fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Bankowcy biją maklerów po kieszeniach

Branża maklerska po słabszych miesiącach w końcu złapała wiatr w żagle
AdobeStock
Kondycja finansowa biur i domów maklerskich wyraźnie się poprawiła. To zaskakujące, biorąc pod uwagę, co dzieje się w bankach, a to one rozdają karty w grupach kapitałowych.

Maklerzy długo czekali na swoje pięć minut. Przez ostatnie lata branża tkwiła bowiem w kryzysie, a stwierdzenia, że gorzej być nie może, które pojawiały się tradycyjnie pod koniec kolejnych lat, okazywały się tylko pobożnymi życzeniami. Ten rok wywrócił wszystko do góry nogami. Brokerzy nie tylko złapali oddech. Branża przeżywa jeden z najlepszych okresów w historii. W normalnych warunkach oznaczałoby to dodatkowe profity dla pracowników biur maklerskich. Problem jednak w tym, że czasy nie są normalne, a brokerzy nie są zależni tylko od siebie.

Wynagrodzenie maklerów zazwyczaj składa się z dwóch części: podstawowej oraz premii. Te drugie przeważnie są rozliczane kwartalnie bądź rocznie i uzależnione od wykonanych planów. W czasach kryzysu maklerskiego wypełnienie planów było często sporym wyzwaniem, więc i sowite premie były raczej wyjątkiem, a nie standardem. Ten rok jednak przyniósł odrodzenie biznesu maklerskiego. Znaczący wzrost obrotów na warszawskiej giełdzie, a także dopływ nowych inwestorów na rynek sprawiły, że maklerzy od kilku miesięcy mają pełne ręce roboty. Sprzedażowe plany kwartalne realizowane są bez większych problemów, a te roczne już wcześniej zostały wypełnione.

Poprawę tę teoretycznie powinni odczuć też maklerzy w swoich kieszeniach poprzez większe premie. Można jednak powiedzieć, że brokerzy mają pecha i w praktyce nie odczują aż tak poprawy sytuacji rynkowej.

Wszystkiemu winne są banki. Coraz więcej pośredników działa bowiem w strukturach bankowych, a to przekłada się także na postrzeganie biznesu maklerskiego, również jeśli chodzi o wynagradzanie pracowników. Sektor bankowy, w przeciwieństwie do maklerskiego, przeżywa trudniejsze chwile. Wyniki finansowe banków wyraźnie się obniżyły, a w branży powszechnie mówi się o szukaniu oszczędności. Cięcia dotyczą m.in. kosztów osobowych. O zwolnieniach grupowych w ostatnim czasie informowały m.in. Santander Bank Polska i BNP Paribas Bank Polska. Inne instytucje podkreślają z kolei, że na bieżąco starają się dostosowywać poziom zatrudnienia do sytuacji rynkowej. Maklerzy patrzą na to wszystko z niepokojem.

– W sytuacji, w której banki tną zatrudnienie i szukają oszczędności, ciężko będzie uzasadnić wysokie premie dla maklerów, szczególnie podmiotów działających w strukturach bankowych. Co z tego, że biura mają jeden z najlepszych okresów w historii. Solidarnie muszą się dostosować do sytuacji w grupie kapitałowej – mówi jeden z maklerów z grupy bankowej.

– W niektórych częściach grup już pojawiają się sygnały dotyczące ograniczenia wielkości premii. Nie będą one więc aż tak wysokie, jak mogłyby być, gdyby sytuacja banków była lepsza. Myślę też, że prawdziwa fala przeglądów siatki płac dopiero przed nami – wskazuje kolejny z przedstawicieli branży maklerskiej.

– Rozmowy na ten temat już właściwie trwają. Oczywiście każda ze stron ma swoje argumenty. Mam nadzieję, że uda nam się spotkać pośrodku – mówi kolejny z naszych rozmówców.

Kluczowe rozstrzygnięcia w dużej mierze są jeszcze przed maklerami, chociaż zdają sobie oni sprawę, że temat jest delikatny, nie tylko kontekście wypłat premii za 2020 r., ale też ustalenia zasad wynagrodzenia w kolejnych okresach. Na podwyżkę stóp procentowych, która pomogłaby bankom odbudować rentowność, na razie się nie zanosi, a to stawia też brokerów na gorszej pozycji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA