Żdanowa, który wykona ten rozkaz lepiej. Beria się ugiął. W drugim głosowaniu decyzję podjęto już jednomyślnie. Gdy przyszło do utworzenia trójki wydającej wyroki śmierci na oficerów, Beria wykreślił z niej jednak swoje nazwisko i wpisał swojego zastępcę Kobułowa. Pozostało mu jedynie sabotowanie decyzji Stalina.

Około 400 oficerów z trzech obozów jenieckich zostało ocalonych od śmierci, według niejasnych decyzji NKWD. Rotmistrz Józef Czapski pisał: „Nasuwa się pytanie, na podstawie jakiego kryterium zostali wybrani. Często zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że nie było żadnej wyraźnej przesłanki politycznej czy innej, która uzasadniałaby decyzję o ocaleniu właśnie tych 70 oficerów, których ze Starobielska przewieziono do Griazowca. (...) Była tam cała gama stopni i przekonań, od generała Wołkowickiego do szeregowca, od ludzi, którzy zrobili sobie krasnyj ugołok, do skrajnych zwolenników ONR". Prof. Thom wskazuje, że ocalono też wielu oficerów związanych z Ruchem Prometejskim. Zebrani w Griazowcu jeńcy z trzech obozów mieli okazję wymienić doświadczenia i zgromadzić ważne świadectwa zbrodni. Niektóre z tych przypadków były zadziwiające. Prof. Stanisław Swaniewicz został cofnięty prawie spod dołu śmierci: pozwolono mu obserwować, jak kolejne transporty jeńców są wywożone do lasu, a później autobusy, które ich przewoziły, wracały puste. Samą zbrodnię przeprowadzono tak, by łatwo natrafiono na jej ślady. Gen. Iwan Sierow dziwił się później „jak można było to tak spartolić; ja na Ukrainie sprawę załatwiłem tak, że nigdy ich nie znajdą".

Jednocześnie Beria zachował sobie w  rezerwie kilku szanowanych polskich generałów, których uchronił od egzekucji: Władysława Andersa, Wacława Przeździeckiego, Mieczysława Borutę-Spiechowicza, Mariana Żegotę-Januszajtisa oraz Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Negocjował z nimi utworzenie armii polskiej w ZSRR. Gen. Żegota-Januszajtis dzięki Berii zyskał nawet możliwość wygłaszania wykładów dla generałów Armii Czerwonej i NKWD poświęconych armii niemieckiej i wojnie z 1939 r. Kiedy Niemcy zaatakowały w czerwcu 1941 r. ZSRR i doszło do zawarcia paktu Sikorski-Majski, generałowie ci wyszli z więzienia na Łubiance i zaczęli organizować armię polską w ZSRR. Anders wyjechał z więzienia w samochodzie Berii. Według Sergo Berii mieszkał potem przez pewien czas u jego rodziny, a opiekowała się nim Nina Beria.

Anders w swoich wspomnieniach bardzo ciepło wyrażał się o przydzielonym mu do pomocy przy organizacji armii generale NKWD Gieorgiju Siergiejewiczu Żukowie. Żartował, że należy mu się Order Polonia Restituta za zaangażowanie, z jakim wyciągał Polaków z łagrów i więzień. Beria miał zresztą swoje plany dotyczące Armii Andersa. Chciał, by stacjonowała ona na Kaukazie. W momencie klęski ZSRR w wojnie z Niemcami przejęłaby rolę podobną do tej, jaką odegrał Korpus Czechosłowacki na Syberii w 1918 r.: to ona sprawowałaby władzę w tej części rozpadającego się imperium. Armia Andersa miała więc pomóc w odzyskaniu niepodległości przez Gruzję.

Gdy w wyniku polityki Stalina Armia Andersa była zmuszona opuścić ZSRR, Beria przyjął to z mieszanymi uczuciami. Za dobrą rzecz uznał to, że będzie ona stacjonowała w Iranie oraz północnym Iraku. W razie potrzeby mogła wkroczyć na Kaukaz razem z wojskami brytyjskimi. Namawiał przy tym Andersa, by zostawił grupę zaufanych oficerów w ZSRR. Obiecywał, że uplasuje ich na szczytach władzy komunistycznej Polski.

Na tropie spisku

Pod koniec lat 40. Stalin zaczął się szykować do kolejnej wielkiej czystki wśród kadr partyjnych. Jedną z jej głównych ofiar miał być Beria. W 1949 r. aresztowano w Czechosłowacji Noela Fielda, sowieckiego szpiega w amerykańskim Departamencie Stanu. W czasie wojny Field był prawą ręką Allena Dullesa, szefa OSS (amerykańskiego wywiadu cywilnego) w Szwajcarii i łącznikiem między Berią a amerykańskimi służbami. Field pod wpływem tortur zaczął sypać innych ludzi Berii. Montowano sprawę łączącą zachodnie i nazistowskie służby oraz Fielda z Titą, Marianem Spychalskim, węgierskim komunistą Laszlo Rajkiem i czechosłowackim aparatczykiem żydowskiego pochodzenia Rudolfem Slanskym. Slansky został oskarżony o syjonizm, a jego proces stał się elementem kampanii antysemickiej w Czechosłowacji.

W 1951 r. Stalin podczas wizyty u swojego lekarza, doktora Winogradowa, podzielił się swoimi podejrzeniami na temat spisku lekarzy kremlowskich. Stalin, na podstawie zeznań technik rentgenowskiej Lidii Timaszuk, twierdził, że żydowscy spiskowcy zabili Żdanowa, „sowieckiego Goebbelsa" Szczerbakowa i byłego przywódcę Kominternu Gieorgija Dymitrowa. Wróg Berii, szef MGB Wiktor Abakumow, dostał polecenie znalezienia ich wspólników we władzach ZSRR. Nie palił się jednak do tego zadania, tak jak nie palili się jego sukcesorzy; wiedzieli, że Stalin może za parę lat umrzeć i nie chcieli narazić się jego potencjalnym następcom. To kunktatorstwo kosztowało Abakumowa życie: w 1951 r. został aresztowany i szybko stracony za „krycie syjonistów". 1951 r. to też początek sprawy megrelskiej, czyli fali aresztowań w Gruzji wśród ludzi Berii (pochodzących z gruzińskiego regionu Megrelia).

13 stycznia 1953 r. „Prawda" informuje o aresztowaniach wśród kremlowskich lekarzy winnych otrucia wielu działaczy partyjnych. W Birobidżanie i na Nowej Ziemi stawiane są na masową skalę baraki mogące pomieścić łącznie setki tysięcy ludzi. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych drukuje w milionie egzemplarzy broszurkę pt. „Czemu nieuniknione jest usunięcie Żydów z przemysłowych centrów kraju". Stalin osobiście redaguje list otwarty sowieckich żydowskich inteligentów, w którym znalazł się apel o deportację wszystkich Żydów w „bezpieczne miejsca". W lutym nakazuje ministrowi obrony Bułganinowi ściągnąć do Moskwy oraz innych dużych miast tysiące wagonów bydlęcych. Kilka tygodni wcześniej Stalin zaczyna rozpowszechniać plotkę, że Beria jest Żydem. Zeznania aresztowanych megrelskich generałów mówią, że chcieli oni oderwać Gruzję od ZSRR. Na ich zeznaniach Stalin nanosi uwagi: „Uderzyć w głównego Megrela" i „Śmierć wszystkim megrelskim bandytom!". Gotowy jest rozkaz deportacji na Syberię wszystkich Megrelów. Na ulicach Tbilisi pojawiają się oddziały kozackie, które mają zapędzać Gruzinów do bydlęcych wagonów.

„Pederasta zdycha"

Beria prowadzi jednak w tym czasie swoją intrygę. Generał Nikołaj Własik, szef ochrony osobistej Stalina, w grudniu 1952 r. zostaje nagle odwołany ze stanowiska. Przesunięto go na fotel komendanta łagru, a dwa tygodnie później aresztowano. „Życzliwi ludzie" donieśli Stalinowi, że Własik ukradł kilka kilogramów kawioru i rozmawiał ze swoim żydowskim sąsiadem z działki. Tak się akurat składało, że Własik był wrogiem Berii. Ostrzegał: „Gdy mnie zabraknie, Stalin nie przeżyje pół roku".

Abdurachman Awtorchanow, były funkcjonariusz partyjny z Czeczenii i zarazem jeden z założycieli Radia Swoboda, uznał ten epizod za element przygotowań do zamachu stanu. W swojej książce „Zagadka śmierci Stalina. Spisek Berii" dokładnie przeanalizował wszystkie wersje wydarzeń z przełomu lutego i marca 1953 r. i doszedł do wniosku, że Stalin nie zmarł śmiercią naturalną. Przytoczył relacje składane przez ludzi, którzy za czasów Chruszczowa zasiadali w specjalnej komisji badającej sprawę śmierci Stalina. Według nich Chruszczow, Malenkow i Bułganin zwrócili się do Berii z prośbą o usunięcie wodza. Początkowo zaproponowali aresztowanie Stalina i osadzenie go na Wyspach Sołowieckich. Proces wodza byłby jednak problematyczny. Beria zażartował, że z Sołówek Stalina odbiliby „Chińczycy z lojalności lub Amerykanie z ciekawości". Postanowiono więc, że tyran musi zginąć. Beria naszkicował dwa plany operacji: minimalistyczny przewidujący otrucie wodza i maksymalistyczny mówiący o wysadzeniu go w powietrze wraz z willą w Kuncewie. Operacji nadano kryptonim „Mozart".

Spisek wkroczył w finałową fazę 28 lutego 1953 r. Tego wieczoru Stalin gościł w Kuncewie partyjną wierchuszkę. Po zakończeniu narady Chruszczow, Malenkow i Bułganin odjechali, ale nie do swoich domów, tylko na Kreml. Beria (wraz z asystentką) został trochę dłużej. Zapowiedział, że pokaże Stalinowi dokumenty obciążające Chruszczowa w sprawie lekarzy kremlowskich. Asystentka Berii położyła teczkę na stół i zaczęła ją otwierać. Stalin nachylił się nad stołem i dostał w twarz gazem obezwładniającym, którego zasobnik był ukryty w teczce. Kobieta towarzysząca Berii zrobiła nieprzytomnemu Stalinowi zastrzyk. Wyszli, zostawiając dyktatora, by skonał.

Następnego dnia, po południu, ochroniarze znaleźli Stalina leżącego na podłodze w kałuży moczu. Zadzwonili do Berii, informując go o tej sytuacji. Zrugał ich za niepotrzebne sianie paniki i zabronił wzywać lekarzy do wodza. 1 marca próbowała się dodzwonić na daczę Stalina jego córka Swietłana. Nie udało się, połączenia zostały już odcięte. W tym czasie Beria pojechał na Łubiankę i kazał wypuścić z cel megrelskich generałów. Przyjął ich osobiście i zakomunikował: „Pederasta zdycha, musimy działać szybko".

Lekarze oraz rodzina zostali dopuszczeni do Stalina dopiero 2 marca. Do Kuncewa zjechało również kierownictwo partyjne. Niemal wszyscy zapamiętali, że Beria miał problemy z ukrywaniem swojego dobrego humoru i pozwalał sobie na złośliwe żarty dotyczące umierającego Stalina. Swietłana przyglądała się uważnie lekarzom badającym jej ojca. To byli zapewne medycy z Łubianki. Córka Stalina nie znała żadnego z nich, ale jej uwagę zwróciła młoda pielęgniarka, która aplikowała konającemu dyktatorowi zastrzyki. Skądś ją kojarzyła. Być może była to asystentka Berii, która wcześniej otruła Stalina, a teraz pilnowała, by się nie wywinął śmierci. Jego agonia była potworna. Straszliwie się dusił, a na chwilę przed śmiercią uniósł nagle lewą rękę i pogroził nią wszystkim. /©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA