fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Wesela w czasie koronawirusa: bawić się bez gości czy rezygnować i płacić

Adobe Stock
Trudno bezkosztowo odwołać imprezę czy przenieść na inny termin. Pozostaje renegocjować umowę.

Pandemia koronawirusa zbiera żniwo. Statystyki zachorowań, zamiast spadać, pną się w górę. To zniechęca do wspólnego świętowania zaślubin. Na własnej skórze przekonują się o tym narzeczeni, którzy nie zdecydowali się odwołać uroczystości, gdy Covid-19 uznawany był przez rządzących za na tyle groźny, by wprowadzić obostrzenia w zakresie zgromadzeń. Teraz, po otrzymaniu informacji od zaproszonych weselników, że ci jednak na uroczystości się nie pojawią, „młodzi" nie mają wielu mocnych argumentów, by negocjować z restauratorem bezkosztowe przeniesienie wesela na inny, wolny od wirusa termin.

Boją się koronawirusa

„Odstąpię termin wesela w sierpniu", „Oddam salę za darmo" – na portalach ślubnych obecnie pełno takich ogłoszeń. W taki sposób niedoszli nowożeńcy próbują ratować weselne budżety, często po tym, gdy zaproszeni przez nich goście powiedzieli, że nie chcą brać udziału w uroczystości w obawie przed zakażeniem.

– Zachowania gości naszych klientów są zupełnie różne i bardzo trudno znaleźć dla nich wspólny mianownik – mówi Anna Matusiak-Rześniowiecka, współwłaścicielka Agencji Ślubnej Ann&Kate Wedding Planners oraz wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Branży Ślubnej. I dodaje, że niektóre młode pary odwoływały albo przenosiły swoje wesela z sierpnia czy września już w pierwszym tygodniu pandemii – nie chcąc narażać siebie oraz gości na nerwy i niepewność.

– Inni przekładali z maja na czerwiec po to, by z czerwca przełożyć na lipiec itd. Cały czas obserwując sytuację i monitorując postawę gości. Bywa, że wesele na 200 osób nagle zmniejsza się do 80, bo goście zwyczajnie się boją, ale bywa i tak, że pary międzynarodowe czekają tylko na potwierdzenie otwarcia lotów, bo ich goście – nawet z USA – są gotowi w pełnym zaproszonym składzie przylecieć. Nie ma reguły – wyjaśnia Matusiak-Rześniowiecka.

Nie zmienia to jednak faktu, że wiele par gorączkowo studiuje postanowienia umów, jakie zawarły z właścicielem sali, fotografem, cukiernią itd.

– Stan pandemii w zasadniczy sposób rzutuje na wykonanie wzajemnych zobowiązań. W pierwszej kolejności polecamy więc analizę umów zawartych z usługodawcami z branży weselnej. Stan epidemii czy zagrożenia epidemiologicznego może być traktowany jako tzw. siła wyższa, a więc jest okolicznością, za którą żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności – tłumaczy radca prawny Aleksandra Grzechnik z kancelarii Robaszewska & Płoszka.

Ile osób zaprosiliśmy

– Przed poluzowaniem obostrzeń każda para młoda, niezależnie od wielkości wesela, mogła się powołać na niemożność świadczenia umowy przez drugą stronę, co dawało jej podstawę do renegocjacji umowy w zakresie przesunięcia terminu imprezy lub rezygnacji z niej. Restaurator nie mógł bronić się twierdzeniem, że jest gotowy na organizację wesela – mówi adwokat Hubert Maciąg prowadzący praktykę w Warszawie.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. – W przypadku gdy brak jest w umowie zapisów o sile wyższej, każdą sytuację należy przeanalizować indywidualnie, gdyż przepisy umożliwiają realizację wesela do 150 gości – tłumaczy mec. Maciąg.

W przypadku gdy wesele planowane było na większą liczbę gości, państwo młodzi będą uprawnieni do przełożenia bądź rezygnacji z wesela.

– Jeżeli jednak liczba gości wynosi do 150 osób, żądanie przesunięcia terminu wesela czy rezygnacji z niego z uwagi na siłę wyższą może okazać się nieuprawnione.

W takiej sytuacji państwo młodzi mogą zostać obciążeni dodatkowymi kosztami – zaznacza prawnik.

– Konsekwencją odwołanego wesela, jeżeli poluzowanie obostrzeń pozwala już w danym terminie na jego zorganizowanie, jest nie tylko utrata zadatku, ale też w wielu przypadkach kara umowna – przyznaje szefowa Polskiego Stowarzyszenia Branży Ślubnej.

Co więc powinni robić niedoszli nowożeńcy? – W moim przekonaniu pandemia analizowana w kontekście wykonywania umów wzajemnych nie może być automatycznie traktowana jako okoliczność uzasadniająca niewywiązanie się ze świadczenia przez jedną ze stron. Sytuacja, z którą mamy obecnie do czynienia, ma charakter wyjątkowy, ale nie uniemożliwia w całości wzajemnych świadczeń – uważa adwokat Joanna Parafianowicz.

Stawianie pod ścianą

– Jeśli przedsiębiorca gotowy jest do wywiązania się z organizacji wesela, a narzeczeni obawiają się, że pomimo takiej możliwości weselnicy nie stawią się na uroczystości, jedyne, co można zrobić, to renegocjować warunki umowy. Jeżeli część spoczywających na organizatorze zadań mogła być już wykonana i pociąga za sobą obowiązek zapłaty wynagrodzenia, a część nie – rozsądne byłoby proporcjonalne obniżenie honorarium. Myślę jednak, że kluczowe jest tu podjęcie rozmów, a nie stawianie kogokolwiek pod ścianą – dotyczy to obu stron – radzi Joanna Parafianowicz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA