Gdy w niedzielę opozycyjny dziennikarz i współtwórca kanału informacyjnego Nexta zorientował się, że maszyna Ryanair, którą leciał z Aten do Wilna, wykonała nagły zwrot i zmierza do Mińska, wpadł w panikę. Zaczął drżeć. I powiedział współpasażerom, że tam, na ziemi, czeka go śmierć z rąk siepaczy Aleksandra Łukaszenki.
Ale nawet w tak ekstremalnym momencie Pratasiewicz chciał chronić tożsamość ludzi, którzy mu zaufali. Przekazał lecącej z nim partnerce komputer w złudnej, jak się okazało, nadziei, że znajdujące się w nim dane nie dostaną się w ręce białoruskich służb bezpieczeństwa.