fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Rok europejskich wyborów

Przed nami wybory w Niemczech. Angela Merkel nie może być pewna swojej przyszłości na stanowisku kanclerza Republiki Federalnej.
AFP
Ameryka już wie, Europa dopiero czeka na ważne wybory. W 2017 roku na gospodarce mogą zaważyć istotne wydarzenia polityczne na arenie międzynarodowej.
Wydawać by się mogło, że najbardziej ryzykowne wydarzenia już za nami. Donald Trump będzie prezydentem Stanów Zjednoczonych, a Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Żadne z nich na razie nie spowodowało rynkowego trzęsienia ziemi, ale ich następstwa będą miały wpływ na nastroje inwestorów na świecie.
Kadencja republikanina teoretycznie nie powinna zatrzymać ożywienia w amerykańskiej gospodarce: rosną płace, poprawiają się nastroje konsumentów. Jednak okaże się dopiero, w jakim stopniu miliarder spełni swoje obietnice i będzie w stanie zmienić dynamikę globalizacji. Czy zamknie gospodarkę amerykańską na wolny handel? Jakie będą skutki wycofania się USA z podpisanego w tym roku Partnerstwa Transpacyficznego? Czy będzie chciał negocjować układ NAFTA z Kanadą i Meksykiem? Co zrobi z porozumieniem klimatycznym z Paryża? Czy rozpęta wojnę handlową z Chinami?
Wielka Brytania już ponosi skutki decyzji o Brexicie. Symbolicznie brytyjska gospodarka spadła w światowym rankingu najpierw za Francję, a według danych z ostatnich dni również za Indie. Londyn na pewno w krótkim i średnim terminie na Brexicie straci. Dla Brytyjczyków kluczowe jest zachowanie pełnego dostępu do unijnego wspólnego rynku oraz tzw. paszportu finansowego, czyli możliwości swobodnego działania na terenie całej UE instytucji finansowanych zarejestrowanych w londyńskim City. Już teraz wiadomo, że przy warunkach, które stawia rząd Theresy May (zamknięcie rynku pracy czy niezgoda na poddanie się jurysdykcji unijnego Trybunału Sprawiedliwości), będzie to praktycznie niemożliwe.

Słabsza Unia Europejska

UE na pewno będzie bez Wielkiej Brytanii słabszym podmiotem gospodarczym i geopolitycznym. Ale może całkiem sprawnie funkcjonować, bo Londyn zawsze ustawiał się na marginesie integracji i – poza rynkiem wewnętrznym – nie brał udziału w najważniejszych przedsięwzięciach, takich jak euro czy Schengen.
Znacznie poważniejsze byłyby skutki wygranej eurosceptyków w którymś z kluczowych państw strefy euro. W marcu 2017 roku odbywają się wybory we Francji i choć na dziś faworytem wydaje się François Fillon, to nie można wykluczyć wygranej Marine Le Pen. A ona grozi referendum o wyjściu z UE, jeśli nie udałoby się zmienić zasad uczestnictwa Francji we wspólnocie. Liderce Frontu Narodowego nie podoba się przede wszystkim wspólna waluta i związana z nią dyscyplina budżetowa, a także wolny przepływ pracowników i umowy o wolnym handlu. Jednak co z tego zdecydowałaby się realizować po ewentualnym dojściu do władzy? To pytanie bez odpowiedzi, podobnie jak w wypadku Trumpa na etapie kampanii wyborczej. Bo oboje kandydaci żadnego doświadczenia we władzy wykonawczej nie maja, dodatkowo jeszcze Le Pen nie ma za sobą partii z głównego nurtu. Unijni dyplomaci wskazują jednak, że nawet Le Pen nie wyprowadzi Francji z Unii. – W dniu, w którym by to zapowiedziała, Francja by zbankrutowała. Z UE może wyjść Wielka Brytania, bo nie ma euro – mówi „Rzeczpospolitej" jeden z nich.

Niepewna przyszłość Angeli Merkel

Rok 2017 to czas wyborów w największym państwie UE – Niemczech. Do tej pory to ostoja stabilności, a jego liderka Angela Merkel uznawana jest za jedynego przywódcę UE, który martwi się o jedność Europy. Jednak i jej przyszłość na stanowisku kanclerza nie jest zagwarantowana w obliczu strachu przed imigrantami, co widać szczególnie po ostatnim zamachu w Berlinie. Jej przegrana, gdyby nie wiązała się z jakimś nieoczekiwanym awansem populistycznej Alternatywy dla Niemiec, nie musiałaby jeszcze oznaczać katastrofy dla Europy. Ale byłaby fatalną wiadomością dla Polski, bo z pewnością już nikt inny nie będzie tak się sprzeciwiał podziałom w UE i Europie dwóch prędkości jak obecna kanclerz. Pod jej nieobecność integracja europejska tylko w gronie państw wspólnej waluty stałaby się faktem.

Ofiary globalizacji

Bogaty Zachód zaczyna się bać globalizacji, ale 2017 rok może pokazać, że prawdziwymi ofiarami tego zjawiska są kraje rozwijające się. Niektóre ośrodki prognostyczne, np. UNCTAD (agenda ONZ), przewidują kryzys w Ameryce Łacińskiej czy Afryce z powodu rekordowych poziomów zadłużenia. A te są efektem wcześniejszego kryzysu w USA i Europie, który doprowadził do spadku stóp procentowych. I w rezultacie wypchnął masy kapitału portfelowego na rynki rozwijające się, gdzie znacznie wyższa jest rentowność instrumentów dłużnych. UNCTAD szacuje ten transfer aż na 7 bln USD.
Zauważa, że średnie zadłużenie niefinansowego sektora prywatnego sięga aż 150 proc. jego przychodów w porównaniu z 80 proc. dla krajów rozwiniętych. Możliwe więc, że w Europie będziemy tylko świadkami emocjonujących wydarzeń politycznych bez żadnych poważnych konsekwencji gospodarczych, a prawdziwy kryzys wybuchnie gdzie indziej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA