fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Głupio trzymać kciuki za własną klęskę

Robert Gwiazdowski
Fotorzepa/Robert Gardziński
„Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju" przedstawiony przez wicepremiera Morawieckiego wywołał falę krytyki, z którą może się równać jedynie fala entuzjazmu z drugiej strony sceny politycznej.

Krytyka połączyła nawet profesorów Balcerowicza i Kołodkę. To chyba pierwszy przypadek, że są w czymś zgodni. Może to świadczyć, że z planem Morawieckiego jest coś na rzeczy i rzeczywiście jest on taki zły albo może... taki dobry.

W pierwotnej wersji planu widać było „sznyt" korporacyjny – zamiast rozległych opisów, jak w „Strategii Polska 2030" przygotowanej przez zespół ekspertów Boniego dla rządu Tuska, znalazły się obrazowe slajdy z wpadającymi w pamięć nazwami dla poszczególnych projektów: „Batory" czy „Enigma". Widać, że w opracowaniu pomagali jacyś „konsultingowcy" – sądząc po architekturze slajdów, można nawet poznać którzy.

Zarzuty stawiane Morawieckiemu można podzielić na „miękkie" (nic z niego nie wynika, zawiera niewiele znaczące ogólniki) i „twarde" (wiedzie do katastrofy ekonomicznej państwa).

Zachwyty opierają się z kolei głównie na przeświadczeniu, że plan jest wspaniały – bo jest „nasz", a „ich" krytyka „naszego" planu jest najlepszym dowodem jego doskonałości.

Niektóre zarzuty „miękkie" są uzasadnione. Ale... takie same można postawić strategiom rozwojowym większości największych spółek świata przedstawianym ich akcjonariuszom. Nawet Apple'a.

Wszystkie zarzuty „twarde" są zdecydowanie przedwczesne, gdyż dopiero na poziomie operacyjnym będzie się rozstrzygało, jaką treścią poszczególne hasła zostaną wypełnione i jakie mogą być tego konsekwencje.

Jak chcemy coś zrobić – a chyba zgadzamy się, że trzeba – to, po pierwsze, musimy mieć strategię. No i można powiedzieć, że mamy. Ale, po drugie, potrzebna jest taktyka – jak realizować strategię. Po trzecie, trzeba mieć ludzi, którzy ją zrealizują. I z taktyką, i z ludźmi może być problem. Bo ci, którzy wiedzą, jaką taktykę zastosować do zrealizowania przyjętej strategii, są podejrzani – skąd oni to wiedzą?

Rynek działa lepiej od państwa. Z interwencjonizmem jest jak z podatkami według Saya – nie ma dobrych, są tylko złe, ale wśród tych złych jedne są gorsze od drugich. Skoro państwo musi „interweniować", bo tak chcą wyborcy, może to robić lepiej – wówczas czyni mniej szkód, albo gorzej – i wówczas czyni szkód więcej.

Na poziomie strategii przedstawionej przez Morawieckiego widać chęć, by państwo interweniowało lepiej. Ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Głupio jest jednak trzymać kciuki – jak niektórzy czynią – żebyśmy do tego piekła trafili.

Autor jest profesorem Uczelni Łazarskiego i adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA