fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Unijna kasa na bocznym torze

123RF
Nasze problemy z modernizacją linii kolejowych jak w soczewce skupiają się na linii Rail Baltica. Są lepiej widoczne, bo tej inwestycji o znaczeniu ponadregionalnym wnikliwie przyjrzał się NIK.

Z kolejami zawsze był jakiś kłopot. Drogi buduje się jakoś łatwiej, choć oczywiście i tu problemów nie brakuje. Ale oceniając efekty, drogowcy są jakoś bardziej skuteczni. Może dlatego, że znaczącą część inwestycji realizują od zera, a kolejarze zajmują się głównie przebudową tego, co już jest – nowych linii praktycznie się nie buduje. A jak wiadomo, czasem łatwiej jest coś zburzyć i postawić na nowo, niż poprawiać to, co jest. A Najwyższa Izba Kontroli dobija PKP PLK stwierdzeniem o braku spójnej koncepcji modernizacji całości linii E 75 na terenie Polski, przez co powtarzano część prac, niepotrzebnie za nie płacąc. Takie działania, poza wzrostem kosztów, przekładają się także na opóźnienia realizacji inwestycji.

Ale nie ma się co pastwić nad Rail Baltica, której modernizacja mozolnie posuwa się w stronę Białegostoku. Bo to tylko fragment większej całości. W 2018 r. kolejarze zdążyli wydać na remonty mniej niż 10 mld zł. W 2019 r. miało to być ok. 12 mld, ale prawdopodobnie nie uda się wydać tych pieniędzy, bo inwestycje mają wielomiesięczne opóźnienia. Zgodnie z Krajowym Programem Kolejowym do 2023 r. do wydania mamy 66 mld zł, tymczasem do tej pory udało się „przepracować" niespełna 34 mld zł.

Oczywiście jest się z czego cieszyć, ale wciąż nie wiadomo, czy uda się wykorzystać wszystkie środki z UE. A przede wszystkim, czy będzie komu za te prace zapłacić, bo wiele firm z branży ma kłopoty z powodu niedoszacowanych kontraktów, do których – podobnie jak w przypadków dróg – niejednokrotnie będą musiały dopłacać. Zdaniem branży nawet jeśli nie dojdzie do spektakularnych upadłości (a taką niedawno ogłosił np. Energopol Szczecin), to i tak możliwości działających w kraju firm to kontrakty warte 10 mld zł rocznie. Tymczasem na rok 2020 zaplanowano prace warte blisko 15 mld zł...

Kiedy kończyła się poprzednia perspektywa unijna, pieniądze przeznaczone na koleje udało się uratować, przesuwając je na inwestycje drogowe. Tym razem miało być lepiej. Mimo optymizmu ministra infrastruktury, że wszystko idzie świetnie i dałoby się zrobić jeszcze więcej, mam coraz większą pewność, że historia się powtórzy. Szkoda, bo nowoczesna kolej jest Polsce tak samo potrzeba jak nowoczesne drogi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA