fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Studenci: elektroniczny indeks i wirtualny dziekanat to na wielu uczelniach fikcja

Fotorzepa/Dominik Pisarek
Choć wiele szkół wyższych wprowadziło e-indeksy, przed dziekanatami wciąż stoją kolejki. O ważnych rzeczach żacy dowiadują się z kartek na drzwiach.

60 proc. badanych przez Niezależne Zrzeszenie Studentów nadal nie ma dostępu do elektronicznego indeksu, choć uczelnie mają możliwość ich wykorzystywania już dziesięć lat. Większość szkół wyższych posługuje się elektronicznymi systemami obsługi uczelni (jak USOS, Wirtualna Uczelnia, Wirtualny Dziekanat), jednak nadal nie są dostosowane do potrzeb studentów. Tak wynika z opublikowanego przez NZS raportu.

– Prócz podstawowego braku dostępu do indeksów studenci zmagają się z utrudnionym kontaktem z wykładowcami oraz niską dostępnością materiałów dydaktycznych. Wprowadzenie na uczelnie internetowych systemów, niestety, nie uprościło studentom życia – komentuje Krzysztof Białas, wiceprzewodniczący ds. studenckich.

– Wiele zależy od uczelni. Prawo pozostawia szkołom wyższym wiele swobody w organizacji dokumentacji dotyczącej przebiegu studiów. Uczelnie rozbudowują zatem systemy informatyczne, które są przez nie użytkowane, i dostosowują do swoich potrzeb albo mają swoje własne systemy – tłumaczy dr hab. Katarzyna Górak-Sosnowska, prezes Stowarzyszenia Forum Dziekanatów.

Lepiej w okienku

Aż 46 proc. studentów badanych przez NZS jest niezadowolonych z funkcjonowania wirtualnego dziekanatu na swojej uczelni. Lepszego zdania są o stacjonarnej formie dziekanatu. 60 proc. ankietowanych oceniło go pozytywnie. Aż dwie trzecie respondentów uważa, że systemy elektroniczne powinny się zmienić. Według nich nie mają wielu ważnych funkcji. Często np. nie ma możliwości składania wniosków o stypendium rektora lub socjalne czy o miejsce w domach studenckich.

– Do tej pory ograniczały nas wymogi kodeksu postępowania administracyjnego. Po wejściu w życie nowego prawa o szkolnictwie wyższym część decyzji wydawanych na uczelni utraciło status decyzji administracyjnej. Dzięki temu więcej spraw będzie można załatwić przez uczelniany system – mówi dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano z ruchu Obywatele Nauki.

Mało popularne

Studenci wciąż dowiadują się o sprawach, które ich dotyczą, w mniej wygodny dla nich sposób, np. o odwołaniu wykładu z kartki na drzwiach auli.

– Stworzenie mobilnej aplikacji systemu i wprowadzenie opcji powiadomień push na wzór portali społecznościowych rozwiązałoby problem – mówi Krzysztof Białas.

Z tym jednak są kłopoty. Ponad połowa studentów twierdzi, że nie istnieje aplikacja mobilna dla elektronicznego systemu ich uczelni. Tylko co czwarty ma dostęp do takiego rozwiązania na smartfonie, a połowa i tak nie używa mobilnej aplikacji.

– Uczelnia sama musiałaby stworzyć taką aplikację. Nie każda ma takie możliwości finansowe i chęci – mówi dr hab Katarzyna Górak-Sosnowska.

– Jednak utrzymywanie tradycyjnych dziekanatów też kosztuje. Środki zainwestowane w rozwój systemów szybko się zwrócą – zauważa dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano.

Studenci (50 proc. badanych) twierdzą też, że nauczyciele akademiccy nie korzystają z możliwości kontaktu przez system informatyczny.

– Student, o ile nie studiuje online, powinien przychodzić na zajęcia. Wykładowcy są przecież dostępni przed wykładami i na dyżurach. Niektórzy bardziej korzystają z nowych technologii, a inni mniej – tłumaczy Górak-Sosnowska.

Nauka online

Choć studenci nie są zadowoleni z przebiegu cyfryzacji na uczelniach, coraz więcej szkół wyższych decyduje się pójść znacznie dalej niż wprowadzenie e-indeksów czy elektronicznych systemów obsługi uczelni. Oferują studia online.

– Jeżeli pozwala na to specyfika kształcenia na określonym kierunku, część efektów uczenia się objętych programem studiów może być osiągnięta w ramach zajęć prowadzonych metodą kształcenia na odległość – mówi Katarzyna Zawada, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Szczegółowe warunki prowadzenia takich zajęć zostały określone w przepisach rozporządzenia w sprawie studiów. Zgodnie z jego przepisami liczba punktów ECTS w kształceniu na odległość nie może być większa niż 50 proc. liczby punktów koniecznej do ukończenia studiów na danym poziomie.

– Punkt ECTS mierzy nakład pracy studenta. Nie ma ustalonego algorytmu przeliczania punktu na godziny pracy. Żeby dobrze ocenić kształcenie online, trzeba najpierw poznać sposób organizacji zajęć – wyjaśnia prof. Krzysztof Diks, przewodniczący Polskiej Komisji Akredytacyjnej. I dodaje, że dobre kształcenie online nie polega tylko na udostępnianiu materiałów przez internet. Trzeba mieć bardzo dobrze przeszkoloną kadrę i zapewnić pełną komunikację studentów z nauczycielami.

Warunkiem prowadzenia studiów online jest także to, by studenci mieli możliwość osobistych konsultacji z nauczycielami akademickimi i innymi osobami prowadzącymi zajęcia w siedzibie uczelni lub w jej filii. Zaliczenia i egzaminy także muszą być przeprowadzane w tradycyjnej formule.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA