fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Epidemia strachu a intersubiektywne zwalczanie praw i wolności

Koronawirus
Koronawirus
AdobeStock
W wielu książkach i filmach, odnoszących się do niedalekiej przyszłości, demokratycznie wybrana władza, wykorzystując sytuację kryzysową, ogranicza podstawowe prawa i wolności człowieka.

Właściwie nie ma co stawiać pytania, czy w Polsce, w związku z epidemią strachu, ograniczane są nasze prawa i wolności? W sprawie tej polski rząd, nie przestrzegając zamkniętego katalogu źródeł prawa, wprowadzając godziny policyjne, kwarantanny narodowe, decyzje smsowe, działa z konsekwencją zatwardziałego „delikciarza" konstytucyjnego. W sprawie tej wypowiadały się już wielokrotnie autorytety prawnicze, a władza była krytykowana przez RPO.

Pytanie należy zadać inne. Dlaczego władza, posiadająca większość sejmową do zmiany każdej ustawy oraz do odrzucenia każdej poprawki Senatu, woli zwalczać Covid-19 za pomocą rozporządzenia Rady Ministrów, bardzo często z naruszeniem z naruszeniem fundamentalnych przepisów Konstytucji RP, w tym (zasady praworządności), (wolności przemieszczania się) upoważnienia do wydawania rozporządzeńlub wręcz za pomocą „prawa powielaczowego" (nazwa pochodzi od urządzenia, używanego między w PRL do kopiowania pism okólnych ministrów)?

Czytaj także:

Prawo karne w pandemii - "konieczne nowelizacje" 2020 roku

Prawo medyczne w 2020 roku

Pandemiczny obraz postępowania cywilnego w 2020 roku

Zmiany w prawie pomocy społecznej w 2020 roku

Prawa człowieka w 2020 roku

Większość ludzi sądzi, że rzeczywistość jest obiektywna lub subiektywna i nie ma trzeciej możliwości. Tymczasem zjawiska zachodzące na świecie można podzielić na obiektywne, subiektywne i intersubiektywne. Zjawiskiem obiektywnym jest na przykład to, że Ziemia krąży wokół Słońca. Zjawisko subiektywne związane jest z tym, w co dana osoba wierzy – na przykład odchodzący prezydent USA Donald Trump, jak się wydaje, wierzy, że nie istnieje efekt cieplarniany.

Czym zatem jest zjawisko intersubiektywne? Jest to na przykład wypowiedź, której funkcja nie polega na opisywaniu rzeczywistości, ale na stwarzaniu, generowaniu pewnych stanów rzeczy. Intersubiektywność to problem z pewnością filozoficzny, ale i fundamentalny dla życia społecznego. Zjawisko intersubiektywne to jest bowiem coś, w co wierzy wystarczająca liczba członków danej społeczności, większość lub nawet wszyscy. Istnienie zjawisk intersubiektywnych uzależnione jest od wiary, czyli często nie ma nic wspólnego ze zjawiskami obiektywnymi. Mówimy, że wierzymy w Boga, pokładamy wiarę w prawie, wierzymy w wartość nabywczą franka szwajcarskiego lub ideologię nacjonalistyczną.

Także z podanych powyżej powodów, kreowanie zjawisk intersubiektywnych jest wykorzystywane w polityce, przykład: „Make America Great Again". Nie ma też większych wątpliwości, iż szczególnie sprawni w generowaniu najbardziej abstrakcyjnych zjawisk intersubiektywnych, na naszym politycznym grajdołku, są politycy: „polska w ruinie", „kult żołnierzy wyklętych", „ideologia LGBT", „veto albo śmierć". Naprawdę czytając niektóre hasła polityków w mediach społecznościowych trudno jest mi uwierzyć, że zdanie „I żadne płacze i żadne krzyki nie przekonają nas, że białe jest białe a czarne jest czarne", było faktycznie lapsusem językowym.

Wydawać się przy tym by mogło, że przy zwalczaniu epidemii Rząd oraz politycy powinni odejść od pokus związanych z kreowaniem abstrakcyjnych zjawisk interdyscyplinarnych. Dlaczego? Dlatego, że przepisy prawa sanitarnego, w odróżnieniu od całych gałęzi prawa, które faktycznie operują na poły legendarnymi i mitycznymi terminami, jak spółki prawa handlowego, mają bardzo dużo wspólnego z rzeczywistością – udowodniono bowiem, że świat mikrobiologii naprawdę istnieje – chociaż nie można go dostrzec gołym okiem.

Polski rząd, przy epidemii Covid-19, czyli klasycznym przykładzie działań wprowadzanych na fali strachu, nie oparł się oczywiście pokusie ich prowadzenia przy zastosowaniu technik kreowania abstrakcyjnych zjawisk interdyscyplinarnych. Jak to działa? Weźmy na celownik ostatni przykład zaszczepienia się kilku bardziej znanych osób przeciwko Covid-19.

Polski rząd „ogłasza" na stronach www „Narodowy Program Szczepień przeciw COVID-19". Jak czytamy w dokumencie Program „służy zaplanowaniu działań, które mają zagwarantować przeprowadzenie bezpiecznych i skutecznych szczepień wśród obywateli Polski [podkreślenie – aut.]. (...) Podstawowym celem (...) jest dostarczenie szczepionek: (...) w wystarczającej ilości, w najkrótszym czasie, darmowych, dobrowolnych, łatwo dostępnych".

Po akcie „przyznania" się kilku osób do faktu przyjęcia pierwszej dawki szczepionki, przedstawiciele rządu, wprowadzając przy tym typowy chaos informacyjny, grzmią i straszą w mediach społecznościowych o: „szkodzeniu Narodowemu Programowi Szczepień", „wymiarze etycznym" sprawy, „kontrolach", „osobach szczepionych wbrew zasadom", które to zasady „są jasne i klarowne!". Nie, nie są jasne i klarowne, co więcej są kolejnym owocem zatrutego drzewa. W państwie prawa, nawet prywatna korporacja nie może sobie dowolnie regulować zasad szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym, bo może zostać posądzona o nierówne traktowanie swoich pracowników. Tymczasem Program stanowi typowy przykład „prawa powielaczowego", a jego „ogłoszenie" następuje w całkowitym oderwaniu od zamkniętego katalogu źródeł prawa w Polsce, jak również z naruszeniem art. 4 (programy zapobiegania i zwalczania zakażeń lub chorób zakaźnych) lub 17 (obowiązkowe szczepienia ochronne) ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Motyw intersubiektywny Programu, kryje się już w słowie „Narodowy", to jest w nazwie samego Programu. Zresztą wyraz ten wraz ze skierowaniem Programu tylko i wyłącznie do obywateli stanowi kolejne naruszenie ustawy „zakaźnej" (ustawa zwalnia z obowiązku poddawania się szczepieniom ochronnym jedynie osoby czasowo przebywające na terytorium RP).

Stosowana jest również zasada marchewki: „Rodzice wcześniaków zostają włączeni do szczepień na etapie 0". Na jakiej podstawie prawnej? Nie wiadomo, albowiem Program, z prawnego punktu widzenia, ma wartość niższą niż społeczna lista do szczepienia, której rodowód, podobnie jak prawo powielaczowe, sięga PRL-u.

dr Michał Rudy, prawnik, radca prawny, Uniwersytet SWPS, wspólnik w Kancelarii Prawnej Result Witkowski Woźniak Mazur i Wspólnicy Spółka Komandytowa

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA