fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Witold M. Orłowski: Co ma frank do wirusa

Bloomberg
Bywają sytuacje, gdy ekonomistów nie pyta się o zdanie, bo nie jest ono decydujące. Ale to wcale nie oznacza, że nie warto ich zapytać.

Popatrzmy choćby na problem kredytów frankowych. Pewien znany profesor ekonomii wyraził niedawno opinię, że faworyzująca frankowiczów przymusowa zmiana umów kredytowych prowadziłaby do wielkich strat dla banków, kosztów dla wszystkich ich klientów, a może też dla wszystkich podatników (także tych, którzy w ogóle żadnych kredytów nie brali). W odpowiedzi pewna profesor prawa (też znana) odpowiedziała mu, że to nie jest problem ekonomiczny, tylko prawny. Więc ekonomista ma siedzieć cicho, bo nikt go o zdanie nie prosi (oczywiście pani profesor użyła słów odrobinę grzeczniejszych).

Inna debata na poziomie globalnym dotyczy szczepionek na covid. Są głosy, że koncerny, które je opracowały i drogo sprzedają, powinny zrezygnować z ochrony patentowej i pozwolić, by w Indiach produkowano ich tanie kopie. Na protesty firm, twierdzących, że łamie to rynkowe zasady, pada argument, że trzeba ratować miliardy ludzi w ubogich krajach, których nie stać na drogie, „markowe" leki.

Obie te sprawy mają wiele cech wspólnych. W obu chodzi o wielkie korzyści, które mogliby uzyskać „słabi" w starciu z potężnymi kapitalistycznymi molochami (w sprawie szczepionek po stronie „słabych" stoją oczywiste argumenty natury moralnej, w sprawie kredytów natury prawnej). W obu sprawach przeszkodą są zasady rynkowe i zawarte umowy. W obu strony mają własne argumenty i twardo ich bronią. I w obu jest ważny czynnik ekonomiczny, którego bojowo nastawieni obrońcy „słabszych" wolą nie zauważać.

Nie będę pisać o tym, kto ma rację. W przypadku franków błędy popełniły obie strony, więc należałoby szukać rozsądnego kompromisu. W przypadku szczepionki oczywisty jest brak winy. Ale w obu sprawach są koszty, które ktoś musi ponieść.

W odpowiedzi na argument o kosztach obrońcy „słabych" odpowiadają, że to kłamstwo. Banki na przewalutowaniu kredytów nie poniosą żadnych strat, bo siedziały na górze pieniędzy, więc teraz wystarczy im oddać te pieniądze po kursie sprzed dekady, a będą miały tyle samo co poprzednio. A firmy farmaceutyczne przecież mają już wiedzę, jak produkować szczepionki, więc nic ich nie kosztuje, że się tą wiedzą podzielą.

Banki miały w Polsce duże zyski, a firmy farmaceutyczne wiele zarobiły na sprzedaży szczepionek krajom zamożnym. Ale nie zmienia to faktu, że banki nie pożyczały „własnych" pieniędzy, tylko należące do ich klientów, a udzielając kredytów we frankach, same musiały się we frankach zapożyczyć (poprzez instrumenty pochodne). A firmy farmaceutyczne wiele już zarobiły na szczepionkach, ale na ich stworzenie wyłożyły miliardy dolarów, które zwykle odzyskują, rozliczając koszty badań podczas ochrony patentowej leków.

Czy można rozwiązać problem frankowy? Tak, ale trzeba dojść do porozumienia, jak rozsądnie podzielić straty (rzecz dotyczy nie tylko frankowiczów i banków, ale też całej gospodarki). Czy można znieść ochronę patentową szczepionek? Tak, ale trzeba (w interesie świata) dojść do ugody w sprawie rozliczenia kosztów rozwoju leków poniesionych przez firmy. Nie ma darmowego lunchu, za każdy ktoś musi zapłacić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA