fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Euro w rękach kobiet

AFP
Niemcy ponownie wzmocnili się w Europie, ale znów musieli zrezygnować ze sterów polityki pieniężnej.

Wtorkowe rozdanie na szczycie, który Niemkę Ursulę von der Leyen namaścił na szefową Komisji Europejskiej, a kierującą MFW Francuzkę Christine Lagarde na nową prezes Europejskiego Banku Centralnego, przypomniało mi sytuację sprzed blisko 30 lat. Gdy ważyły się losy zjednoczenia Niemiec, prezydent Francji Mitterrand postawił kanclerzowi Kohlowi warunek: musicie oddać kontrolę nad swoim pieniądzem, by zjednoczone Niemcy nigdy nie mogły sfinansować zbrojeń emisją pustego pieniądza, jak w latach 30. Kohl oddał więc markę Europie i tak powstało euro.

Nie jest to pieniądz z marzeń Niemców. Coraz mniej przypomina pierwowzór, a miękka polityka EBC – konserwatywny sposób działania Bundesbanku (zwanego Bubą), prawzoru EBC. Prezes Buby Jens Weidmann konsekwentnie głosował przeciwko niekonwencjonalnym działaniom prezesa EBC Włocha Mario Draghiego. I nie krył ambicji przejęcia schedy po nim.

Plany te spaliły na panewce. Stery skomplikowanej maszynerii finansowej Europy przejmie prawnik – była minister finansów Francji (a także rolnictwa i handlu), bez doświadczenia w banku centralnym. Z drugiej strony szefowa MFW Christine Lagarde, trzecia w rankingu „Forbesa" najbardziej wpływowych kobiet świata, ma doświadczenie w gaszeniu kryzysów w Grecji i na Cyprze. Może się jej to przydać, jeśli świat finansów – odpukać – znów stanie w płomieniach. Jednak w odróżnieniu od doświadczonego bankiera centralnego i profesora ekonomii Draghiego będzie musiała polegać na ekspertach, nim wybierze właściwy środek gaśniczy.

Strefa euro to na razie gigant stojący na – przyznajmy – solidnej, ale tylko jednej nodze, właśnie EBC. Do opisanego przez noblistę Roberat Mundella optymalnego obszaru walutowego brakuje drugiej – budżetu, który ułatwiłby unikanie kryzysów. 20 lat po wprowadzeniu wspólnej waluty Unia dopiero zaplanowała jego zalążek. Czy i co z niego wyrośnie, zależy od apetytu państw na dalszą integrację i nastawienia szefowej KE. Ursula von der Leyen jest ambitna. Studiowała ekonomię, ale ostatecznie ukończyła medycynę. Jako lekarz wie zatem, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Dotyczy to także kryzysów i finansowych fundamentów Europy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA