fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Z katalogu czy po prostu z sieci

Piotr Mazurkiewicz
Fotorzepa/Ryszard Waniek
Kilka lat temu model sprzedaży bezpośredniej znacząco odbiegał od najpopularniejszych sposobów dotarcia z produktem do konsumenta. Firmy sprzedawały swoją ofertę poprzez armię akwizytorów, a każdy choć raz trafił na katalog produktów takich marek, jak Avon czy Oriflame.

Dzisiaj model ponownie się zmienia, a firmy, chociaż nadal nie mają własnych sklepów, coraz częściej wykorzystują do zbierania zamówień internet. Zatem formuła ta coraz bardziej zbliża się do rozwiązań stosowanych w pozostałych sektorach, a sprzedaż bezpośrednia przestaje się odróżniać od innych form.

Magnesem dla zwolenników marek dostępnych w ramach sprzedaży bezpośredniej jest to, że produkty te są dostępne wyłącznie w nim, firmy nie zawierają partnerstw, nie wchodzą do sieci czy sklepów multibrandowych.

Jakkolwiek by na ten rynek patrzeć, sprzedaż bezpośrednia jest na pewno fenomenem. W Polsce firmy sprzedające w tym modelu były odpowiedzią na słabo rozwinięty rynek handlowy, który w latach 90. odrabiał zaległości z wielu dekad. Jednak z kolei w USA czy Korei lub Japonii zakupy w takim systemie były jeszcze popularniejsze niż u nas, choć konsumenci mogli wybierać z ogromnej liczby sklepów. Niemniej miliony ludzi na całym świecie kupowało kosmetyki z katalogów, ta kategoria podbiła też gusty Polaków. Inne już znacznie mniej, choć z katalogów można zamawiać też suplementy diety, sprzęt AGD czy biżuterię.

Kolejnym przełomem w rozwoju sektora była telewizja i całe kanały emitujące przez 24 godziny nienaturalnie szeroko uśmiechniętych prowadzących, zachwyconych kolejnymi krajalnicami, odkurzaczami czy sztuczną biżuterią.

Ludzie kupowali – może z nudów, siedząc podczas bezsennej nocy przed telewizorem? A może wybierali produkty, o które wstydziliby się zapytać w sklepie albo których nie mogli tam sprawdzić czy się dowiedzieć, jakie są ich dodatkowe funkcje?

Rynek dalej się kręci, często telewizyjne sklepy oferują przedziwne produkty, ale ktoś musi je kupować. Nie każdy na zakupy musi iść do sklepu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA