fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Nie tylko w Hawanie. Nieznośny ból głowy

Ambasada USA w Hawanie
Ambasada USA w Hawanie
AdobeStock
Dyplomaci i szpiedzy amerykańscy, którzy nabawili się tajemniczej choroby, mają uzyskać wsparcie finansowe.

Senat zatwierdził projekt ustawy o odszkodowaniu dla pracowników rządowych, którzy doznali uszczerbku na zdrowiu w wyniku tajemniczych incydentów na placówkach zagranicznych. Chodzi o pracowników wywiadu i dyplomatów, którzy będąc na misjach – m.in. w Chinach, na Kubie i w Rosji – słyszeli niezidentyfikowane szumy i dźwięki, a potem cierpieli na bóle głowy, bezsenność, krwotoki z nosa, utratę pamięci czy zaburzenia wzroku.

Pierwsze doniesienia pochodzą od dyplomatów oraz pracowników CIA pracujących w Hawanie w 2016 r., choć niewykluczone, że mogły mieć miejsce też wcześniej. Skarżyli się na zawroty, mdłości i chroniczne bóle głowy, określane potem jako syndrom hawański. U niektórych te objawy trwały latami.

Podobne stany chorobowe potem zaczęli zgłaszać Amerykanie na placówkach w Chinach oraz w różnych miejscach Europy i Azji. Początkowo objawy te pozostawały niezdiagnozowane, uznawane były za tajemniczą chorobę dyplomatów.

Z raportu National Academy of Sciences wynika, że przyczyną tych dziwnych symptomów mogła być broń mikrofalowa, ale nie zostało to potwierdzone przez rząd amerykański. Niektórzy są przekonani, że Rosja jest odpowiedzialna za co najmniej część z tych ataków, czemu ona zaprzecza. Głośnym przypadkiem była sprawa 48-letniego Marca Polymeropoulosa, agenta CIA, który brał udział w tajnej operacji przeprowadzanej w Rosji i na terenie Europy. W grudniu 2017 r. doznał silnych zawrotów głowy w moskiewskim hotelu, a potem cierpiał na wyczerpujące migrenowe bóle, które zakończyły jego karierę w wywiadzie.

Za czasów Donalda Trumpa większość pracowników amerykańskiej ambasady na Kubie została sprowadzona do USA, a administracja ostrzegała podróżujących do tego kraju o „atakach" na Amerykanów. Prezydent Trump wydalił też 15 kubańskich dyplomatów z Waszyngtonu i wszczął śledztwo.

Nie był jednak tak stanowczy wobec przypadków odnotowanych w Chinach, mimo że amerykańscy pracownicy rządowi tam stacjonujący skarżyli się na dokładnie takie same objawy jak ich koledzy z Hawany. Ewakuowano kilkunastu z nich do Stanów, ale ich problemy określono jako „incydenty zdrowotne", a nie „ataki na ich zdrowie". W rezultacie pracownicy z Kuby otrzymali płatne urlopy, ci z Chin – musieli przejść na bezpłatne chorobowe i przez dłuższy czas walczyli o świadczenia. Nie było dochodzenia w sprawie incydentów w Chinach, a administracja zignorowała podejrzenia, że może chodzić o celowe działanie.

Krytycy przypuszczają, że pracownicy rządowi z Kuby zostali inaczej potraktowani ze względów politycznych i Trump zbagatelizował przypadki chińskie i rosyjskie ze względu na chęć wzmocnienia relacji z tymi krajami. W przypadku Kuby natomiast dążył do odwrócenia wprowadzonego przez Baracka Obamę ocieplenia.

Zatwierdzona ustawa przewiduje rekompensatę pieniężną za uszczerbek na zdrowiu dla pracowników i ich rodzin, pozwala na zgłaszanie tego rodzaju incydentów do Kongresu i obejmuje też poszkodowanych na terenie Stanów Zjednoczonych. Bo chociaż większość z ponad 130 przypadków odnotowano za granicą, co najmniej dwa pochodzą jednak z USA. Obecnie są poddawane analizie.

– Ci pracownicy powinni być traktowani tak samo jak żołnierze, którzy doznali uszczerbku na zdrowiu na polu walki. Jest niedopuszczalne, że niektórym odmówiono pomocy medycznej – powiedziała senator Susan Collins, autorka projektu ustawy, który w najbliższych tygodniach trafi pod głosowanie w Izbie Reprezentantów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA