fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Sklepy zadłużają się najszybciej

123RF
Mimo dobrej koniunktury długi firm w pierwszym kwartale zwiększyły się o ponad 800 mln zł. Głównie dzięki firmom handlowym.

Na koniec pierwszego kwartału 6,3 proc. firm w Polsce znalazło się w grupie niesolidnych płatników, a łączna wartość ich zaległości przekracza już 30 mld zł. Liczba niesolidnych płatników zwiększyła się z kolei o ponad 19 tys. i jest ich już 314,65 tys. – wynika z danych BIG InfoMonitor, które otrzymała tylko „Rzeczpospolita".

W pierwszym kwartale zadłużenie firm zwiększyło się o 840 mln zł z czego za aż 520 mln zł odpowiadał sektor handlowy. W sumie z danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że ten sektor zadłużony jest już na niemal 7 mld zł. Branża jest zdecydowanym liderem pod względem zadłużenia, sektor przemysłowy ma na koncie ponad 5,2 mld zł przeterminowanych płatności, a budownictwo – 4,9 mld zł.

Sklepy na kredyt

– Handel generalnie ma teraz w wielu obszarach pod górkę, firmom zwłaszcza mniejszym, trudno jest inwestować – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. Jego zdaniem z rosnącym zadłużeniu handlu trzeba się niestety zgodzić. – Ograniczenie handlu w niedzielę uderza najmocniej w sklepy z powierzchnią powyżej 100 mkw., ale nie jest to czynnik kluczowy przy kwestii zadłużenia – podkreśla przedstawiciel Polskiej Izby Handlu.

– Podatku obrotowego na razie nie ma co z tym łączyć, nie wiadomo czy ostatecznie obroni się przed unijnym Trybunałem i kiedy ewentualnie wejdzie w życie, poza tym w założeniu ma on służyć wyrównaniu szans pomiędzy mniejszymi podmiotami a dużymi. Większym wyzwaniem dla firm są teraz stosunki z dostawcami zwłaszcza dla mniejszych sieci, ponieważ dostawcy często preferencyjnie traktują dyskonty – dodaje.

Sieci handlowe przyznają, że w tej branży problem z płatnościami był zawsze, ale często wynika po prostu ze specyfiki branży. – Za towar płaci się gdy zostaje sprzedany, jeśli chodzi o żywność dzieje się to szybciej, ale towary przemysłowe leżą na półkach dłużej, co widać po terminach regulowania zobowiązań – mówi przedstawiciel jednej z firm. Inni przyznają, że zaległości po prostu rozchodzą się jak reakcja łańcuchowa, gdy firma nie płaci, to klient czekający na płatność ma także problem ze swoimi zobowiązaniami.

Ustawa ma pomóc

Innym problemem jest przyjęcie przez firmy opóźniania płatności jako sposobu na zdobycie kapitału obrotowego, z czym trudno walczyć.

Między innymi z tym problemem ma walczyć nowa ustawa o zwalczaniu zatorów płatniczych, którą w połowie maja przyjął rząd. Zdaniem autora projektu, czyli resortu przedsiębiorczości i technologii główne rozwiązania ustawy to skrócenie terminów zapłaty, jak i uprawnienie prezesa UOKiK do ścigania dużych firm generujących największe zatory. Przedsiębiorstwa zostaną też zobowiązane do raportowania resortowi swoich praktyk płatniczych, pojawi się także ulga na złe długi w PIT i CIT. Nowe przepisy mają wejść w życie w 2020 r.

– Obecnie obowiązujące przepisy nie stanowią tamy dla zatorów płatniczych. Tymczasem zjawisko to szkodzi naszej gospodarce i jest szczególnie dolegliwe dla mniejszych firm, które dostarczają towary lub usługi dużemu biznesowi – mówi minister Jadwiga Emilewicz. – Spowodowane w ten sposób kłopoty z płynnością finansową firm wywołują tzw. efekt domina, prowadząc nawet do ich upadłości.

Koniunktura, a długi

Problem z zatorami narasta, choć dobra koniunktura powinna raczej temu zjawisku przeciwdziałać. – W teoretycznie sprzyjającym w osiąganiu dobrych wyników finansowych okresie, ujawniają się bariery i czynniki działające negatywnie, takie jak niedostateczne moce wykonawcze oraz niedobory pracowników, dynamiczny wzrost kosztów, dotyczący zarówno surowców i materiałów, jaki i wynagrodzeń. A to w konsekwencji rodzi narastające zjawisko zatorów płatniczych – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Dobra koniunktura potrafi zaskoczyć przedsiębiorców, którzy chcąc sprostać zwiększonemu popytowi na swoje produkty i usługi, a także wykorzystać okazje, podejmują się realizacji zamówień, nie zawsze mając adekwatne zaplecze wykonawcze. Problemem jest także typowe dla okresów boomu gospodarczego, niedoszacowanie wpływu rosnących kosztów powodujące obniżenie się rentowności działalności – dodaje.

W tej sytuacji także firmy handlowe powinny być szczególnie ostrożne. – Popyt krajowy jest silnie zdominowany przez spożycie i to zarówno gospodarstw domowych, jak i publiczne. Obserwujemy jednak trend spadkowy dynamiki spożycia prywatnego, pomimo nowej oferty transferów publicznych – wyjaśnia Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Podkreśla, że struktura transferów, regularne z wstecznym wyrównaniem i jednorazowe wysokie świadczenie oraz sposób ich komunikacji (realizacja poprzedzona zapowiedzią) miały zachęcić gospodarstwa domowe do zwiększonej konsumpcji, jak i powzięcia regularnych zobowiązań na przyszłość.

– Badania koniunktury konsumenckiej wprawdzie wskazują, że gospodarstwa zareagowały pozytywnie, jednak być może jest to sygnał, że racjonalni konsumenci zdają sobie sprawę, że zwiększony deficyt będzie w przyszłości spłacany za pomocą wyższych podatków – dodaje.

Opinia dla „rz"

Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji

Handel zawsze był konkurencyjną branżą, ale teraz zmaga się z taką liczbą wyzwań, że spodziewać się należy wzrostu skali choćby zadłużenia sektora. Warto popatrzeć na wpływ zakazu handlu w niedzielę na sektor, a będzie on coraz głębszy. Waży się także los podatku obrotowego, który zwłaszcza dla większych firm będzie kolejnym wyzwaniem. Nie można też zapominać o projekcie dotyczącym walki z marnowaniem żywności, który ma nałożyć na sieci dodatkowe opłaty.

Znikające faktury

Zatory to jedno, ale część opóźnionych płatności nigdy do firm nie trafia. W przypadku faktur z terminem płatności przekroczonym o co najmniej 60 dni tylko 37 proc. firm odzyskuje je w całości. Pozostałe tracą – od 5 proc. kwoty aż nawet do całości zaległości. Taki problem dotyczył co dziesiątego badanego przedsiębiorstwa. W przypadku ponad 65 proc. firm poziom strat dochodzi jednak maksymalnie do 20 proc. zadłużenia.

Jak wynika z badań BIG InfoMonitor, niemal 90 proc. firm, których kontrahenci nie płacą, boi się reagować. Chęć do działania odbiera im obawa o utratę kolejnych potencjalnych zamówień. Jednocześnie ankietowane firmy przyznają, że przedsiębiorstwa, które upominają się o opóźnione należności, nadal utrzymują dobre relacje z 80 proc. partnerów biznesowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA