fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kowal: Klątwa okrągłego stołu

Okrągły stół wraca do łask. Mebel przez lata wyklęty czeka już na swoich nowych rycerzy, którzy z królem Arturem, siedząc wokół, będą szukali po Wielkanocy Świętego Graala.

Ten nasz warszawski okrągły stół zrobiony przez stolarzy z Henrykowa (dzisiaj w granicach miasta) wiąże się też z pewną klątwą. Warto przypomnieć, że kiedy gen. Jaruzelski przedstawiał ideę okrągłego stołu w czerwcu 1988 roku, to chodziło mu głównie o uspokojenie nastrojów po niepowodzeniach opozycji w strajkach wiosennych 1988 roku. Może sam okrągły stół chwały nie zyskał, ale doprowadził władzę do oddania... władzy. Problem tkwił w tym, że stół miał być tylko dekoracją do pozorowanej rozmowy, a skończyło się wielką polityką i płaczem w centrali PZPR. Jaka z tego nauka? Żeby przy siadaniu do okrągłego stołu być szczerym i naprawdę chcieć zawrzeć kompromis. Polska z naszym brakiem kultury kompromisu potrzebuje bardzo, żeby polityczne ustalenia miały u nas trochę lepszą reputację.

Jeśli Polska ma być naprawdę nowoczesna i innowacyjna, to są dwa tematy do szybkiego załatwienia: edukacja i zdrowie. Ostatnie wskaźniki śmiertelności Polaków zaalarmowały polityków – nic tak umysłu nie otwiera jak dobra statystyka. Zdrowie pojawiło się w wystąpieniach na wiecach wyborczych chyba już wszystkich partii. To nieetyczne, że pacjenci chorzy na nowotwory czy choćby cukrzycę nie mogą u nas dostać leków, które w krajach Europy Zachodniej mieliby w ramach ubezpieczenia i które mogą uratować życie. W zasadzie pozostaje tylko jedno pytanie, aktualne zresztą od lat, dlaczego ludzie nie robią większego rabanu o jakość usług medycznych, o kolejki, o dostęp do lekarzy i lekarstw najnowszej generacji. Może co do zasady nie wierzą, że mogłoby być lepiej? Niedawna dyskusja w Polskiej Akademii Nauk, też zresztą wokół okrągłego stołu, z udziałem ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego pokazuje, że wyciąga on wnioski ze stanu, w jakim znalazła się edukacja w Polsce, i stara się nie dopuścić do podobnego kryzysu w służbie zdrowia przy okazji jakichś kolejnych wyborów. Uważne słuchanie tego, co mówił, prowadzi do wniosku, iż minister zdrowia wie, że wyraźna poprawa w służbie zdrowia możliwa jest tylko, jeśli zostanie zagwarantowana ciągłość podejmowanych zmian także po ewentualnej zmianie władzy – to warunek powodzenia jakiejkolwiek poważniejszej reformy. W naszym systemie znaczące zmiany w sposobie finansowania służby zdrowia to jednak decyzja całej Rady Ministrów. Czy minister zdrowia jest w stanie przekonać premiera i partię, zanim protesty narosną? Oby mu się udawało i nie musiał w razie czego w popłochu szukać okrągłego stołu. Wesołego Alleluja!

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA