fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Jan Maciejewski: Życie giełdowej ławicy

AFP
Kiedy Netflix zabiera się za kręcenie filmu o zdarzeniu, które miało miejsce zaledwie kilkanaście dni temu, musi to oznaczać jedno – w tej historii jest coś więcej.

Coś, co wyznacza trendy, jakie obowiązywać będą w przyszłości, albo odwołanie do mitów i toposów, które są w naszej wyobraźni od zawsze. Afera GameStop na amerykańskiej giełdzie spełnia oba te kryteria.

Oto bowiem drobni rynkowi ciułacze, „leszcze", jak sami siebie nazywają, utarli nosa największym graczom z Wall Street. Zagrali przeciwko nim ich własną bronią, agresywną spekulacją i skrajnym ryzykiem. Tamci mogą sobie na to pozwolić, bo są zbyt wielcy, by upaść. Ale tym razem sami zostali ograni, a jednym z głównych narzędzi, jakie do tego posłużyły, była aplikacja o wdzięcznej nazwie RobinHood. Obok nazwy sieci sklepów GameStop, której spekulując akcjami, „leszcze" zagrali na nosie „gigantom", to właśnie imię dobrego banity, zabierającego bogatym i rozdającego biednym, stało się jednym z symboli tej historii. Sherwood na Wall Street? Nic tylko rozstawiać kamery.

Ale to nie wszystko. Pospolite ruszenie małych graczy mogło się skończyć spektakularnym powodzeniem wyłącznie dzięki temu, że – jak twierdzą niektórzy komentatorzy – zadziałali oni na wzór ławicy ryb albo roju pszczół. Przez kilka lat na forach i w mediach społecznościowych wykształcił się ich własny język, kody kulturowe, memy, system wartości. Wspólnotę, która ufa sobie na tyle i na tyle jest siebie również pewna, że wytwarza już nie nawet łączące jej członków więzi, co prawdziwą jedność. Badacze owadów nazywają podobne zjawisko „umysłem roju". Mózgiem kolektywnym, mieszkającym nie w żadnym z pojedynczych ciał, ale w ich masie. Takim, który jest w stanie odbierać i nadawać impulsy do działania szybciej i skuteczniej niż jakikolwiek „umysł pojedynczy". Choćby nawet wsparty radą nadzorczą inwestycyjnego giganta.

XIX wiek należał do fizyki, wiek XX – do chemii, wiek XXI natomiast ma podobno należeć do biologii. Może więc przyjdzie chwila, w której entomolodzy zaczną wyręczać politologów, a „Życie pszczół" czy „Życie mrówek" Maurice'a Maeterlincka zastąpi podręczniki do wiedzy o społeczeństwie. Ale tego już z filmu Netflixa raczej się nie dowiemy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA