fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Dyktator pojechał odpocząć

AFP
W sądach toczą się kolejne rozprawy polityczne. Pod walec represji wpadli nawet protestanci. Łukaszenko jak gdyby nigdy nic pojechał na narty do Putina.

Tym razem przed sądem w Mińsku stanęli dziennikarka popularnego portalu Tut.by Katerina Borisewicz i lekarz pogotowia ratunkowego Artiom Sorokin. Grozi im trzy lata łagrów za „ujawnienie tajemnicy lekarskiej". Chodzi o nagłośnienie losu malarza Romana Bondarenki, porwanego z własnego podwórka na osiedlu w Mińsku i zakatowanego przez „nieznanych sprawców". Jego śmierć wstrząsnęła Białorusią, gdy w kraju od wielu tygodni trwały już masowe antyreżimowe protesty.

Urzędujący od 1994 roku Aleksander Łukaszenko i wtórujący mu urzędnicy natychmiast stwierdzili, że 31-latek był pijany. Kłamstwa wyszły na jaw, gdy Borisewicz opublikowała wynik badań laboratoryjnych, z których wynikało, że Bondarenko nie miał alkoholu we krwi. Białorusini szybko się też dowiedzieli, że zmarł tak naprawdę z powodu brutalnego pobicia.

Tuż po tym dziennikarka oraz lekarz, który nie chciał kłamać, trafili za kraty. Prokurator stwierdził w piątek, że swoimi działaniami doprowadzili do „zwiększenia napięcia w społeczeństwie i stworzyli atmosferę nieufności wobec kompetentnych organów władzy". Pierwszy dzień rozprawy odbył się za zamkniętymi drzwiami, wpuszczono jedynie dziennikarzy propagandowych mediów.

Nie pomogło nawet oświadczenie matki Bondarenki, która nie ma żadnych pretensji do dziennikarki i lekarza z powodu „ujawnionej tajemnicy". Kobieta prosiła też, by proces był otwarty, ale wszystko na nic. Wyrok zapadnie pewnie w najbliższych dniach.

Koledzy aresztowanych dziennikarki i lekarza nie spodziewają się uczciwego wyroku, zwłaszcza że kilka dni temu sąd w Mińsku skazał na dwa lata łagrów dwie młode dziennikarki Biełsatu Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową. Korespondentki jedynej niezależnej w kraju Łukaszenki stacji (nadaje z Warszawy) od początku relacjonowały antyreżimowe protesty, ale sąd uznał, że tak naprawdę „organizowali zamieszki".

Obiektem represji stał się nawet miński kościół protestancki „Nowaja żyzń" (Nowe życie). Do budynku, o który spór z lokalnymi władzami toczył się od 2005 roku, wkroczyła milicja, wszystkich obecnych wyproszono, zamki zmieniono.

W niedzielę setki wiernych zebrały się pod murami swojego kościoła. Nabożeństwo odprawiono na parkingu pod okiem milicji. Białoruscy protestanci nie mają wątpliwości, że powodem jest postawa mińskiego pastora, który potępiał represje.

Dyktator udał się zaś do Soczi, w poniedziałek spotka się tam z Władimirem Putinem. Pojeżdżą na nartach i omówią m.in. „dalszą integrację" w ramach Państwa Związkowego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA