fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Andrzej Malinowski: Warkoczyki tylko dla dyletantów

Fotorzepa, Jerzy Dudek
To, czy wyścigowy koń ma grzywę zaplecioną w osiem lub dziesięć warkoczyków, nie ma wpływu na jego szybkość. Nie warto się więc na tym skupiać.

Tak samo jak na spekulacjach, ile ministerstw za chwilę zniknie i komu przypadną ocalałe. Takie dywagacje mają podobną wartość jak końskie warkoczyki.

Rekonstrukcja rządu będzie mieć bowiem jakiekolwiek znaczenie, dopiero gdy spowoduje zmiany w zarządzaniu państwem. Inaczej zda się psu na budę. A raczej na paliwo do PR-owych, pustych zagrywek. Polska nie potrzebuje pudrowania starej administracji, ale jej zbudowania od nowa. By była sprawnym aparatem decyzyjnym. Zdolnym do błyskawicznych i trafnych reakcji.

W to, że właśnie tak będzie, można wątpić. Radzimy sobie bowiem tylko z bieżącym kierowaniem. Gdy trzeba wykonać nagły zwrot, uporać się z czymkolwiek odbiegającym od utartych standardów, jest klops. Oto przykłady.

Susza! Wyniszcza kraj i uderza w gospodarkę. Ale żeby jej zaradzić, trzeba pisać specustawę. Obecne regulacje i podział kompetencji uniemożliwiają uporanie się z wysychaniem Polski.

Covid-19! Niedawno minister zdrowia powołał zespół ds. monitorowania i prognozowania przebiegu epidemii Covid-19 w Polsce. Po pół roku pandemii? Gdyby taki zespół powstał wcześniej, krajowa gospodarka zasobami respiratorów byłaby zapewne mniej kosztowna! I skuteczniejsza! Tarcze antykryzysowe uchwalone wiosną nie byłyby zaś litaniami przepisów, które trzeba było najpierw usunąć, żeby w ogóle zacząć reagować na sam problem.

Energetyka! Musimy dostosować ją do unijnego Zielonego Ładu. Powołano więc pełnomocnika rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa. Takich pełnomocników od tego i owego jest już niemal 50. Zgodnie z prawem są oni powoływani do określonych spraw, których „przekazanie członkom Rady Ministrów nie jest celowe". Wychodzi na to, że zostawić transformację energetyki czy np. demografię ministrom, to jak wyrzucić za okno. Trzeba się chyba zgodzić z tą oceną.

Tak jak łaty na ubraniu świadczą o zużyciu garderoby, tak każdy pełnomocnik i specustawa to świadectwo niewydolności systemu. Ten permanentny bałagan to m.in. efekt królowania „Polski resortowej" albo „silosowej". Każde ministerstwo to oddzielne państwo w państwie. Mające innych w nosie. Często kierowane przez polityków z różnych frakcji, sojuszy, a nawet partii. Na ich współdziałaniu kładą się więc cieniem animozje polityczne, a niekiedy, o zgrozo, osobiste. Jak to ma działać sprawnie, jeśli szefowie skazanych na współpracę resortów są skłóceni jak dwie podstarzałe kumoszki?

Premier te wszystkie niedostatki zdaje się dostrzegać. Próbuje choćby częściowo im zaradzić. Stąd chyba najnowszy pomysł przekształcenia Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów w komisję deregulacyjną. To kolejna próba wymuszenia na resortach zasady „one in, one out". Zgodnie z nią np. nowy przepis dotyczący swobody działalności gospodarczej można byłoby wprowadzić tylko w miejsce innej regulacji, która byłaby z kolei wycofywana.

Komisja to mały krok, ale w dobrym kierunku. Pierwszy, bo muszą nastąpić kolejne. Kategoryczne i stanowcze. Bezkompromisowe w dążeniu do poprawy efektywności zarządzania. Takie i tylko takie zmiany zwiększą tempo odbudowy polskiej gospodarki. Pokładać nadzieje w warkoczykach mogą jedynie dyletanci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA