fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Pandemia nakręca sklepowe długi

Adobe Stock
Ograniczenia w pracy sklepów to niejedyny kłopot dla sektora. Cieniem na wynikach położą się też nowe podatki.

Sklepy mocno odczuły ograniczenia związane z pandemią, nawet jeśli mogły w większości pracować, jak choćby spożywcze. Oznaczało to dla nich wiele utrudnień i dodatkowych kosztów związanych np. ze środkami bezpieczeństwa dla klientów i pracowników, w czym nie mogły liczyć na żadne wsparcie.

W efekcie zadłużenie branży w ciągu roku wzrosło o blisko 245 mln zł i przekracza już 2,1 mld zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Jedna czwarta tej kwoty to wewnętrzne długi branży, a najwięcej, bo ponad 1,4 mld zł handlowcy muszą oddać instytucjom finansowym.

Oznacza to wzrost zobowiązań sektora o 13 proc. i choć handel nigdy nie należał do branży, która wyróżniałaby się pozytywnie pod względem moralności płatniczej, to jednak obecnie sytuacja robi się coraz bardziej skomplikowana. Sklepy muszą zmagać się także ze skutkami nowych zwyczajów zakupowych, co oznacza mniej wizyt w sklepach i większą skłonność do zakupów online, których wiele sieci, zwłaszcza spożywczych, nadal nie oferuje na czele z liderami, czyli Biedronką i Lidlem.

– Mniejsze sklepy lub parki handlowe oraz sklepy e-commerce zyskały, ale duże centra straciły. W efekcie łączne zadłużenie handlu wzrosło o 245 mln zł, jednak warto zauważyć, że gdyby nie dobre wyniki małych sklepów, dług mógłby być jeszcze większy – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów. – Nadchodzące miesiące powinny przynieść poprawę sytuacji branży, jako całości. Rosnąca liczba zaszczepionych osób, a tym samym malejąca liczba zakażeń, wciąż niskie bezrobocie i znaczne oszczędności gospodarstw domowych to czynniki, które pozwalają na prognozowanie wzrostu konsumpcji.

Na razie ograniczenia powodują, że większość sklepów w centrach handlowych jest zamknięta, co oznacza, iż punkty nadal w nich otwarte (spożywcze, apteki czy księgarnie) także mają mniej klientów, a czynsze się nie zmieniają.

Po drugiej stronie mamy nadal do czynienia z istną eksplozją handlu internetowego, na który według GUS przypada już niemal 10 proc. sprzedaży detalicznej.

– Za jego dobrą kondycję odpowiada trwała zmiana przyzwyczajeń zakupowych Polaków oraz oczywiście pandemia, na równi z determinacją firm do zmian w sposobach sprzedaży – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, partner zarządzający Unity Group. – Od roku obserwujemy wzrost i spadki udziału e-handlu skorelowane z obostrzeniami – przedświąteczne zamknięcie sklepów kolejny raz przeniosło zakupy do online.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA