fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Coraz bliżej są miliardy na odbudowę gospodarki

Warszawa
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Rząd daje zielone światło dla ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Choć dla Polski oznacza to także pewne koszty, ekonomiści podkreślają, że korzyści będą znacząco większe.

Na wtorkowym posiedzeniu rząd przyjął ustawę o ratyfikacji zasobów własnych UE. Ratyfikacja przez polski parlament oraz inne kraje członkowskie UE jest konieczna do uruchomienia nowego unijnego Funduszu Obudowy po kryzysie pandemicznym o łącznej wartości ok. 750 mld euro, a także „zwykłego" siedmioletniego budżetu UE na lata 2020–2027.

Czytaj także: Bruksela czeka na kolejne krajowe plany odbudowy

Ustawa przewiduje m.in., że dochody zostaną zwiększone o nowe unijne podatki, m.in. od plastiku, od cyfrowych gigantów, opłata od emisji CO2 płacona przez importerów, a docelowo mówi się także o podatku od transakcji finansowych. Pozwala też, by po raz pierwszy Unia mogła zaciągnąć wspólny dług.

Beneficjent netto

W ramach Funduszu Odbudowy Polska ma otrzymać łącznie ok. 58 mld euro, przy czym 23,9 mld euro to bezzwrotne dotacje, a 34,2 mld euro – pożyczki. Plan wykorzystania tych pieniędzy został przedstawiony w Krajowym Planie Odbudowy. Pytanie, ile nas to będzie kosztować? Rząd nie przedstawił wczoraj, jakie zobowiązania finansowe rodzi to dla Polski, ale ekonomiści podkreślają, że korzyści przewyższają ewentualne koszty.

– Jeśli chodzi o część grantową, będziemy jednym z największych w UE beneficjentów netto – mówi Jakub Rybacki, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Inaczej mówiąc, dostaniemy więcej, niż włożymy do wspólnej puli – dodaje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Jak pokazują wstępne szacunki, nasza składka pokryć ma ok. 60 proc. grantów, na plusie będziemy więc na pozostałe 40 proc., czyli licząc z grubsza ok. 9–10 mld euro.

Bardziej skomplikowana jest kwestia części pożyczkowej, bo będziemy musieli oddać tyle, ile weźmiemy. – Tu benefitem jest po prostu niższe oprocentowanie – wyjaśnia Rybacki. – Gdyby Polska sama musiała wyemitować dług, to oprocentowanie, wedle obecnej sytuacji na rynku, wyniosłoby ok. 1,5 proc. UE, jako najbardziej wiarygodny emitent, pozyskuje pieniądze z ujemnym oprocentowaniem – wyjaśnia.

Kto spłaci pożyczki

Z komunikatów KE wynika, że spłacanie pożyczek przez kraje UE rozpocząć się ma w roku 2028 i potrwać do 2058 r. Nie jest określone, z jakich źródeł kraje członkowskie będą spłacać ten dług, ani czy będzie to zaliczane do poziomu zadłużenia danego kraju.

Odrębną kwestią są efekty uwspólnotowienia unijnego zadłużenia. Krytycy tego rozwiązania, w tym politycy Solidarnej Polski, ostrzegają, że może to oznaczać, iż Polska będzie musiała spłacać cudze długi. Rząd w swoich komunikatach odpowiada, że nowe rozwiązania nie zakładają solidarnej odpowiedzialności państw za długi innych krajów unijnych.

„Odpowiedzialność finansowa każdego państwa jest indywidualna i ściśle określona wielkością gospodarki. Przyjęcie ustawy będzie tym samym bezpieczne dla polskich finansów publicznych, nawet w przypadku bankructwa innego państwa UE, co jest scenariuszem skrajnie mało prawdopodobnym" – czytamy. Niemniej ekonomiści zauważają, że w zasadzie nie ma jeszcze ustalonej procedury, kto miałby spłacać zadłużenie, gdyby jednak do takiego czarnego scenariusza doszło.

– Fundusz Obudowy to silny impuls rozwojowy dla polskiej gospodarki – podkreśla Benecki. – Chodzi nie tylko o jego skalę, ale także wymagane przez UE twarde kryteria, na co mamy wydać te pieniądze. To inwestycje przyszłościowe w zieloną transformację, przyspieszenie cyfrowej rewolucji czy reformy rynku pracy. To największy benefit dla obywateli – podkreśla Benecki.

Jak wynika z przedstawionych we wtorek szacunków agencji ratingowej S&P Global, nowy plan Marshalla (jak nazywany jest Fundusz Odbudowy) może zwiększyć unijny PKB (łącznie do 2026 r.) od 1,5 proc. w scenariuszu minimalistycznym do 4,1 proc. w scenariuszu optymistycznym. Korzyści dla Polski sięgają od 3,5 do 8,1 proc. przyspieszonego wzrostu gospodarczego.

Mapa drogowa do poprawy

Krajowy Plan Odbudowy to mapa drogowa, jak Polska chce wykorzystać unijny Instrument na rzecz Odbudowy i Wzmacniania Odporności (który stanowi największą część Funduszu Odbudowy). W ramach KPO Polska ma do wykorzystania 23,9 mld euro bezzwrotnych dotacji oraz 34,2 mld euro w postaci nisko oprocentowanych pożyczek. Unijne środki zostaną przeznaczone na najważniejsze obszary, takie jak: zdrowie, energia i środowisko, gospodarka i przedsiębiorcy, cyfryzacja, infrastruktura, transport, innowacje, społeczeństwo czy spójność terytorialna. Z ogólnej puli środków, 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem oraz ochroną zdrowia.

Cały program NextGenerationEU zawiera Fundusz Odbudowy oraz „zwykły" siedmioletni budżet unijny na lata 2020–2027. Dla Polski to łącznie – jak szacuje rząd – 770 mld zł.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Nowe zasady finansowania funduszy unijnych niewątpliwie rodzą określone skutki finansowe dla poszczególnych państw członkowskich, choć obecnie trudno je oszacować. Nie wiemy na przykład, jakie dochody mogą przynosić nowe podatki, które mają zwiększać zasoby własne UE. Niewątpliwie będziemy mieć też do czynienia z uwspólnotowieniem długu. Oznacza to, że koszty jego obsługi i spłaty będą solidarnie dzielone między kraje, które gwarantują te pożyczki, czyli wszystkie kraje członkowskie. Choć trudno sobie wyobrazić sytuację, by ktoś umyślnie przestał spłacać swoją część.

Wspólny dług jest niewątpliwie tańszym, szybszym i bezpieczniejszym mechanizmem finansowania rozwoju, niż gdyby Polska miała to robić sama.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA