fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Kobiety rządzą w polskim kinie

„The Other Lamb” („Córka Boga”) – pierwszy, anglojęzyczny film Agnieszki Smoczyńskiej znalazł się w światowej ofercie Netfliksa
kino świat
Reżyserki i producentki działają dziś bez kompleksów. Znikają też profesje uważane dotąd za typowo męskie.

Podczas ostatniej sesji, która odbyła się w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, dofinansowanie dostało pięć projektów. Cztery z nich zrealizują reżyserki. – Wybraliśmy najlepsze propozycje – mówi Joanna Kos-Krauze, która była jedną z osób oceniających zgłoszone projekty, i przyznaje, że dopiero po zakończeniu sesji zdała sobie sprawę, że większość z nich firmują kobiety.

Różnorodne propozycje

„Zima pod znakiem wrony" Kasi Adamik została zainspirowana opowiadaniem Olgi Tokarczuk „Profesor Andrews w Warszawie". To powrót do ważnego momentu historii, który przez polskie kino nie został wyeksploatowany, próba spojrzenia na czas ogłoszenia stanu wojennego oczami obcokrajowca, brytyjskiego profesora, który przyjeżdża do Warszawy 12 grudnia 1981 roku na kongres naukowy.

Następnego dnia budzi się w mieszkaniu w bloku, gdzie go zakwaterowano, bez telefonu, bo linie wyłączono. Nie mówi po polsku, nie wie, co się dzieje. Z jego punktu widzenia sytuacja jest całkowicie surrealistyczna.

„Sny pełne dymu" Doroty Kędzierzawskiej to hołd dla Krzysztofa Globisza. Scenariusz napisany specjalnie dla niego: historia spotkania bohatera z młodą kobietą.

„Fucking Bornholm" Anny Kazejak dzieje się na tytułowej wyspie. Małżeństwo z dwojgiem dzieci i ich rozwiedziony przyjaciel z nową partnerką i synem z poprzedniego związku spędzają tam weekend. To opowieść o współczesnej moralności, relacjach w rodzinie, przeszłości, która wraca. O budzeniu się kobiety do bycia sobą, ale i o kondycji dzisiejszych 40-latków.

W poprzednich sesjach Anna Kazejak nie dostała na ten projekt dofinansowania. Przerobiła scenariusz na audiobook, który stał się przebojem w Empiku i w czasie pandemii napisała książkę, ale nie zrezygnowała z nakręcenia filmu. Teraz ma na to szansę.

Ostatni z dofinansowanych projektów – „Safe and Silent" Justyny Tafel – łączy obyczajowe spojrzenie na dzisiejsze polskie społeczeństwo z thrillerem. To opowieść o relacjach głównej bohaterki z córką, ale też portret zbiorowy społeczności zamkniętego osiedla i tych, którzy mieszkają poza jego murami.

Sesja PISF-u, w której dofinansowanie dostały głównie kobiety, zdarzyła się po raz pierwszy, ale to też dowód, jak różnorodne jest kino kobiet. Do utytułowanych artystek, do Agnieszki Holland, Małgorzaty Łazarkiewicz, Małgorzaty Szumowskiej czy Agnieszki Smoczyńskiej, wciąż dołączają kolejne debiutantki.

Zmiany w uczelniach

Niewykluczone, że w przyszłości ich głos będzie coraz bardziej słyszalny. Wystarczy zajrzeć do szkół filmowych, by przekonać się, że uczy się w nich coraz więcej dziewczyn. W niektórych rocznikach stanowią one większość, nie tylko na wydziałach reżyserii. Kiedyś mówiono, że operator nie jest zawodem dla kobiet, choćby dlatego, że sprzęt jest bardzo ciężki. Teraz ten argument upadł. Studentki są też na wydziałach organizacji produkcji filmowej, a producentki mają w polskim kinie znakomitą pozycję.

Tradycyjny obraz producenta – starszego mężczyzny zachłystującego się władzą i podrywającego atrakcyjne aktorki – był przerysowany, ale naprawdę mało było w tym gronie kobiet. Dzisiaj zmienia się to i na świecie, i w Polsce. Ewa Puszczyńska z ramienia „Opus Film" produkowała „Idę" i „Zimną wojnę" Pawła Pawlikowskiego, a obecnie ma już własną firmę. Aneta Hickinbotham razem z Leszkiem Bodzakiem firmuje „Aurum Film", które doprowadziło „Boże Ciało" Jana Komasy do oscarowej nominacji. Producentką nominowanego do Oscara „Królika po berlińsku" Bartosza Konopki była Anna Wydra, która potem wyprodukowała również trudną fabułę tego reżysera „Krew Boga".

Producentek filmowych, które zbudowały sobie mocne, międzynarodowe kontakty, jest u nas wiele. Klaudia Śmieja („Mr Jones" Agnieszki Holland, „High Life" Claire Denis, „Niewinne" Anne Fontaine, koprodukcje m.in. z Islandią, Bułgarią, Rumunią, Bośnią i Hercegowiną, Łotwą, Litwą. Norwegią, Kazachstanem), Agnieszka Kurzydło („Czerwony pająk" Marcina Koszałki, ale również kilka filmów reżyserek z pokolenia dzisiejszych 40-latków: Małgorzaty Szumowskiej, Agnieszki Smoczyńskiej, Katarzyny Rosłaniec i nieco młodszej Klary Kochańskiej). To tylko kilka spośród kilkunastu z nich.

– Środowisko producentów, niezależnie od płci, naprawdę się wspiera – mówi Klaudia Śmieja. – W ciągu dziesięciu lat może kilka razy zderzyłam się z sytuacjami, w których płeć miała znaczenie. Ale, zwłaszcza na początku, trzeba było przebijać się. Najbardziej czułam nierówność, gdy pracowałam na niższych stanowiskach. Odkąd prowadzę firmę – już nie. Kiedyś producentów było 20, teraz jest około 200. No i trochę się rozparłyśmy. To też kwestia pokoleniowa. My wychowane w latach 80. i 90. mamy inną skalę mierzenia własnej wartości. Ale też myślę, że jest coś takiego, jak kobieca solidarność. Pracujemy z Agnieszką Holland, Agą Smoczyńską, Olą Terpińską. Ciągniemy do siebie, choć oczywiście lubimy też współpracować z kolegami.

Po lipcowych wyborach rektorem łódzkiej PWSFTviT po raz pierwszy w historii została kobieta, Milenia Fiedler. Jest montażystką, współpracowała m.in. z Andrzejem Wajdą, Krzysztofem Zanussim, Wojciechem Marczewskim, Januszem Majewskim, Filipem Bajonem. Ze szkołą związana jest od ponad 20 lat. Również w trójce prorektorów na najbliższe cztery lata znalazły się dwie kobiety, Wydziałem Operatorskim i Realizacji Telewizyjnej będzie kierować wybrana jednogłośnie wybitna operatorka Jolanta Dylewska, zaś Wydziałem Organizacji Sztuki Filmowej – Anna Pachnicka.

Ruch #MeToo sprawił, że na świecie kobiety zaczęły walczyć o swoją godność, ale też o równe prawa. I choć buntują się przeciwko określeniu „kino kobiece", wzbogacają sztukę filmową swoją wrażliwością i talentem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA