fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Jan Zielonka: Ciemne strony demokracji

Sama Bruksela gości tysiące lobbystów i co jakiś czas wychodzą na jaw przykłady faworyzowania różnych firm. Niedawny przegląd instytucji unijnych wykazał, iż połowa osób tam zatrudnionych nie zna podstawowych reguł etycznych UE.
adobestock
Polityczne kumoterstwo jest odwieczną chorobą demokracji, lecz obecnie przybiera ona w Europie monstrualne rozmiary. Jeśli nie zaczniemy jej leczyć, to demokracja umrze.

W większości krajów europejskich dystrybucja dóbr publicznych faworyzuje ludzi blisko władzy. Korupcja to tylko ekstremalny przejaw tego zjawiska. Problem w tym, że zasada, iż w demokracji każdego traktuje się równo, jest nagminnie łamana. Przyjaciele polityczni danego rządu mają różne przywileje. Co gorsza, Unia Europejska z tym problemem sobie nie radzi, a czasem nawet sprzyja jego pogłębieniu. To tezy nowej książki Aliny Mungiu-Pippidi z berlińskiej uczelni Hertie School of Governance.

Unijne statystyki pokazują, iż opinia publiczna podziela wyniki badaczki. Dwie trzecie Europejczyków uważa, że korupcja jest powszechna w ich kraju. Zważywszy, iż w krajach skandynawskich te dane wyglądają dużo lepiej, reszta Europy i jej demokracje są postrzegane jako centrum obrotu brudnych pieniędzy. Według sondaży najbardziej skorumpowane instytucje to partie polityczne. Patologie są również dostrzegane w sferze biznesu. Nawet w Niemczech ponad połowa badanych przedsiębiorców uważa, iż kontrakty państwowe są ustawiane. We Francji przedsiębiorcy narzekają na nepotyzm i preferowanie firm dotujących partie.

Jeśli chodzi o wypaczenia w zarządzaniu mieniem publicznym, to granica między nowymi i starymi członkami UE jest dość płynna. Ponad 50 proc. ankietowanych w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii i Francji uważa, iż układy polityczne są największym atutem w działalności biznesowej. W Indeksie Percepcji Korupcji oraz Indeksie Rzetelnego Zarządzania Estonia znajduje się na lepszym miejscu niż Francja. Najgorzej w statystykach wypada południe Europy.

Społeczne odczucia to jeszcze nie fakty, lecz trudno ignorować powszechne rozczarowanie systemem, który nagradza politycznych przyjaciół, ignorując wszystkich innych. Pod hasłami walki z korupcją wybory wygrywają populiści. Jednak w państwach, gdzie rządzą populiści, afery korupcyjne nie ustają, przyjazne politycznie firmy wciąż prosperują, a pranie pieniędzy jest nagminne.

UE ma rozbudowany program antykorupcyjny, ale obejmuje on głównie kraje spoza Unii, na dodatek jest on niewydolny. Sama Bruksela gości tysiące lobbystów i co jakiś czas wychodzą na jaw przykłady faworyzowania różnych firm. Niedawny przegląd instytucji unijnych wykazał, iż połowa osób tam zatrudnionych nie zna podstawowych reguł etycznych UE.

Demokracja to nie tylko rytuał wyborczy. To również skuteczny i bezstronny system zarządzania dobrem publicznym. Polityczne kumoterstwo jest odwieczną chorobą demokracji, lecz obecnie przybiera monstrualne rozmiary. Jeśli nie zaczniemy jej leczyć, to demokracja wkrótce umrze.

Mówienie o etyce, równości i rządach prawa nie wystarczy. Potrzebna jest mobilizacja społeczna przeciwko politycznym układom z biznesem. Potrzebna jest też jawność procesu podejmowania decyzji, zwłaszcza tych, w których chodzi o publiczne kontrakty. Potrzebne jest odpolitycznienie administracji i służby cywilnej. Potrzebne są wolne media i niezawisłe sądy. Trzeba zrozumieć, że korupcja polityczna jest problemem społecznym dotykającym wielu z nas.

Autor jest profesorem studiów europejskich na Uniwersytecie w Oksfordzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA