fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Utoniemy w śmieciach

Adobe Stock
Wszyscy niby wiedzą, że odpady trzeba segregować, a większość nawet twierdzi, że tak robi. Wystarczy jednak popatrzeć po ulicach, by mieć pewność, że jest inaczej.

Kontenery z podziałem na różnego rodzaju odpady można znaleźć coraz częściej, ale na większości ulic czy w innych miejscach publicznych dominuje wciąż zasada – śmieć to śmieć i nieważne gdzie, ważne, aby wyrzucić. Sukces, gdy trafi do kosza, przecież można zawsze rzucić tam, gdzie się stoi. Gdyby do Polski przeszczepić zasady z Japonii, gdzie kosze są tylko przy sklepach, a inne śmieci po prostu niesie się do domu, to chyba brodzilibyśmy w nich po kolana. Japończycy nawet po spacerze z psem zabierają woreczek z wiadomą zawartością do domowego kosza.

Czytaj także: Polacy twierdzą, że segregują śmieci

U nas nie ma na to szans, zresztą wystarczy zerknąć na worki z odpadami segregowanymi, które są wystawiane przed domami jednorodzinnymi, by stwierdzić, że wiele osób nie zwraca uwagi na to, co do jakiego worka wrzuca.

W śmieciach za chwilę utoniemy. Zwłaszcza w tych plastikowych, które produkujemy w tempie wręcz szalonym. Polecam prosty eksperyment – sprawdzenie, jaka część domowych odpadów przypada na plastik – butelka po wodzie, woreczek po warzywach, pieczywie itp. Większość po jednorazowym użyciu idzie do śmieci, a przecież można żyć, i to bez specjalnych wyrzeczeń, bez tego.

Dla większości segregacja nie jest wyzwaniem, trzeba tylko zmienić zwyczaje. Czy Polacy nie potrafią tego zrobić bez drakońskich kar?

Jeśli moi szwedzcy czy belgijscy znajomi omyłkowo wrzucą coś papierowego do worka na plastik, to ekipa sprzątająca go nie zabierze – trzeba zabrać śmieci z powrotem do domu i czekać kolejne tygodnie na nową okazję. Za powtórkę z błędem jest mandat. Obecny rząd takiej polityki nie przyjmie, bo ekologię ma w poważaniu, a do tego „zwykły człowiek" by się od takiego mandatu zagotował. Bo gdyby naprawdę sprawdzano, jak stosowane są zasady segregowania śmieci, to mandaty musiałyby się posypać, i to masowo. W mojej okolicy worki z odpadami roślinnymi wystawia może 10 proc. Czy to znaczy, że pozostali zjadają warzywa bez obierania, a jajka konsumują wraz ze skorupkami? Po prostu im się nie chce, a przecież nie jest to wielki wyczyn.

Ci sami Polacy po wyjeździe za granicę jakoś potrafią takie zasady stosować i korona im z głowy nie spada. Może chodzi tylko o te kary i bez ryzyka, iż odczuje się konsekwencje w portfelu, nasze społeczeństwo niczego nie jest w stanie zmienić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA