fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Mariusz Cieślik: Tarantino i brązownicy

Shutterstock
Pamiętam, jak w latach 90. poszukiwano polskiego Quentina Tarantino. Bez rezultatu. Żeby taki talent mógł się realizować, potrzebna jest nie tylko umiejętność żonglowania filmowymi konwencjami, ale też pełna swoboda twórcza. A tej w naszym kinie nie ma, nie było i nie będzie.

W Polsce taki film jak „Pewnego razu w Hollywood” powstać by nie mógł. Nawet nie dlatego, że epatuje przemocą, po prostu żaden producent nie zgodziłby się, aby historię zabójstwa Sharon Tate opowiedziano w taki właśnie sposób, jak zrobił to Tarantino. Z jednej strony blisko realiów, z drugiej jest to przecież historia alternatywna.

Odważna i uczciwa filmowa biografia w Polsce nie występuje. No chyba że mówimy o postaci historycznej, która nie ma żadnej żyjącej rodziny.

Dlaczego tak się dzieje? Powody są dwa: finansowy i prawny. Nikt w Polsce w imię prawdy i wartości artystycznej nie będzie ryzykował pieniędzy. Bo też i te pieniądze są w kinie – w porównaniu z amerykańskimi – żadne. To dlatego nie powstanie film o Annie Przybylskiej, którego produkcja była już przygotowana. Projekt zablokowała rodzina aktorki. To dlatego biograficzne filmy, skądinąd całkiem udane, o Michalinie Wisłockiej i Zbigniewie Relidze są w zasadzie laurkami. A gdy, nie daj Boże, zdarzy się sytuacja niepochlebnego pokazania rzeczywistej postaci, może się to skończyć jak w przypadku „Jesteś Bogiem”. Drugoplanowy bohater opowieści o liderze Paktofoniki zablokował dystrybucję filmu w kinach.

Czy to samo uda się Bartłomiejowi Misiewiczowi w przypadku „Polityki”? Przekonamy się wkrótce. Owszem, Patryk Vega to dość obrzydliwy typ, który swojego bohatera atakował publicznie w wyjątkowo chamski sposób, jednak wstrzymanie dystrybucji to cenzura prewencyjna. Czyli coś, co zdarzać się nie powinno. I w Ameryce się nie zdarza, bo to kraj prawdziwej wolności.

Dlatego nie liczmy na uczciwe biografie – ani te filmowe, ani te książkowe, bo tu kurs wyznaczyła rodzina Ryszarda Kapuścińskiego procesująca się z wydawcą i autorem opowieści o autorze „Cesarza”. Nikt w imię prawdy, ale też stosunkowo niewielkich zysków nie będzie ryzykował procesów. Za to zawsze możemy w Polsce liczyć na brązowników, jak ich nazwał Boy, którzy wielkościom będą stawiać nieskazitelne pomniki.

Autor jest zastępcą dyrektora Programu III Polskiego Radia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA