fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Koszyk z zakupami coraz droższy

Adobe Stock
Katarzyna Kucharczyk
Więcej przemawia za wzrostem inflacji niż spadkiem. Najmocniej wzrost cen odczuwają rodziny uboższe, które gros budżetu przeznaczają na żywność.

O 5,3 proc. podrożały w ujęciu rok do roku produkty i usługi zakupione przez hipotetyczną czteroosobową rodzinę we wrześniu. W porównaniu z sierpniem bieżącego roku wzrost jest symboliczny: zaledwie o 0,2 proc. Koszt podstawowego koszyka zakupów wyniósł we wrześniu 1250,39 zł – wynika z szacunków „Rzeczpospolitej".

Eksperci zapowiadają, że będzie coraz drożej. Nie ma powodu, aby było inaczej. Rosną wynagrodzenia, koszty energii oraz innych surowców. Odczujemy również solidne zwyżki cen w dziedzinach, w których brakuje specjalistów. Mowa tu np. o usługach lekarskich. Zresztą ten wzrost już wyraźnie widać. Z naszych szacunków wynika, że wizyta u lekarza specjalisty w tym roku we wrześniu kosztowała średnio 115 zł, podczas gdy rok wcześniej 105 zł.

Najtańsze Podlasie

Widać duże różnice w cenach w poszczególnych regionach Polski. Najtaniej zakupy zrobi rodzina mieszkająca w woj. podlaskim. Na szacowany przez nas koszyk wyda około 1197 zł, czyli o ponad 114 zł mniej niż rodzina z woj. dolnośląskiego. Osoby zamieszkałe w woj. mazowieckim na zakupy wydadzą natomiast 1244 zł.

Czytaj także: Idzie kryzys. Polacy mniej wydają

Jeśli porównamy ceny rok do roku, to zobaczymy, że najbardziej wzrosły one w województwach warmińsko- -mazurskim i podkarpackim, a najsłabiej w pomorskim i opolskim. Z kolei w woj. mazowieckim w porównaniu z zeszłym rokiem poszły w górę o 4,8 proc.

Jak liczyć inflację

W ostatnim czasie dużo mówi się na temat tego, czy oficjalny wskaźnik inflacji podawany przez GUS jest zaniżony.

– To ryzykowna i zbyt pochopna teza, biorąc nawet pod uwagę analizę przedstawionego koszyka cen. Kluczowe dla oceny tego, jak w gospodarce zmieniają się ceny, jest to, jakie artykuły i usługi uwzględnimy w koszyku – komentuje Jakub Sawulski, szef zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Wyjaśnia, iż GUS uwzględnia m.in. to, że od czasu do czasu decydujemy się na jakiś większy zakup – sprzętu elektronicznego albo urządzeń AGD. A ceny tego typu produktów zazwyczaj spadają w czasie, dlatego obniżają wskaźnik inflacji.

– W przedstawionym koszyku (hipotetycznej rodziny, liczonym przez nas – red.) uwzględniono przede wszystkim te artykuły, które nabywamy na co dzień. To, jaki wynik dała taka analiza, jest świetnym przykładem tego, dlaczego indywidualne przekonanie konsumentów o wzroście cen jest zazwyczaj wyższe niż w kompleksowych badaniach GUS – mówi ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Dodaje, że koszyk pokazuje jednak także inną ważną cechę stopy inflacji publikowanej przez GUS. Pokazuje ona, jak zmieniają się ceny dla „średniego" gospodarstwa domowego.

– Faktyczna inflacja jest dla każdego gospodarstwa domowego inna – bo przecież rodziny różnią się między sobą strukturą konsumpcji, miejscem zamieszkania, wybieranym sklepem czy liczbą i wiekiem osób należących do tej rodziny – podkreśla Sawulski.

Ziemniaki zaskoczyły

Osoby mniej majętne gros swojego budżetu domowego wydają na żywność. A w ostatnim czasie to właśnie żywność drożała najmocniej.

Wśród produktów i usług, które bierzemy pod uwagę, szacując nasz koszyk, największą dynamikę cen zanotowały ziemniaki, które w tym roku kosztują prawie dwa razy więcej niż w ubiegłym. Z kolei o ponad 73 proc. droższa jest herbata, a cebula podrożała z 2,5 zł za kilogram do 3,61 zł. Znacznie wzrosły także ceny cukru, pieczywa oraz wędlin. Można też znaleźć produkty spożywcze, które potaniały, ale jest ich niewiele. W tym gronie są na przykład masło i margaryna.

Największy koszt w szacowanym przez nas koszyku cen hipotetycznej rodziny stanowi paliwo. Założyliśmy, że rodzina zużywa miesięcznie średnio 20 litrów benzyny – we wrześniu 2019 r. wydała na ten cel 100,2 zł, czyli o 2,4 zł mniej niż w 2018 r. Znacznym kosztem jest także opłata za ciepłą wodę. Przy założeniu, że miesięczne jej zużycie wynosi 4 metry sześcienne – rodzina płaci 90 zł. Z kolei prawie 54 zł miesięcznie kosztuje ją opłata za wywóz śmieci. Warto odnotować, że to aż o 27 proc. więcej niż rok temu.

Drożeją, choć wolniej, również usługi kulturalno-rozrywkowe. Wyście do kina to koszt ponad 80 zł za same bilety. Wydatek ten jest o 1 proc. wyższy niż w 2018 r. Z kolei strzyżenie włosów męskich to koszt ponad 21 zł, o prawie 2 zł więcej niż we wrześniu 2018 r. Prawie o 8 proc. wzrosła średnia cena gazet regionalnych – obecnie przeciętnie trzeba za nie zapłacić 2,86 zł. Podrożały także bilety jednorazowe.

Sonia Buchholtz ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan

Trudno mówić o „przeciętnej" polskiej rodzinie – koszyk pary emerytów będzie istotnie różny od koszyka rodziny z małymi dziećmi czy singla. Podobnie co innego konsumują osoby majętne, co innego – ubogie. To w dużym stopniu powód, dla którego konsumenci mają wrażenie, że inflacja podawana przez GUS jest niemiarodajna. W ostatnim półroczu najbardziej inflacja dotknęła gospodarstw, w których znaczną część stanowi żywność – a więc tych uboższych.

Rozbudzone aspiracje konsumpcyjne

Polska gospodarka już stosunkowo długo utrzymuje wysoką dynamikę, ale w dużej mierze to zasługa konsumpcji prywatnej, napędzanej transferami socjalnymi. – Dopóki nie zwiększymy tempa i udziału inwestycji w PKB, dopóty nie będziemy w stanie unowocześnić polskiej gospodarki i przejść do konkurowania na światowym rynku za sprawą coraz powszechniejszej innowacyjności i wyższej wartości dodanej, a nie tak jak dotychczas poprzez niskie koszty pracy – podkreśla Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP. Dodaje, że koszty pracy niebawem zaczną szybciej wzrastać, co w konsekwencji może oznaczać utratę tych rynków zbytu, dla których niski koszt pracy był istotny. – Sprawy niestety mogą się tak potoczyć, że rozbudzone aspiracje konsumpcyjne staną się czynnikiem naszej gospodarczej autodestrukcji – przestrzega. Pojawiają się zresztą pytania, czy wspomniany już efekt transferów socjalnych nie zaczyna słabnąć. Kilka dni temu Komisja Europejska obcięła prognozy wzrostu PKB dla Polski. Dynamika ma wynieść w tym roku 4,1 proc., a w kolejnym 3,3 proc. Poprzednie szacunki zakładały, że będzie to odpowiednio 4,4 proc. oraz 3,6 proc. Powodem obniżki jest – według Komisji Europejskiej – właśnie słabnąca konsumpcja prywatna. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii widzi sprawy w jasnych barwach i nie przewiduje spadku konsumpcji. Potwierdza natomiast, że najbardziej prawdopodobne pozostaje utrzymanie w tym roku tempa wzrostu PKB powyżej 4 proc. w ujęciu rok do roku. Przypomina, że Bank Światowy również szacuje tegoroczny wzrost na ponad 4 proc. (dokładnie na 4,3 proc.). Ministerstwo przekonuje, że dobra dynamika PKB jest nie tylko efektem dobrej konsumpcji prywatnej, ale również inwestycji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA