Biznes

Wyższe koszty w ochronie nie pogrążyły spółek security

123RF
Skok kosztów pracy spowodowany wzrostem płacy minimalnej i podniesieniem stawek godzinowych od początku tego roku nie spowodował tąpnięcia w ochronie.
Wcześniejsze obawy branży związane ze zmianami okazały się na wyrost. – Ale już widać ruch w szarej strefie – twierdzą prezesi firm security.
Według Polskiej Izby Ochrony (PIO) największe spółki w branży – takie jak Solid, Impel, Konsalnet czy Securitas – obsługujące banki, wielkie sieci handlowe czy zajmujące się hurtowym liczeniem i konwojowaniem gotówki, zdołały na ogół na rozsądnych warunkach porozumieć się z klientami i waloryzować umowy. Sławomir Wagner, szef PIO, szacuje, że tylko ok. dziesięciu kontraktów nie udało się renegocjować w drodze porozumienia stron. – Ale nawet w takim przypadku firmy ochrony starały się raczej utrzymać kontrakty, licząc na uzgodnienie wyższych należności w przyszłości – mówi Sławomir Wagner.
Beniamin Krasicki, prezes City Security, spółki z branżowej czołówki, twierdzi, że po trudnych negocjacjach jego firma nie zgodziła się na przedłużenie najwyżej ok. 5 proc. kontraktów. To niezły wynik. W branży obawiano się przecież powtórki sytuacji sprzed roku, gdy operacja ozusowania umów-zleceń i wzrost kosztów pracy spowodował gruntowną rewizję kontraktów, wypowiadanie niekorzystnych umów, a w konsekwencji redukcje w ochronie, które pozbawiły pracy tysiące zbędnych już strażników. Prezes Krasicki zwraca uwagę, że tym razem negocjatorzy City Security znaleźli zrozumienie przede wszystkim u klientów komercyjnych. Największe problemy były z waloryzacją umów zawartych z placówkami sektora publicznego. Sądy, urzędy skarbowe, prokuratury podlegające przepisom o obowiązkowej ochronie (specjalną listę takich instytucji prowadzą wojewodowie) były na ogół nieprzygotowane finansowo do zaakceptowania większych obciążeń wynikających z urzędowych decyzji o wzroście płacy minimalnej i wyższych stawkach godzinowych. A publiczny segment rynku to wciąż znaczący dostawca zamówień na usługi security. W niektórych regionach kraju instytucje i np. obiekty państwowej infrastruktury krytycznej dostarczają ponad 60 proc. zamówień komercyjnych związanych z bezpieczeństwem. – Nasi partnerzy, zwłaszcza szpitale i pozostałe placówki państwowej służby zdrowia, zwyczajnie nie byli w stanie sfinansować większych kosztów ochrony, bo nie dysponowali żadnymi funduszami rezerwowymi przewidzianymi na ten cel – twierdzi Rafał Luboiński, prezes RR Security. Korporacja dba o bezpieczeństwo ponad 30 osiedli w pięciu największych miastach Polski. Prezesa Luboińskiego najbardziej niepokoi coraz bardziej ostentacyjne, lecz przecież dobrze znane zjawisko: w miejsca zwolnione przez RR Security natychmiast zgłaszają się konkurencyjne firmy, które proponują stawki za ochronę zdecydowanie poniżej granicy legalnie kalkulowanych kosztów. Prezes PIO Sławomir Wagner także dostrzega problem: bolesny dla branży, kolejny już w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy skok kosztów pracy uderza przede wszystkim w mniejsze i słabsze spółki ochrony. Wiele z nich szuka więc niezbyt czystych sposobów na utrzymanie się na rynku. – Obawiam się, że skutkiem ubocznym ostatnich reform będzie ucieczka mniejszych graczy w szarą strefę – mówi prezes PIO. Spośród 2,5 tys. firm aktywnych na rynku ochrony trzy czwarte to spółki mniejsze, działające na lokalnym rynku. – Im łatwiej schować się przed państwowymi kontrolerami – twierdzi Wagner. Sektor security zatrudniający wciąż 250 tys. osób i wyjątkowo wrażliwy na gwałtowne zmiany kosztów pracy, tym razem z ulgą przyjmuje reakcję rynku na urzędowe zmiany. Dokładnie rok temu firmy miały znacznie większe problemy z renegocjowaniem umów. Urzędowe regulacje, które miały w założeniu ucywilizować wart 7,5 mld zł rocznie rynek security, spowodowały wówczas zwolnienia blisko 50 tys. najsłabiej kwalifikowanych pracowników.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL