fbTrack

Blogi

Historia tych samych błędów

Adobe Stock
Rząd prawicy musi się zmierzyć z problemem waloryzacji kontraktów na rozbudowę krajowej sieci dróg i kolei. Wygląda na to, że od Euro 2012 nie nauczyliśmy się, że zbyt pośpiesznie i tanio przeprowadzane inwestycje bywają najbardziej kosztowne.

Pamiętacie, jak nie tak dawno Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przy okazji rozstrzygania kolejnych przetargów z dumą ogłaszała, ile oszczędności przynosiły kolejne kontrakty? Niektóre oferty ledwie przekraczały połowę założonych kosztów. Kupka niewydanych pieniędzy rosła, mowa była wręcz o miliardach, które można będzie przeznaczyć na inne inwestycje. Wyglądało to tak, jakby wszyscy zdążyli zapomnieć o problemach, które przyniosła poprzednia unijna perspektywa finansowa, w której oferty zgłaszane przez wykonawców budujących obiekty infrastrukturalne związane z hasłem Euro 2012 również nie uwzględniały możliwości choćby wzrostu cen materiałów budowlanych. A te oczywiście poszły w górę. Wtedy rozpoczęły się pierwsze poważne rozmowy o kwestii waloryzacji kontraktów, konieczności systemowych rozwiązań, rozłożeniu odpowiedzialności pomiędzy inwestora i wykonawcę, wprowadzeniu do postępowania przetargowego kryterium rażąco niskiej ceny.

Z dialogu wyszło niewiele, wykonawcy wyszli z tego mocno poobijani, a niektórzy owego boomu budowlanego nie przetrwali. Wydawało się, że bolesna nauczka sprawi, że takie sytuacje nie będą się powtarzać.

Pamiętacie, jak po zmianie władzy Ministerstwo Infrastruktury praktycznie zatrzymało podpisywanie umów z wykonawcami i ogłaszanie nowych przetargów? Jednym z wytłumaczeń miał być właśnie dialog z wykonawcami i opracowanie uniwersalnych zasad współpracy, by zabezpieczały one realizację kluczowych inwestycji. Dziś także te kontrakty, podpisywane w 2017 czy na początku 2018 r., są wskazywane jako te, które powinny podlegać rewaloryzacji, bo ich rentowność oscyluje wokół zera albo wręcz są już na minusie.

Z drugiej strony coraz częściej mamy oferty znacząco przekraczające budżet inwestora, bo dla firm to jedyna forma zabezpieczenia swoich interesów. A nuż się uda i GDDKiA czy PKP Polskie Linie Kolejowe SA znajdą dodatkowe pieniądze. Pojawiły się też głosy, że jeśli tak dalej pójdzie, to obecna perspektywa finansowa UE dokończy to, co zaczęło się w poprzedniej, czyli dorżnie branżę. I znów ruszają poważne rozmowy o waloryzacji kontraktów, która miałaby objąć – przynajmniej według obecnych propozycji – nowe umowy. A co z tymi projektami, które już są w realizacji?

Fakt, ceny materiałów drastycznie wzrosły. Co więcej, doszedł nowy problem, jakim jest brak rąk do pracy. Tyle że część z tych zjawisk była do przewidzenia. Tak samo jak poprzednio. Oczywiście waloryzacja jest potrzebna, ale też strona zamawiająca powinna wybierać oferty, kierując się nie tylko ceną. Bo do każdej promocji zawsze ktoś musi dopłacić.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL