fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Przykre konsekwencje przekroczenia unijnego limitu deficytu

Adobe Stock
Jeśli luka w finansach publicznych przebije granicę 3 proc. PKB, Bruksela zacznie patrzeć nam na ręce, zapewne wzrosną podatki, a oceny naszej wiarygodności kredytowej mogą spaść.

Premier Mateusz Morawiecki zapewnia, że rząd będzie się starał, by w efekcie realizacji „piątki" PiS deficyt nie wzrósł powyżej 3 proc. PKB. Dlaczego ten poziom jest tak istotny i co się stanie, jeśli jednak go przekroczymy?

Według paktu stabilizacji i wzrostu kraje należące do Unii Europejskiej zobowiązane są do utrzymywania stabilności finansów publicznych. Jednym z kryteriów tej stabilności jest właśnie deficyt na poziomie niższym niż 3 proc. Przekroczenie tej granicy oznacza, że na forum unijnym rusza proces oceny, czy stabilność została naruszona.

– Nie jest to automatyczna decyzja. Rozważana jest skala przekroczenia, czy jest to sytuacja przejściowa czy długotrwała, czy doszło do tego w warunkach dobrej koniunktury czy spowolnienia itp. – opisuje Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku.

Jeśli ocena jest negatywna, dane państwo obejmowane jest procedurą nadmiernego deficytu. Oznacza to, że rząd musi przygotować program naprawczy, którego efektywność jest oceniana przez Komisję Europejską. – Taka procedura to nie koniec świata, w dotychczasowej historii UE nałożono ją na prawie wszystkie kraje, z wyjątkiem Estonii i Szwecji – przypomina Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA. – Ale niesie przykre konsekwencje dla polityki państwa i społeczeństwa. Z jednej strony Bruksela uważanie patrzy na ręce i działania danego rządu, a wszelkie większe decyzje trzeba z nią konsultować. Z drugiej zaś konieczność redukcji deficytu zwykle oznacza cięcia w wydatkach i wzrost podatków – wyjaśnia Mrowiec.

Polska przechodziła przez procedurę nadmiernego deficytu dwukrotnie: w latach 2004–2008 oraz 2009–2015. Rekordowo dużą lukę w polskich finansach publicznych odnotowaliśmy w 2009 r. oraz 2010 r. – 7,3 proc. PKB. Rząd prowadził wówczas bolesną dla Polaków politykę zaciskania pasa. Przykładowo wzrosły stawki VAT z 22 do 23 proc., likwidowane były preferencje (np. dla samochodów „z kratką", ulga na dzieci), zamrożone zostały płace w budżetówce, ograniczano inwestycje publiczne, ruszył proces demontażu OFE itp. Na kilka lat zapanowała atmosfera kryzysu w finansach publicznych i imposybilizmu rządu, zwłaszcza w zakresie działań prospołecznych i prorozwojowych.

W 2015 r. procedura została z nas zdjęta, a ówczesny minister finansów Mateusz Szczurek mówił, że oznacza to dla Polski „koniec ze specjalnym nadzorem" i „symboliczny koniec awaryjnego trybu zarządzania finansami publicznymi".

Polska wyszła z procedury po sześciu latach, a co się dzieje, jeśli jakiś kraj permanentnie nie stosuje się do unijnych wymogów? Tu Bruksela może sięgnąć po surowsze sankcje – kary finansowe i odcięcie od funduszy spójności. Jednak dotychczas ta najcięższa broń nie została jeszcze nigdy użyta, choć niektóre kraje tolerowały wysoki deficyt przez wiele lat.

Unijna procedura to niejedyne konsekwencje nadmiernego deficytu. – Decyzje na forum UE zapadają z pewnym opóźnieniem, a szybciej na nadmierne rozluźnienie fiskalne reagują rynki finansowe – zauważa Marcin Mrowiec.

Negatywne oceny stanu finansów publicznych przez inwestorów znajdują odzwierciedlenie w wahaniach na rynkach walutowych czy rynkach długu. A inaczej mówiąc, złoty może się osłabić, a rentowność polskich obligacji wzrosnąć, w efekcie czego rośnie poziom długu i koszty obsługi zadłużenia.

– Zbyt wysoki deficyt rodzi też ryzyko obniżenia oceny wiarygodności kredytowej państwa przez agencje ratingowe – zauważa Piotr Bartkiewicz. A to także oznacza, że państwo musi płacić za swój dług. Ciekawe, że w najbliższy piątek wieczorem swoją decyzję w sprawie przeglądu polskiego ratingu ogłosić ma agencja Fitch. Na razie nikt nie przewiduje, by obniżyła nam ocenę z powodu „piątki" PiS.

Deficyt ponad 3 proc. PKB to nie katastrofa, nie oznacza, że dany kraj traci natychmiast wiarygodność finansową, że pojawiają się jakieś problemy z wypłacalnością i regulowaniem zobowiązań wobec obywateli i inwestorów, że staje się niechcianym członkiem UE. Jednak każdy rząd musi pilnować, by finanse publiczne były zdrowe, tak by nie powtórzył się scenariusz grecki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA