Film

Biografia Kieślowskiego: Pesymista prze do przodu

Krzysztof Kieślowski ur. w 1941 r. Wybitny dokumentalista, w fabule zadebiutował „Przejściem podziemnym” (1973). Twórca takich filmów jak „Amator”, „Przypadek”, „Bez końca”. Światową sławę zyskał „Dekalogiem”, „Podwójnym życiem Weroniki”, „Trzema kolorami”. Zmarł w 1996 r.
Agora SA
Ta pasjonująca biografia pokazuje, co kryło się za wizerunkiem Krzysztofa Kieślowskiego, człowieka sukcesu.

Od śmierci tego artysty minęło ponad 20 lat, a jego nazwisko ciągle pojawia się we wspomnieniach i wypowiedziach wybitnych reżyserów i aktorów odwołujących się do dokonań Krzysztofa Kieślowskiego. Stał się postacią wręcz pomnikową, choć kiedy był w pełni sił twórczych, miał tyle samo wielbicieli co krytyków. A światowy sukces przyszedł dopiero wtedy, gdy on znalazł się na granicy depresji.

To wszystko uświadamia czytelnikom Katarzyna Surmiak-Domańska, która dokonała innego zbliżenia na Krzysztofa Kieślowskiego niż ci, którzy pisali o nim dotąd. Ją interesował człowiek – pełen wyjątkowych zalet i empatii dla innych, ale też niewolny od wad i wówczas w pracy zmuszający niekiedy innych do nadludzkiego wysiłku.

Jednym z obszarów mało dotąd rozpoznanych było trudne powojenne dzieciństwo Kieślowskiego na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Katarzyna Surmiak-Domańska daje szczegółowy opis tego czasu, jak na rasową reporterkę przystało, korzystając z relacji wielu ludzi i z zachowanej korespondencji syna i rodziców.

Listy z sanatorium

Krzysztof i jego młodsza siostra Ewa wzrastali w cieniu zaawansowanej gruźlicy ojca, której nieuniknionym końcem musiała być śmierć. Rodzina osiadła na Dolnym Śląsku, bo w tamtejszych uzdrowiskach był najzdrowszy dla niego klimat. Zmieniali jednak często miejsce pobytu, bo ojciec usiłował funkcjonować w miarę normalnie, ale często tracił pracę i szukał kolejnej.

Dzieci chciano uchronić przed gruźlicą, więc były nieustannie wysyłane do sanatoriów. „Jedzenie tu jest bardzo dobre. Nauczyłem się dużo piosenek nowych. Kupiłem sobie laskę. Arytmetyki nie mogę się uczyć bo wypożyczyłem książki z biblioteki i czytam je" – pisał w marcu 1949 r. ośmioletni Krzyś do mamy podczas pierwszego wyjazdu, rozpoczynając trwający kilka lat czas takiej wymiany listów.

Ojciec przeczuwał, że może go wkrótce zabraknąć, więc powinności rodzicielskie wypełniał ze zdwojoną energią. Stawiał dzieciom rozmaite zadania, uczył samodzielności. Z listów Krzysztofa widać, jak usilnie starał się nie zawieść rodziców, radząc sobie z dala od domu i opiekując się młodszą siostrą. To są cechy, które objawi i w dorosłym życiu, jakby nadal chciał postępować zgodnie ze wskazówkami ojca.

Jeszcze bardziej samodzielny stał się wówczas, gdy po rozmaitych perypetiach edukacyjnych trafił do Liceum Techniki Teatralnej w Warszawie. Kończąc je, wiedział, że chce zostać reżyserem, ale wolał teatr niż film. Tylko jednak łódzka Filmówka przyjmowała od razu po szkole średniej.

Był tak pełen desperacji, że nie przejmował się, iż dwa razy oblał egzaminy. Musiał ponadto pokonać jeszcze jedną przeszkodę – obowiązkową służbę wojskową, której nie podlegali jedynie studenci. Najpierw stanął przed komisją poborową chorobliwie wychudzony. Głodził się tak bardzo, że ważył zaledwie 48 kilo, ale uzyskał odroczenie na rok. Za drugim razem symulował chorobę psychiczną tak skutecznie, że uznano go za niezdolnego do obrony ojczyzny.

Uwikłany w PRL

Artystyczną drogę Krzysztofa Kieślowskiego wyznaczają oczywiście filmy – od studenckich etiud poprzez dokumenty aż do słynnych fabuł zrealizowanych we Francji. Autorka biografii nie pomija ich, ale znacznie bardziej interesuje ją uwikłanie w meandry życia w PRL-u.

Tę książkę należy polecić dzisiejszym moralistom, nieznającym z autopsji tamtych czasów, a chętnie ferującym jednoznaczne werdykty. Krzysztof Kieślowski nie był karierowiczem i oportunistą, ale też cechowała go zbyt duża przenikliwość, by przyjąć wyłącznie rolę buntownika.

Nieraz więc otrzymywał z tego powodu cięgi z różnych stron. W marcu 1968 roku szybciej od innych pojął, że studenci są wykorzystywani w grze politycznej, sprzeciwiał się zatem strajkowi w swej uczelni, czego nie potrafiło zrozumieć wielu jego kolegów.

Po dojściu Edwarda Gierka do władzy sądził, że w dokumencie „Robotnicy '71" będzie mógł pokazać prawdziwe nastroje ludzi. Gdy jednak kolejne czynniki decyzyjne zaczęły analizować film, został niemal jedynie obraz chwalący nowe kierownictwo partyjne.

Lata 80. były dla niego najtrudniejsze. Próbę nakręcenia dokumentu o tym, jak sądy ferowały wyroki w stanie wojennym, znaczna część środowiska potraktowała jako współpracę z reżimem. Z kolei władze skierowały na półkę fabularny „Przypadek". Kolejne filmy zbierały recenzenckie cięgi ze wszystkich niemal stron i nawet tak fundamentalne dziś dla polskiego kina dzieła jak „Krótki film o zabijaniu" czy „Krótki film o miłości" nie zmieniły początkowo zbytnio tego stanu rzeczy.

Późne laury

Kieślowski czuł się zagubiony i bezradny. „Ja się urodziłem pesymistą i pesymistą umrę" – powiedział w jednym z wywiadów . Jednocześnie chęć realizowania kolejnych zadań, wpojona mu przez ojca, pchała go do dalszej pracy, coraz bardziej szaleńczej, coraz bardziej gorączkowej.

Nagle w 1988 roku „Krótki film o zabijaniu" został przyjęty do konkursu w Cannes (z oporami ze strony organizatorów festiwalu). I wywołał sensację. Dla Kieślowskiego skończyło się siedem lat chudych, zaczęło się siedem lat tłustych: „Podwójne życie Weroniki", trójkolorowa trylogia, nagrody, tłumy w kinach.

Najsłynniejsze dzieła powstawały w coraz bardziej szaleńczym tempie, ich twórca wzmacniał się litrami czarnej kawy oraz trzema paczkami papierosów wypalanymi codziennie. Prawie w ogóle nie spał, popadał w depresję.

W 1994 roku po zakończeniu „Czerwonego" oświadczył, że to jego ostatni film. Z Krzysztofem Piesiewiczem zasiadł jednak do pisania scenariusza kolejnej trylogii o piekle, niebie i czyśćcu. Realizować te filmy mieli inni, ale nikt w to nie wierzył. Krzysztof Kieślowski jako urodzony przywódca i człowiek, który wszystko chciał robić sam, zapewne by do tego nie dopuścił.

W 1996 roku serce nie wytrzymało nieustannego życia w pędzie, parcia do przodu i przekonania, że każdy kolejny film można było zrobić jeszcze lepiej.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL