fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Brexit pewny, ale obawy słabną

AFP
Jeśli Londyn po wyjściu z UE porozumie się z Brukselą w sprawie umowy handlowej, to polskie firmy nie ucierpią, a eksport może dalej rosnąć.

Brexit, który od dłuższego czasu straszył polskie firmy, stał się nieunikniony. Po wyborach na Wyspach umocniły się jednak szanse, że Brytyjczycy porozumieją się z UE, co do następstw rozstania. Gdyby jednak się nie dogadano, czego wciąż nie można wykluczyć, Polska gospodarka wiele by straciła.

Łagodne wyjście

Na razie wśród ekonomistów powiało optymizmem. Zdaniem Jacka Rostowskiego, byłego wicepremiera i ministra finansów, perspektywa „katastrofy" jest coraz mniej prawdopodobna. – Przewaga i siła poparcia, jakie uzyskał premier Boris Johnson, wytrąca broń najzagorzalszym brexitowcom, którzy forsowali najtwardszy brexit – powiedział Rostowski w rozmowie z Money.pl. – Choć niczego nie można jeszcze wykluczyć, twardy brexit się oddala – potwierdza Łukasz Ambroziak, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Eksperci Euler Hermes, dzięki zmniejszeniu się niepewności, skorygowali w piątek prognozę wzrostu Wielkiej Brytanii na 2020 r. z +0,8 proc. do +1 proc. i oczekują, że w roku 2021 wzrost wciąż będzie się odbudowywał (+1,6 proc.). Według Clemensa Fuesta, prezydenta ifo Institute w Monachium, można się spodziewać rychłego porozumienia, ale wciąż pozostaje wiele niejasności. A zarazem mało czasu. – Zawarcie umowy o wolnym handlu będzie trudne w okresie przejściowym, który wygasa z końcem 2020 r. – uważa Fuest.

Polskie firmy mają powody do niepokoju, bo Wielka Brytania to dla nich jeden z najważniejszych partnerów handlowych i trzeci rynek eksportowy, po Niemczech i Czechach. Według najnowszych danych GUS od stycznia do października 2019 r. eksport towarów z Polski do Wielkiej Brytanii wyniósł 11,9 mld euro i w porównaniu z podobnym okresem w ub. roku zwiększył się o 2,6 proc. W przypadku braku porozumienia i wprowadzenia ceł wymiana musiałaby się zmniejszyć. Ale teraz szanse na utrzymanie dotychczasowych dobrych wyników wzrosły.

– Poza chwilowym zachwianiem w dłuższej perspektywie powinniśmy uniknąć mocno negatywnych skutków – twierdzi Tomasz Wiktorski, założyciel analizującej rynek meblarski firmy B+R Studio. Ubiegłoroczna sprzedaż polskich mebli w Wielkiej Brytanii warta była 655,7 mln euro, a w tym roku ma sięgnąć 728,8 mld euro. Według Wiktorskiego Wielka Brytania mocno zredukowała moce produkcyjne swoich fabryk, więc musi importować meble, by zaspokoić rynkowy popyt. – A polskie firmy mają tam wiele dobrych kontaktów – dodaje.

Podobnie może być z eksportem żywności. Jak podaje GUS, w pierwszych trzech kwartałach 2019 r. jego wartość do W. Brytanii wyniosła 8,93 mld zł i w porównaniu do dziewięciu miesięcy ub. roku zwiększyła się o 5,3 proc. – Eksport polskiej żywności w razie brexitu może w ogóle nie spaść – mówi Bartosz Urbaniak, szef bankowości agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę. Jego zdaniem na brexicie możemy nawet zyskać. Wielka Brytania wielu produktów żywnościowych nie wytwarza, a zbudowanie infrastruktury do produkcji kurczaków czy warzyw trwa kilka sezonów produkcyjnych. – W tym czasie musi gdzieś żywność kupować, a my możemy się postarać, by nadal importowała ją od nas – tłumaczy Urbaniak.

Transport z nadzieją

Obawy stopniały nawet w branży transportowej. Na trasach między kontynentalną Europą a Wielką Brytanią udział ciężarówek z polską rejestracją przekracza 20 proc., a w przewozach kabotażowych na terenie Wysp Brytyjskich polskie firmy są liderem. – Liczymy, że brexit nie przyniesie dramatycznych skutków – mówi Piotr Mikiel, dyrektor departamentu transportu w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD).

Brak porozumienia byłby dla transportowców katastrofą. Cła i kontrole na granicach opóźniłyby dostawy, zwiększając koszty. Część firm straciłaby umowy. Kilkadziesiąt tysięcy ciężarówek okazałoby się niepotrzebnych. – Pojawiłaby się lawina skutków trudnych do przewidzenia – ostrzega Jan Buczek, prezes ZMPD.

Jak dotąd, perspektywa brexitu niesie także skutki pozytywne. Część firm działających lub planujących inwestycje w Wielkiej Brytanii przenosi je na kontynent, w tym do Polski. Na przykład Toyota poinformowała o planach uruchomienia w fabryce w Wałbrzychu dodatkowej produkcji napędów hybrydowych, która miała trafić do brytyjskich zakładów Toyota Motor Manufacturing UK w Deeside. Z kolei niemiecka firma HUF, produkująca systemy zamykania dla przemysłu motoryzacyjnego, zdecydowała się na przeniesienie produkcji z brytyjskiego zakładu w Tipton do Polski i Rumunii.

Opinia dla „rz"

Paweł Tynel, partner EY

Wybory jasno określiły stanowisko Brytyjczyków odnośnie do brexitu. Wygląda na to, że trzyletnia niepewność dobiega końca i od lutego 2020 przedsiębiorcy i inwestorzy będą działać w nowej rzeczywistości. Natomiast nie jest jasne, jaka będzie ona w praktyce. Wszystko zależy od tego, jak po wyborach będzie wyglądał dialog i negocjacje szczegółów porozumienia oraz długość okresu przejściowego. Bez niego znów pojawi się koszmar twardego brexitu, który byłby katastrofą dla wielu inwestorów.

Londyn i Bruksela zależne od siebie

Perspektywa brexitu wywołuje wiele niepewności, zwłaszcza w przemyśle motoryzacyjnym. – Nie ma innej branży, która byłaby w Europie ściślej zintegrowana, z bardzo złożonymi łańcuchami dostaw rozciągającymi się po całym kontynencie i produkcją opartą na dostawach „just-in-time" – stwierdza stowarzyszenie europejskich producentów pojazdów ACEA. Unijny oraz brytyjski przemysł samochodowy są mocno powiązane, więc wprowadzenie ceł, kontroli granicznych czy nowych warunków dopuszczenia poszczególnych produktów do obrotu, czego można byłoby spodziewać się po bezumownym opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię, doprowadziłoby do problemów zarówno z produkcją, jak i sprzedażą samochodów, a także komponentów dla fabryk aut.

Według ACEA w 2018 r. 51 proc. eksportowanych z W. Brytanii samochodów osobowych trafiło do odbiorców w krajach Unii Europejskiej. Brytyjskie fabryki są przy tym mocno uzależnione od eksportu – więcej niż co ósme produkowane na Wyspach auto jest wysyłane za granicę. Zarazem brytyjski import samochodów opiera się przede wszystkim na pojazdach wyprodukowanych w UE – wśród wszystkich sprowadzanych do Wielkiej Brytanii samochodów aż 85 proc. pochodzi z fabryk na terenie Unii.

Mocne powiązania brytyjskiego i unijnego rynku widać także w przypadku części i komponentów samochodowych: w ub. roku 60 proc. z wartego 9,2 mld euro eksportu tego rodzaju produktów z Wielkiej Brytanii trafiło do fabryk na terenie UE. Zarazem wart 15,6 mld euro import brytyjskich zakładów motoryzacyjnych w 79,7 proc. pochodził z UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA