fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Goliszewski kontra Michnik, dlaczego paragraf 212

www.sxc.hu
Jeśli prezes BCC wytacza dziennikarzom „Gazety Wyborczej" proces karny, a nie cywilny, to publikacje gazety musiały dotknąć go do żywego, i chce dotkliwej sankcji — to zgodna opinia prawników.

Tym bardziej, że nie tylko środowisko dziennikarskie od lat walczy aby nie było sankcji karnych za słowa, taki jest też trend europejski.

O doktoracie Marka Goliszewskiego, prezesa Business Center Club, stało się głośno dwa lata temu, kiedy zarzucono mu publicznie plagiat i niski poziom pracy, o czym szeroko pisała „Gazeta Wyborcza”. Goliszewski pracę obronił na Uniwersytecie Warszawskim, ale rada Wydziału Zarządzania odmówiła przyznania mu tytułu o co nadal się stara.Teraz ogłosił, że oskarża o zniesławienie (na podstawie art. 212 kodeksu karnego), dziennikarzy „GW” Jacka Żakowskiego, Agnieszkę Kublik i Adama Michnika.

- Zawsze broniłem prawa dziennikarzy do krytyki, nie można jednak mówić o wykonywaniu mandatu społecznego przez redaktorów, którzy rozgłaszają nieprawdziwe i godzące w dobre imię zarzuty. Żakowski i Kublik, oskarżyli mnie de facto o przekupstwo i niską jakość rozprawy, oraz plagiat, mimo, że praca była poddana testom antyplagiatowym - pisze Goliszewski. Wina red. Michnika polegać miała na tym, że nie dopilnował tekstów, że „zezwolił na wypływ nienawiści". Najciekawsze jest to, dlaczego Goliszewski występuje nie z procesem cywilnym o ochronę dobrego imienia, ale na ścieżkę karną, z osławionym art. 212. Co to może znaczy, pytamy praktyków sądowych.

- W procesie cywilnym powód musi wykazać jedynie fakt naruszenia dóbr osobistych, co czyni przez załączenie inkryminowanych artykułów, i opisanie w jaki sposób naruszają jego dobra - wskazuje adwokat Krzysztof Czyżewski. - Naruszyciel musi zaś wykazać, że jego działanie nie było bezprawne, że kierował się np. interesem społecznym.

Potwierdza to adwokat Jerzy Naumann: - W sprawie o ochronę dóbr osobistych sytuacja powoda jest komfortowa, bo to pozwani dziennikarze muszą wykazać, że napisali prawdę. W procesie karnym jest dokładnie odwrotnie: to oskarżyciel prowadzi dowody, czym dąży do przekonania sędziego, że zaszło przestępstwo umyślnego opublikowania wiadomości nieprawdziwych.

- Na początku sprawy można tylko powiedzieć, że oskarżyciel ma pod górę i to wcale nie dlatego, że stawia w oskarżenie bardzo znanych dziennikarzy (choć też i z tej przyczyny), ale z powodów najlepiej znanych samemu autorowi spalonej dysertacji doktorskiej - dodaje mec. Naumann.

Zdaniem adwokata Zbigniewa Krügera z Poznania, ważnym argumentem za wyborem procesu karnego jest zapobieganie wtórnego pokrzywdzenia (wiktymizacji). Proces o ochronę dóbr osobistych toczy się co do zasady jawnie, a trwając długo daje okazję do przypominania tez spornych publikacji. W przypadku postępowania karnego z art. 212 k.k., proces toczy się z wyłączeniem jawności, a pokrzywdzony może woleć, by sprawa biegła po cichu i z dala od fleszy. W odbiorze społecznym może jeszcze pokutować pogląd, że skazujący za zniesławienie wyrok sądu karnego realizuje poczucie sprawiedliwości, piętnuje i stygmatyzuje sprawcę, ma wymiar symboliczny - dodaje mec. Krüger. - Abstrahując od słuszności takiej tezy uważam, że właśnie ten wymiar symboliczny przemawia za rezygnacją z tego środka. Nie można pozwolić, aby za słowo, groziła odpowiedzialność karna. Nawet 20 lat po upadku komunizmu, stosowanie takich sankcji budzi złe skojarzenia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA